Niedoświadczenie pilota przyczyną wypadku

W tej sytuacji fotoreporter PAP wyskoczył z kosza balonu na dach budynku. Dzięki temu balon wzniósł się i szczęśliwie wylądował kilka kilometrów dalej. Fot. Wojciech Kolanko

KROSNO, WARSZAWA. Państwowa Komisja Badania Wypadków lotniczych zakończyła badanie dramatu, jaki przeżyli dziennikarze podczas górskich zawodów balonowych.

Małe, zdaniem ekspertów, doświadczenie pilota i nieznajomość warunków w lotach w terenie górskim były głównymi przyczynami wypadku balonu, w którym leciało dwóch pasażerów – rzeszowskich dziennikarzy. Dramatyczne chwile przeżyli oni 28 kwietnia rano nad Wietrznem koło Krosna.

Organizatorzy XIII Międzynarodowych Górskich Zawodów Balonowych zdecydowali, że balonem towarzyszącym zawodom poleci fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej i kamerzysta TVN. Mieli oni dokumentować z powietrza walkę zawodników.

Pilot balonu wybrał na miejsce startu okolicę Wietrzna. Podmuchy wiatru utrudniały start, lecz czas naglił. Nad głowami dziennikarzy przelatywały balony uczestniczące w zawodach. Jeszcze kilkanaście minut i nie będzie kogo filmować.

W trakcie przygotowań do startu wiatr zmienił kierunek. Obrócono nieco kosz i ułożenie powłoki balonu i rozpoczęto jej napełnianie. Balon z pilotem i dwoma dziennikarzami w końcu wystartował. Wiatr jednak przydusił go do ziemi i kosz lekko uderzył o trawę. Wzniósł się nieco i trafił w małe drzewko. Wiatr poniósł balon na pobliski jednopiętrowy budynek. Kosz balonu uderzył w ścianę. zahaczył o krawędź dachu i przechylił się na bok. Wtedy fotoreporter PAP wyskoczył z kosza na dach. Odciążony balon wzniósł się i poleciał z wiatrem.

Przy uderzeniu kosza w budynek pilot balonu złamał prawą rękę. Lewą ręką operował palnikiem. Instruował też kamerzystę TVN, jak ma mu pomoc przy lądowaniu. Balon delikatnie wylądował około 5 km dalej. Obaj dziennikarze lekko się tylko potłukli. Pilota z miejsca lądowania zabrano karetką do szpitala.

Komisja badająca wypadek ustaliła, że balon był sprawny i nie był przeciążony. Wraz z załogą, bagażem i paliwem mógł ważyć nawet 802 kg. Tymczasem ważył 689 kg. Pilot balonu do feralnego lotu wylatał balonami 74 godz., w tym 53 jako dowódca. To zdaniem komisji niewielkie doświadczenie. W dodatku pilot nie latał wcześniej w terenie górskim. Pomiędzy wzniesieniami i w kotlinach wiatr zachowuje się zupełnie inaczej, niż w terenie równinnym. Gwałtownie zmieniają się kierunki wiatru, a powietrzne wiry potrafią niespodziewania przydusić balon do ziemi.

Tak właśnie stało się w locie z dziennikarzami. Komisja ustaliła, że w trakcie przygotowań do startu występowały symptomy wskazujące zagrożenie. Niedoświadczony lotnik nie dostrzegł jednak tych sygnałów i nie zrezygnował ze startu w niewielkiej (ok. 57 m) od przeszkody, jaką był budynek.

Tomasz Kowalczyk

do “Niedoświadczenie pilota przyczyną wypadku”

  1. Tomek

    Bardzo trafne spostrzeżenie Panie Romanie. W artykule wprawdzie o tym nie ma, ale w raporcie PKBWL wskazują, że gdy balon w czasie napełniania był na uwięzi, powietrze opływające powłokę powoduje powstanie siły aerodynamicznej, tak zwanej pozornej siły nośnej. Dokładnie tak, jak latawiec. Uwiązany balon „rwie się w górę”. Jednak po zwolnieniu zaczepu ta aerodynamiczna siła zanika. Latawiec po zerwaniu sznurka zacznie opadać. Balon też. Wzniesie się nieco i zacznie opadać. Jeżeli powłoka jest odpowiednio napełniona ciepłym powietrzem i wyporność balon wystarczająco duża, to rosnąca siła aerostatyczna zrekompensuje ten zanik siły aerodynamicznej i balon zacznie się wznosić. W tamtym feralnym locie powłoka była zbyt mało wypełniona ciepłym powietrzem, a pozorna siła nośna powodowała wrażenie, że da się bezpiecznie wystartować. Rzeczywistość okazała się nieco inna… Między innymi zabrakło praktycznych umiejętność, które zdobywa się puszczając latawce. Pozdrawiam Panie Romanie

  2. ROMAN

    widocznie ten pilot za młodu nie bawił się latawcem – no i teraz takim efekt.- BUM

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.