Nieszczęścia chodzą parami

Fot. Wit Hadło

Fot. Wit Hadło

RESOVIA – WISŁA SANDOMIERZ. Po kolejnej stracie punktów „pasiaki” przestały być liderem.

To miał być dla Resovii mecz inny od pozostałych. Jednak plany spaliły na panewce już po 4 minutach, gdy okazało się, że z boiska z powodu kontuzji musiał zejść lider Dariusz Frankiewicz.

Franek” to kluczowy element w układance trenera Szymona Grabowskiego. Reguluje tempo akcji, spaja obronę z atakiem, bo znakomicie odbiera piłkę. No i posiada największe doświadczenie spośród wszystkich resoviaków. Jest z nim tylko jeden problem: nie ma zdrowia. Wykonał nadludzki wysiłek, by po operacjach wrócić na boisko, pech go jednak nie opuszcza. W sobotę źle postawił stopę na murawie i nie był w stanie kontynuować gry. A skoro nieszczęścia chodzą parami, kilkadziesiąt minut później dołączył do niego Aleksander Drobot. Zawodników znosił do szatni na plecach rezerwowy Radosław Adamski, który mógł zostać bohaterem meczu. Niestety, w 87 minucie „główkował” w słupek. Właśnie w końcówce Resovia była najgroźniejsza. Bliscy szczęścia byli Damian Barszczak (bramkarz odbił piłkę) i Dawid Kwiek (posłał futbolówkę obok słupka), ale prawda jest taka, że „pasiaki” przeżywają kryzys.

- Tak słabego meczu jeszcze nie zagraliśmy – trener Grabowski nikomu nie mydlił oczu. – Oczywiście wymuszone zmiany miały wpływ na to, jak drużyna funkcjonowała. Część zawodników nie mogła się chyba odnaleźć w innym ustawieniu, lecz niezależnie od wszystkiego, powinniśmy wyglądać lepiej. Stać nas na to! – podkreślał szkoleniowiec Resovii, który nie mógł skorzystać z Arkadiusza Staszczaka i Szymona Kalińca. Obaj byli przewidziani do gry, lecz choroby sprawiły, że ich zabrakło. Pozbawieni kreatywnych piłkarzy rzeszowianie z mozołem budowali akcje i rzadko niepokoili bramkarza Wisły. Sandomierzanie czuli respekt przed gospodarzami, lecz gdy zorientowali się, iż mogą sprawić niespodziankę, ruszyli odważniej do przodu. Najwięcej kłopotów miejscowym sprawiał dobrze znany przy Wyspiańskiego Jarosław Piątkowski. W II połowie po jego soczystym uderzeniu piłka zmierzała do siatki i w ostatniej chwili ciałem zasłonił ją Daniel Pawlak. – Jestem pełen podziwu dla moich zawodników. Włożyli w ten mecz mnóstwo serca, jeden walczył za drugiego – mówił zadowolony z remisu Jarosław Pacholarz, opiekun Wisły. – Resovia na swoim terenie jest bardzo groźna, ale nam wielkiej krzywdy nie wyrządziła, bo świetnie się broniliśmy – dodawał.

RESOVIA 0
WISŁA Sandomierz 0
RESOVIA: Gnatek – Barszczak, Domoń, Makowski (57. Pawlak), Drobot (30. Cach) – Ogrodnik, Frankiewicz (4. Kmiotek), Kwiek, Pyrdek (65. Adamski) – Hass (78. Bieniasz), Buczek.
WISŁA: Drzymała – Jakubczuk (63. Ziółek), Górski, Wilk, Koron, Siepierski (77. Tur), Mokrzycki (85. Siudak), Juda (90. Piechniak), Sudy, Piątkowski – Michalski (46. Drapsa).
Sędziował Paweł Kantor (Dębica). Żółta kartka Kmiotek. Widzów 400.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.