Nie umiem pracować w takich warunkach

Początek 2013 roku. Trener Robert Kasperczyk właśnie podpisał półroczną umowę ze Stalą. Wytrwał trzy miesiące. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Trener Robert Kasperczyk twierdzi, że działacze Stali Rzeszów nie wypełnili obietnicy i złożył wniosek o rozwiązanie kontraktu.

Trzy miesiące – tyle trwało “małżeństwo” trenera Roberta Kasperczyka (46 l.) ze Stalą Rzeszów. Szkoleniowiec z Nowej Huty zdążył poprowadzić biało-niebieskich w jednym ligowym meczu z Olimpią Elbląg (0-0).

– Rozwiązał pan już umowę ze Stalą Rzeszów?
– Jeszcze nie. Sprawa się ciągnie, ale jest szansa, iż w tym tygodniu znajdzie swój finał.

– Dlaczego sprawa się przeciąga?
– Wybaczy pan, ale o szczegółach nie chcę rozmawiać. Nikomu to nie posłuży. Mogę zdradzić jedynie, iż powoli zbliżamy się do konsensusu.

– Prezes Stali, Marek Poręba, po sobotnim meczu ze Świtem przyznał, że nie można wykluczyć, iż dojdziecie do porozumienia i znów poprowadzi pan zespół.
– Powiem szczerze: nie zakładam takiego scenariusza.

– Nie zakłada pan, ponieważ?
– Ponieważ musiałbym oszukiwać piłkarzy, działaczy, kibiców. Oszukiwać, bo nie umiałbym oddać się pracy na 100 procent. Powtarzam – o pewnych rzeczach nie chcę mówić, bo ważne jest, by rozstać się w zgodzie, podać sobie ręce. Sprawa Floty Świnoujście to był z mojej strony impuls do działania, a nie główny powód rozstania ze Stalą. Niemal od początku sygnalizowałem działaczom, co jest nie tak. Niczego jednak nie wskórałem. Już w połowie lutego zacząłem się łapać na tym, że chodzenie do pracy nie stanowi wielkiej przyjemności. Na nogach trzymała mnie niezłomna postawa zawodników oraz świetna współpraca z drugim trenerem Marcinem Wołowcem.

– Rozmawiał pan z działaczami, ale tak długo i szczerze, gdy okazało się, że nie będzie pan jednak pracował we Flocie?
– Spotkaliśmy się w momencie, gdy przekazałem działaczom wypowiedzenie swojej umowy o pracę.

– Duża część kibiców i działaczy Stali uważa, że zachował się pan nieprofesjonalnie. Co ma pan na swoją obronę?
– Oj, podpuszcza mnie pan, ciągnie za język… O powodach mojego rozstania poinformowałem w szerszym gronie. Byli panowie Szczepaniak, Szymański, Paśkiewicz, Puterla. Przedstawiłem argumenty przemawiające za tym, że nie potrafię pracować w takich warunkach. I nie chodzi tylko o podnoszone w mediach kwestie zakupu urządzeń do monitorowania organizmu piłkarzy. Gdy przeczytałem wypowiedź prezesa Poręby, że ten czuje się oszukany przez Kasperczyka, ogarnął mnie pusty śmiech. To raczej ja mogłem się czuć oszukany. Obietnice, także ustne, nigdy nie zostały spełnione.

– Stal, jak 90 procent drugoligowców, nie jest klubem perfekcyjnie zorganizowanym i nie stanowi to tajemnicy. Żaden ze znajomych nie odradzał panu podpisania kontraktu? Nie powiedział: chłopie, w co ty się pakujesz?
– Trafił pan w dziesiątkę! Ale wszystko działo się tak szybko… Poza tym jestem jak biblijny Tomasz. Muszę dotknąć, żeby uwierzyć. Pewnie gdybym się uparł, wypełniłbym kontrakt, dobrnął do końca czerwca, utrzymał drużynę, bo jestem przekonany, że Stal nie spadnie. Tylko po co? Nie umiem udawać, że coś mnie cieszy, jeśli tak nie jest. Ponadto klub musiałby mi płacić niemałe jak na drugą ligę pieniądze. W swojej trenerskiej karierze pracowałem w klubach niższych lig, w KSZO Ostrowiec, Górniku Wieliczka, Hutniku Kraków. Wszędzie były problemy, ale nie takie, jak w Stali.

– Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?
– Gdy w jeden dzień podają, że jest się trenerem, a w drugim to dementują, to nie mogę się czuć komfortowo. Teraz chcę nieco odpocząć od futbolu. Jakoś nie spieszy mi się na trenerską ławkę.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.