Niedosyt w Stalowej Woli

PIŁKA NOŻNA. Kamil Gęśla zanotował „wejście smoka”, ale to nie pomogło Stali, która straciła nie tylko dwa punkty, ale i dwóch obrońców.

STAL 1

PELIKAN 1

(0-0)

1-0 Gęśla (65.)

1-1 Solecki (70.)

STAL: Socha – Rosłoń, Drozd (19. Kusiak), Wieprzęć (35. Walasek), Byrski – Piątkowski, Horajecki (61. Gilar), Skórski, Getinger – Białek (58. Gęśla), Radawiec.

PELIKAN: Sabela – Gawlik, Gołka, Brodecki, Marcinkiewicz – Pomianowski (79. Kosiorek), Łochowski, Adamczyk, Gamla – Solecki, Kowalczyk (85. Rosiak).

Sędziował Jacek Lis (Katowice). Żółte kartki: Rosłoń, Piątkowski oraz Gamla. Widzów 1 tys.

Stalowowolanie pałali żądzą odwetu za jesienną porażkę, ale sportowej złości nie potrafili przekuć na satysfakcjonujący ich wynik. Kibice jakby przeczuli, że przy ul. Hutniczej nie będzie piłkarskiego widowiska i trybuny świeciły pustkami. Nie tylko kibice mieli przeczucia. Po czterech kwadransach trener Stali wpuścił na boisko Kamila Gęślę, który zaraz trafił do bramki. Sławomir Adamus pytany o powód zmiany Białka na Gęślę, odrzekł: – Miałem przeczucie, że Kamil strzeli. -

- Po pierwszej połowie pozostał niesmak. Druga była już lepsza, ale widać, że mamy jeszcze nad czym pracować. Szczególnie nad grą skrzydeł, której dzisiaj nie było. Będziemy teraz mieli więcej okazji do gry na boisku i z meczu na mecz, nasza gra powinna być lepsza – mówi po meczu Sławomir Adamus, trener Stali.

jm

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.