O dwóch takich, co kochają rower

Jaki ojciec tacy… synowie. Mikołaj (z lewej) i Borys (z prawej) wraz z tatą trenerem. Fot. Paweł Dubiel (4)
Jaki ojciec tacy… synowie. Mikołaj (z lewej) i Borys (z prawej) wraz z tatą trenerem. Fot. Paweł Dubiel (4)

Bracia Borys i Mikołaj z Rzeszowa chcą być profesjonalnymi kolarzami. Mają już na koncie pierwsze sukcesy.

Przed laty karą dla dziecka był przymusowy powrót do domu, dziś – w erze globalnej wioski i pokolenia kciuka – metodą wychowawczą bywa… „wygonienie” swej pociechy na dwór. 11-letni Borys i 8-letni Mikołaj Klaczkowscy na szczęście zaprzeczają współczesnym stereotypom. Ich największą pasją i przy okazji planem na dorosłość jest… kolarstwo.

Większość młodych chłopaków – jeśli już oderwie wzrok od telefonu komórkowego i opuści cztery ściany – najczęściej ugania się dziś za piłką, a nad łóżkiem przykleja plakaty Cristiano Ronaldo czy Roberta Lewandowskiego. Borys i Mikołaj zakochali się tymczasem w dwóch kółkach. I to z wzajemnością. – Moim idolem jest Rafał Majka – uśmiecha się nieśmiało starszy z braci. – A moim Peter Sagan! – wyrywa się „Miki”, spod kasku którego wystają dłuższe blond włosy. Jeszcze do niedawna jego ulubiony kolarz też prezentował podobne uczesanie. Przypadek? Niemożliwe.

Chłopcy na poważnie trenują kolarstwo od dwóch lat – zarówno szosowe, jak i terenowe (MTB). Borys jest aktualnym mistrzem Polski w kategorii żak w jeździe indywidualnej na czas. Niedawno zajął też 3. miejsce w klasyfikacji generalnej Mini Tour de Pologne w swojej grupie wiekowej, choć i tak należy do najmłodszych. – Polski Związek Kolarski uznaje dopiero żaków, to tzw. pierwsza kategoria profesjonalna. Młodsi tak naprawdę nie istnieją. Nikt zresztą u nas dzieci poważnie nie traktuje – tłumaczy hierarchię Sebastian Klaczkowski, tata i jednocześnie wymagający trener braterskiego duetu. – Mikołaj wygrywa większość mniejszych zawodów. Na tych dużych, obsadzonych starszą elitą, też nie odpuszcza. Zawsze walczy do końca – dodaje z dumą.

Jeśli tylko pozwala na to pogoda, chłopcy trenują codziennie.
Jeśli tylko pozwala na to pogoda, chłopcy trenują codziennie.

Kiedy ich rówieśnicy nieśmiało patrzyli na czterokołowy rower, Borys i Mikołaj już w wieku dwóch lat (!) zostawiali za sobą tylko jeden ślad. Miłość do przebywania na świeżym powietrzu i aktywnego spędzania czasu wynieśli jednak z domu. Zadziałała socjalizacja pierwotna. – Około 10 lat temu mocno zaszczepiłem się turystyką rowerową. Razem z żoną Anią zwiedziliśmy w taki sposób wiele miejsc. Siłą rzeczy zabieraliśmy ze sobą chłopaków. Chęć uczestnictwa w zawodach wyszła jednak z ich strony. Z turystyki narodziło się ściganie – zauważa pan Sebastian, na co dzień nauczyciel wychowania fizycznego w jednym z rzeszowskich liceów.

Dziś bez reszty poświęca się pasji synów i nawet w wyborze miejsca wczasów nie może być przypadku. – Wszystko podporządkowaliśmy pod rowery. Niemal każdy weekend spędzamy poza domem, prowadząc momentami cygański tryb życia – śmieje się tata/trener.

Tour de Śląsk
Podkarpacie, niestety, jest na mapie Polski małą plamą jeśli chodzi o kolarstwo. Sam trening, choćby najcięższy, nie zapewni jednak progresu. Ten niejako warunkuje współrywalizacja. – Najbliżej jest Śląsk i Opolszczyzna, 500 – 600 km w obie strony. To wszystko generuje koszty. Jeden sezon w przypadku dzieci potrafi pochłonąć kilkadziesiąt tysięcy złotych, na szczęście możemy liczyć na wsparcie firmy Giorre. Kolarstwo to drogi sport – nie koloryzuje pan Sebastian.

AW5A9883

Starszy z braci ma już jednak plan, jak odwdzięczy się rodzicom. – Kiedy już będę zawodowym kolarzem, kupię im kampera, żeby mogli przyjechać nim na Tour de France i mi kibicować – mówi całkiem poważnie Borys. – Jeszcze dodatkowo co sezon ma mi podrzucać jakiś nowy super rower – puszcza oko tata.

Trenują głównie sami, czasem ze znajomymi z innych klubów. Wbrew pozorom kolarstwo szosowe to jednak typowo zespołowy sport. W peletonie obowiązują pewne zasady, jeździe się całkiem inaczej niż w pojedynkę, każdy nieodpowiedzialny ruch może spowodować, że 50 innych zawodników wyląduje na ziemi. – W przypadku Borysa zaczyna wychodzić brak klubu. Na szosie sam nie podziałasz, musisz współpracować, jechać na kole. Tego nie da się nauczyć bez pracy w większej grupie. Ma formę, jest silny i zdrowy, ale jazda ze startu wspólnego to inna zabawa niż indywidualna na czas czy MTB. Choćby dlatego udział w Mini Tour de Pologne dał mu więcej niż wszystkie treningi – przyznaje coach chłopaków.

Dziewczęcy fanklub
W startującym właśnie sezonie przełajowym, starszy z braci celuje też w mistrzostwo Polski, choć priorytetem jest dla niego szosa. MTB preferuje za to Mikołaj, którego zawsze wszędzie jest pełno. – Lubi, jak coś się dzieje. Walczy zaciekle do końca z 2, 3 lata starszymi od siebie. Jeszcze kwadrans przed startem potrafi chodzić z głową w chmurach, ale gdy wsiada na rower, już nic innego się nie liczy. Ma psychikę do tego sportu. Jakiś czas temu wygrał zawody na samej mecie. Kiedy spytałem go, czy nie mógł wcześniej wyprzedzić rywali, odpowiedział: wiedziałem, że spokojnie dam radę, chciałem to zrobić jak Sagan w Giro di Italia – wzrusza ramionami z uśmiechem pan Sebastian.

AW5A9944

Dłuższe blond włosy i zacięty charakter nie umknęły uwadze koleżanek. „Miki” ma już nawet nieformalny fanklub starszych dziewczyn, które często na trasie go dopingują. Największymi kibicami talentu chłopaków są jednak oczywiście rodzice i dziadkowie. – Tata czasem daje nam w kość na treningach, ale staramy się nie narzekać – śmieją się bracia. – Dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, więc szkoda, że kończą się wakacje, bo nie tęskniliśmy za szkołą. Najbardziej lubimy matmę, trochę gorzej jest z plastyką – dodają. – Artystycznie poszli jednak w sport. Borys odziedziczył zdolności rysunkowe po mnie, więc się nie dziwię, że preferuje inne przedmioty – kończy Sebastian Klaczkowski, zakładając synom kapoki. Przed treningiem na rowerach czas bowiem na chwilę relaksu w kajaku i na desce do pływania.

Tomasz Czarnota

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
hijenaACgajowy MaruchaMarianEdit Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
AC
Gość
AC

na pole pamiętajcie. Dwory jednak to co innego niż na dwór.

gajowy Marucha
Gość
gajowy Marucha

Oby tylko sie nie porwali aby „Ukrasc ksiezyc” jak to inni juz probowali.
Teraz sie to msci na calum narodzie !

Marian
Gość
Marian

„dziś (…) metodą wychowawczą bywa… „wygonienie” swej pociechy na dwór”.

Może na Śląsku. U nas się wygania na pole.

hijena
Gość
hijena

Maniek ciebie to mozna wyganiać na pole do rozrzucania obornika.Wygania się ,wychodzi się na dwór.Proponuję kupić Słownik poprawnej polszczyzny

Edit
Gość
Edit

Super chłopaki!