Nocna i świąteczna opieka medyczna to fikcja

Jestem, jak mówił niezapomniany Stanisław Włodek, w komedii samego Stanisława Barei „niespotykanie spokojny człowiek”, ale nawet na mnie przyszła „kryska na Matyska” i nerwy mi puściły. A poszło o zwykłą rzecz, uzyskanie pomocy medycznej w świąteczny Poniedziałek Wielkanocny. Sama prowadzę w Super Nowościach rubrykę o nocnych dyżurach aptek i właśnie dyżurach w okresie dni wolnych od pracy, czyli takich, gdzie może być utrudniony dostęp do świadczeń. Na zasadzie może kiedyś komuś się przyda. I przydało się mnie, choć „przydało” to za dużo powiedziane. Otóż w poniedziałek rano Mamie zatrzymało mocz, nie pomogło zwiększenie dawek furasemidu, wymuszanie kaszlu. Mama wyraźnie się męczyła, ale nie udało się jej uronić ani kropelki. Mocz, który nie znajduje ujścia, niestety w efekcie trafia do krwiobiegu i sytuacja może przybrać bardzo nieciekawy przebieg, nawet zatrucia organizmu, a więc jest stanem zagrożenia życia. Co miałam zrobić? Oczywiście zadzwoniłam do punktu nocnej i świątecznej opieki z prośbą o założenie mamie cewnika (jest leżąca i nie mam fizycznej możliwości zawiezienia jej do punktu). Co usłyszałam szpitalu „na górce”: oczywiście chętnie mi pomogą, ale… niestety lekarza nie ma na dniówce i muszę poczekać co najmniej do godziny 19. Wtedy lekarz zjawi się na dyżurze i będzie realizował po kolei wszystkie zgłoszenia. Oczywiście, nie ma pewności, że mama będzie na początku tej kolejki, bo zgłoszeń jest już kilka, a przecież może się trafić jeszcze coś pilniejszego, np. jakaś duszność, a to lekarz decyduje o kolejności wizyt. Jeżeli mi się bardziej spieszy, to jedynym wyjściem jest telefon na 112, bo tak czy tak, to karetka wyjazdowa do NiŚOM i tak obsługiwana jest przez pogotowie ratunkowe. Ok. ale są przecież inne szpitale, które być może mają lekarza na dyżurze. Niestety, okazało się, że szpital przy Szopena też będzie miał lekarza dopiero na nocce. Pani próbowała mi jednak pomóc i na moją sugestię sprawdziła, czy cewnika nie mogłaby założyć pielęgniarka na tym samym nocno-świątecznym dyżurze. Niestety, okazało się, że nie, bo bez zlecenia lekarza (a jego nie ma) i poza szpitalem nie może. Przy Rycerskiej, w Szpitalu Miejskim, pomimo kilku prób nikt nie odbierał. W Rudnej jest lekarz, ale jedyne co mogę zrobić, to przywieźć pacjentkę do punktu w lecznicy. Dobrze, tylko jak? Dzwonię więc na pogotowie. Tu miła pani informuje mnie, że systemowe karetki z lekarzem są wszystkie zajęte, za trzy – cztery godziny może wysłać karetkę, ale tylko z ratownikami, a ci nie mają uprawnień do zakładania cewnika, więc ich interwencja skończy się zawiezieniem mamy do szpitala. Gdzie? Tego nikt nie wie, może nawet na drugi kraniec Podkarpacia, bo miejsc w rzeszowskich szpitalach jest jak na lekarstwo. Tylko po co mamę zawozić do szpitala i blokować pozostałą garstkę miejsc nawet na kilka godzin? Przecież jej potrzeba tylko założyć cewnik. Dzwonię do przyjaciółki lekarza. Pomożesz? Oczywiście, tylko musimy kupić cewnik w aptece. To przedsięwzięcie udało nam się w czwartej, czynnej w dni świąteczne aptece, bo te mają ograniczony mocno asortyment. Najlepiej zamówić to co potrzebujemy wcześniej. Po kolejnych 10 minutach mama z ulgą oddała mocz. I po co było kilka godzin nerwówki? Jedno co mogę zrobić, to serdecznie podziękować Lekarce przez duże L, która wykazała się empatią i zrozumieniem. Dziękuję Aniu. A swoją drogą, sprawdzę czy Narodowy Fundusz Zdrowia płaci szpitalom za pełnienie dyżurów, których nie pełnią, przynajmniej w zakresie, do którego się zobowiązują. Nie każdy bowiem ma w zasięgu lekarza, który wypełni tę lukę. A potem ludzie umierają nie doczekawszy pomocy. Na całodobową i świąteczną pomoc mogą bowiem liczyć obecnie pacjenci covidowi. A mama covida nie ma. I dzięki Bogu.

Redaktor Anna Moraniec

4.9 128 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
klijent*noclegowni
klijent*noclegowni
7 dni temu

Przyklad o biednej mamie to przykład antypropagandy. Moja sąsiadka nie jest osobą znaną i rozpoznawalną,mimo to po przybyciu na izbę przyjęć w ciągu pierwszych 15minut została przebadana na specjalistycznych sprzetach ,zostal przeprowadzony fachowy wywiad przez lekarza ,zaopatrzona w receptę i odesłana na łono rodziny.Do dnia dzisiejszego cieszy się dobrym zdrowiem. 2. Do szpitala przywieziona dziadka z uporczywą sraczką ,spowodowaną zjedzeniem dużej ilości gruszek ulęgałek.Przy pomocy fachowczyń od sprzątania ,szybko został umyty i doprowadzony do porządku.W tym samym czasie cała przybyła familia wraz z wikarym ,zrobiła gorsząca zadymę domaga się zwołania Konsylium z udziałem dyrektorów szpitala i Lekarza Miejskiego.Konflikt zażegnano po… Czytaj więcej »

Zofia z Kielnarowej
Zofia z Kielnarowej
7 dni temu

Nasz rzeszowskie szpitale działają bardzo sprawnie. Dzisiaj zaszczepiłam się, jako osoba 60+, szczepionką Astra Zeneca i wszystko poszło pięknie i sprawnie. Obsługa bardzo miła, w szpitalu czysto i porządek. To wszystko dzięki obecnemu naszemu rządowi, który dobrze sobie radzi w tych trudnych dzisiejszych czasach. Podejrzewam, że gdyby rządzili ci, co budowali państwo teoretyczne na zasadzie „ch…j, du…a i kamieni kupa”, to nikt nie byłby zaszczepiony, a połowa ludzi już zeszłaby z tego świata.

***** **
***** **
7 dni temu

Mają tupet i minusują, Zdrajcy Polski.

KEMOT
KEMOT
7 dni temu

No właśnie, a gdzie w tym wszystkim jest NFZ z całymi swoimi strukturami kontrolnymi ? Bardzo dobrze , że pani redaktor opisała tą sytuację bo tutaj jak na dłoni wychodzi patologiczny układ kontraktów pomiędzy szpitalami, lekarzami i NFZ !!! To jest typowy przykład patologii w podpisywaniu kontraktów na leczeni, gdzie w tym wszystkim niema pacjenta tylko jest jednostka chorobowa i punkty za które płaci NFZ. Tylko że niestety gdy kontrakty są tylko dla swoich to później takie są skutki dla chorych i cierpiących pacjentów !!!

Tony
Tony
7 dni temu

oczywiście ze fikcja od kiedy szpitale maja się takimi rzeczami zajmować ??? jak nie ma ludzi na oddziałach do pracy, od takich rzeczy powinien być poz i pielęgniarstwo środowiskowe ale książę radziwił jako rodzinny lekarz oczywiście przerzucił to na szpitala bo tak najłatwiej i zrobił ukłon dla swoich , od początku to było krytykowane przecież