Nieudany powrót kadry U-20 do Rzeszowa

W meczu rozgrywanym na Stadionie Miejskim w Rzeszowie, który obejrzało ponad 10 tys. widżów, biało-czerwoni musieli wczoraj uznać wyższość reprezentacji Portugalii. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. TURNIEJ OŚMIU NARODÓW. POLSKA U-20 – PORTUGALIA U-20. Biało-czerwonym zabrakło argumentów, by urwać punkty Portugalczykom.

Reprezentacja Polski do lat 20 ciągle pozostaje bez strzelonej bramki w Rzeszowie. W rozegranym dwa lata temu meczu na stadionie przy ul. Hetmańskiej biało-czerwoni zremisowali bezbramkowo ze Szwajcarią. W poniedziałek prowadzona przez Jacka Magierę kadra musiała natomiast uznać wyższość swoich rówieśników z Portugalii, przegrywając 0-1. – Zagramy ustawieniem 3-5-2 po to, by nasza siła ofensywna była wyższa. Chcemy zdominować, zwłaszcza w początkowej fazie meczu, Portugalczyków i grać z nimi w piłkę – mówił tuż przed pierwszym gwizdkiem Jacek Magiera, selekcjoner reprezentacji Polski do lat 20. Ta powróciła do Rzeszowa po dwóch latach. Słowa to jedno, a czyny drugie. Biało-czerwoni przed przerwą zagrali… zupełnie odwrotnie niż chciał trener, w początkowej fazie meczu oddając inicjatywę rywalom i pokazując się z dobrej strony dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy.

Podkarpacki rodzynek

Biało-czerwoni do meczu z Portugalią przystąpili po czwartkowej, wyjazdowej porażce 0-2 z Włochami w I kolejce Turnieju Ośmiu Narodów. Portugalczycy, których skład w głównej mierze został oparty na tegorocznych wicemistrzach Euro U-19, przylecieli z kolei do Rzeszowa po remisie 2-2 przed własną publicznością  ze Szwajcarią. Wbrew słowom polskiego selekcjonera, jego reprezentacji nie udało się przejąć inicjatywy od pierwszego gwizdka. Stroną kreującą grę byli w pierwszych minutach Portugalczycy. Już w 7. min ściągniętego ze zgrupowania kadry U-21 Radosława Majeckiego próbował zaskoczyć Afonso Sousa. W odpowiedzi w pole karne Portugalii piłkę wrzucił Jakub Apolinarski, ale padła ona łupem bramkarza przyjezdnych. Zdecydowanie więcej pracy w pierwszych minutach miał Majecki, który m.in. musiał interweniować po strzale z rzutu wolnego Rafaela Camacho. Generalnie Portugalczycy w pierwszej fazie spotkania prezentowali się lepiej od biało-czerwonych. W ich poczynaniach było zdecydowanie więcej płynności i umiejętności technicznych, które z kolei przekładały się na większe posiadanie piłki, ale już niekoniecznie na sytuacje podbramkowe. Szczęścia od czasu do czasu próbowali także Polacy. Tak było chociażby w 30. i 37. min, kiedy to strzały z dystansu Marcela Zylli o kilka metrów minęły bramkę Joao Validy. To właśnie uderzenia z dalszej odległości i stałe fragmenty gry były przed przerwą główną receptą na szczelną obronę gości, przez którą biało-czerwoni nie mogli się przedrzeć. Ostatni kwadrans był zdecydowanie najlepszy w wykonaniu podopiecznych Jacka Magiery przed przerwą. Nasi próbowali przedrzeć się pod bramkę rywala głównie lewą stroną, gdzie przeciwników raz za razem niepokoił Tymoteusz Puchacz. Tuż przed przerwą na boisku pojawił natomiast Sylwester Lusiusz, wychowanek Iskry Przysietnica, późniejszy gracz drużyn młodzieżowych Karpat Krosno, a dziś zawodnik ekstraklasowej Cracovii. Piłkarz rodem z Podkarpacia zastąpił Łukasza Porębę, który w efekcie starcia z rywalem (przypadkowe uderzenie w twarz) nie był w stanie kontynuować gry. – Ciężko jest wejść na boisko w takim momencie, będąc wyrwanym z ławki rezerwowych. Nie zdążyłem się dobrze rozgrzać, na szczęście zaraz była przerwa. Fajnie było zagrać w Rzeszowie. Była rodzina, znajomi, których jeszcze będąc na ławce wypatrywałem na trybunach – przyznał Lusiusz.

Zaskoczeni po przerwie

Drugą połowę skuteczniej zaczęli Portugalczycy. Po rzucie rożnym, piłka trafiła – bo tak to trzeba nazwać – w Samuela Costę, a następnie wpadła do bramki obok zupełnie zaskoczonego takim obrotem sprawy Majeckiego. W tym wypadku zdecydowanie większa bura niż jemu, należy się polskim defensorom, którzy stali bezproduktywnie we własnym polu bramkowym i skutecznie nie zapobiegli całej sytuacji. Utrata gola nie odmieniła sposobu gry biało-czerwonych, których poczynania przypominały bicie głową w mur. O ile jeszcze z przedostaniem się na połowę rywala nie było większych problemów, o tyle ze stworzeniem sytuacji bramkowych, nie mówiąc już o ich wykończeniu, zdecydowanie tak. Tuż przed końcowym gwizdkiem remis mógł uratować dla biało-czerwonych Bartłomiej Wdowik, który po prostopadłym podaniu Dawida Kurminowskiego, przegrał sytuację sam na sam z portugalskim bramkarzem. – Przegraliśmy i straciliśmy gola w momencie najmniej oczekiwanym, wtedy kiedy byliśmy we fragmencie dobrej gry. To był bardzo dobry, szkoleniowy sprawdzian dla nas z wymagającym przeciwnikiem – przyznał po meczu Jacek Magiera, selekcjoner Polski U-20.

mj

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o