(Nie)skazitelni kandydaci do Trybunału

Stanisław Piotrowicz, twarz nocnych reform wymiaru sprawiedliwości.

KRAJ. Kandydatury do Trybunału Konstytucyjnego wywołują coraz więcej kontrowersji. Co chce osiągnąć Jarosław Kaczyński?

Krystyna Pawłowicz, która świadomie głosowała za niezgodną z ustawą konstytucją, prokurator z czasów PRL – Stanisław Piotrowicz oraz znana z zeznań przed komisją śledczą ds. VAT, Elżbieta Chojny-Duch – to kandydaci Prawa i Sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego. Jedni zasłynęli wiernością, inni zasługami. Sędziowie powinni być nieskazitelnego charakteru i niezwiązani z żadną partią. W tym przypadku może być to co najmniej wątpliwe.

Telewizja TVN24 dotarła do wniosków o powołanie kandydatów. W przypadku Stanisława Piotrowicza znalazły się informacje o doświadczeniu. Pominięto jednak fakt, że w tym samym roku, w którym rozpoczął aplikację prokuratorską należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a także to, że był członkiem egzekutywy PZPR w krośnieńskiej Prokuraturze Wojewódzkiej i Rejonowej. Szybki awans do wydziału śledczego ówczesnej Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie miał być efektem ukończenia aplikacji prokuratorskiej z najlepszym wynikiem.

Wnioskodawcy przekonują, że „mimo przynależności do PZPR warunkującej dopuszczenie do zawodu nigdy jako praktykujący katolik nie utożsamiał się z ustrojem totalitarnym”. Przypomnijmy że w stanie wojennym Piotrowicz wystosował akt oskarżenia przeciwko Antoniemu Pikulowi z Jasła za kolportaż ulotek. Koledzy z partii bronią kolegi, mówiąc, że próbował… pomagać opozycjonistom. – To jest absolutna nieprawda, ponieważ pan Piotrowicz żadnej pomocy ani mnie, ani innym osobom związanym z solidarnościowym podziemiem w tym czasie nie udzielił – skwitował Antoni Pikul w rozmowie z dziennikarzem „Czarno na białym”. Pikul ostatecznie nie został skazany, a Piotrowicza nie było na samym procesie. – On prowadził moją sprawę, był oskarżycielem jako prokurator. W innym przypadku nie byłby na przeglądaniu papierów i dowodów wszystkich w mojej sprawie – wyjaśnia. 

Wierność ponad wszystko

Krystyna Pawłowicz to kolejna kandydatka PiS. W uzasadnieniu wniosku zwrócono uwagę, że „w okresie stanu wojennego, w latach 1982-1989 przygotowywała opracowania prawne w prasie i wydawnictwach podziemnych”. Pominięto natomiast, że w czasie studiów należała do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Stwierdzono również, że Krystyna Pawłowicz„ nie była i nie jest członkiem żadnej partii politycznej”, mimo iż zasiadała w Sejmie z ramienia PiS. Wszyscy pamiętamy ją z „ciętego języka” i różnych wpadek. Martwi jednak co innego. Prof. Pawłowicz z pełną świadomością podpisywała się pod nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym. Jednocześnie mówiąc: – Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak jak mój klub, natomiast podzielam w pełni pogląd pana ministra Warchoła i uważam, że zapis jest wprost jaskrawie sprzeczny z konstytucją w swoim brzmieniu.

Czy tacy kandydaci mogą być bezstronni? – Trudno przewidzieć, jak te osoby zachowają się w Trybunale. Do tej pory były znane z zaangażowania mocno politycznego, ale może będą bardzo sprawiedliwymi i pilnującymi prawa sędziami. Jeżeli się nie zmienią, będziemy mieli to, co teraz, czyli upartyjnianie tego, co się da w prawie i sądownictwie – twierdzi prof. Krzysztof Prendecki, politolog i socjolog z Politechniki Rzeszowskiej. – Jeśli społeczeństwo będzie niezadowolone, wystawi czerwoną kartkę prezydentowi Dudzie w najbliższych wyborach. Zgłoszenie tych kandydatur jest zniechęceniem może nie żelaznego elektoratu PiS, ale tego elektoratu środka, bo te osoby są bardzo źle odbierane przez swoje kontrowersyjne zachowania – dodaje. Jak mówi, osoby, które dotąd były wierne i oddane prezesowi dostają ważne funkcje w państwie. – Pan Piotrowicz dał się poznać jako bardzo dobry funkcjonariusz partyjny w Parlamencie. Jeżeli prezes partii oczekuje „wiernych druhów”, „wiernych szabli” w Trybunale, to z jego strony może się tego spodziewać – ocenia prof. Prendecki.  Choć  kandydatura prof. Elżbiety Chojny-Duch wydaje się wyborem „dla równowagi”, nie brakuje komentarzy, że to nagroda za jej zeznania przed komisją śledczą ds. VAT, krytyczne wobec rządu PO-PSL. Partia rządząca za punkt honoru wzięła sobie udowodnienie, że za rządów Tuska i Kopacz w Polsce szalały mafie vatowskie, a urzędnicy nic w tej sprawie nie zrobili. Wiceminister finansów z czasów PO-PSL im w tym pomogła.

Motywy prezesa

Gdyby PiS nie było skłonne do negocjowania tych kandydatur, prezydent stanie przed wyborem. Albo będzie musiał całą trójkę zaprzysiąc, albo odmówić zaprzysiężenia, co zostanie zinterpretowane przez opozycję jako kolejny delikt konstytucyjny i byłoby prezydentowi wytykane przez całą kampanię. Dlaczego PiS zdecydował się więc na tych kandydatów? Być może chce zadowolić swój twardy elektorat i lepiej to zrobić we wczesnej fazie kampanii, żeby nie drażnić reszty. A może Kaczyński po prostu nagradza wiernych i poddańczych ludzi. Niektórzy komentatorzy  sądzą, że PiS  obsadza trybunał ludźmi, którzy będą w nim pilnowali interesu partii w obawie przed tym, co stanie się z TK po obecnej kadencji. Może nawet liczy z tym, że nie potrwa ona 4 lat. Są jeszcze dwie opcje – albo – co raczej wątpliwe – to rodzaj wewnętrznego sabotażu wobec Andrzeja Dudy, albo jego uwiarygodnienie przed wyborami prezydenckimi. Finał będzie taki, że PiS wycofa się z  kandydatur, nominując osoby znacznie mniej kontrowersyjne, a wyborcy usłyszą, że zrobiono to „pod naciskiem prezydenta”. Już wiadomo, że wnioski będą musiały zostać ponownie złożone. Zgodnie z regulaminem, składa się je 30 dni przed upływem kadencji. Problem w tym, że Sejm, którego kadencja kończy się 11 listopada, już się nie zbierze. Głosowanie nad kandydaturami odbędzie się już w nowym składzie.

Wioletta Kruk