O dziewczynie, która pokonuje przeszkody

Matylda Szlęzak i jej chłopak, trener lekkiej atletyki Piotr Kowal. Biegaczkę spod Rzeszowa w niedzielę czeka olimpijskie ślubowanie, a w poniedziałek, 30 lipca, podróż do Londynu. Fot. Arkadiusz Rogowski

LEKKA ATLETYKA Z Pogwizdowa Nowego do Londynu – za 2 tygodnie biegaczka Matylda Szlęzak zadebiutuje w igrzyskach olimpijskich.

Czwartego sierpnia mieszkańcy podrzeszowskich wsi Pogwizdów Nowy i Zaczernie nie odejdą od telewizora. To wtedy w eliminacyjnym biegu na 3 km z przeszkodami, w swoim olimpijskim debiucie pobiegnie Matylda Szlęzak, “ich” dziewczyna, choć reprezentująca barwy AZS AWF Kraków.

Matylda do Londynu jedzie po naukę. Sam udział w igrzyskach to spełnienie marzeń 23-letniej zawodniczki. – Gdyby udało się pobiec w finale, byłabym najszczęśliwszą osobą na ziemi – uśmiecha się. Trzeba jednak wiedzieć, że u długodystansowców, inaczej, niż np. u sprinterów, sukcesy osiąga się w późniejszym wieku. – I nie chodzi tylko o zdobyte doświadczenie i umiejętność odpowiedniego rozłożenia sił, koncentracji przed startem. Po prostu w biegach długich wytrzymałość przychodzi z wiekiem. To taka specyfika konkurencji – tłumaczy Piotr Kowal, trener Resovii, jeden z pierwszych opiekunów Matyldy, a prywatnie jej narzeczony. – Ciężko będzie zatem nawiązać walkę z Afrykankami – dodaje.

Olimpijski paszport na urodziny
Matylda pochodzi z maleńkiego Pogwizdowa Nowego, szkołę podstawową kończyła w sąsiednim Zaczerniu, gdzie trafiła na grupę wuefistów-zapaleńców. – Często jeździliśmy na przeróżne zawody. To tam złapałam bakcyla sportu. W gimnazjum, po pierwszych sukcesach, dotarło do mnie, że warto się poświęcić lekkiej atletyce. Trafiłam do Resovii i tam zaczęłam treningi na poważnie – wspomina Matylda.

Na olimpiadzie reprezentować będzie barwy AZS AWF Kraków, do którego została wypożyczona na okres studiów. Za rok mogłaby wrócić do Rzeszowa. Gdyby miała do czego.

- W tym roku, choć zdobyłam przepustkę na igrzyska i wystartowałam w mistrzostwach Europy, nie zarobiłam ani złotówki. Nie buntuję się, inwestuję w siebie, ale taka sytuacja nie może trwać wiecznie. W rodzinne strony wrócę chętnie jak tylko uda się znaleźć kogoś, kto pomoże finansowo – opowiada Matylda.

Sponsorzy do lekkiej atletyki się nie garną, co nie oznacza, że sprawa z góry skazana jest na niepowodzenie. W Krakowie naszej biegaczce od dawna pomaga Dariusz Kaczmarski, kiedyś specjalista od biegów średnich i długich, wielki entuzjasta aktywnego spędzania czasu, animator akcji promujących biegi i całkiem zdolny biznesmen. Ostatnio hucznie obchodził 50 urodziny. – W prezencie otrzymał ode mnie olimpijską kwalifikację – śmieje się Matylda.

Ciężka praca popłaca
Jeszcze dwa lata temu mało kto o niej słyszał, ale już ostatnie 12 miesięcy było szalenie intensywne i bogate w wyniki. – Wierzę w ciężką pracę. Wiedziałam, że jeśli dam z siebie wszystko, pojawią się sukcesy. Harowałam jak wół, praktycznie cały rok – w Portugalii, RPA, we Francji. Podczas takich obozów przygotowawczych człowiek biega setki kilometrów, czasem ma dość, ale kryzys nie trwa długo. Plusów zawsze jest więcej, niż minusów. Choćby to, że w tak młodym wieku udało mi się zobaczyć Meksyk, Południową Afrykę, Chiny albo Hongkong. A teraz olimpiada! Tak naprawdę mój pierwszy poważny sprawdzian – opowiada Matylda.

W Londynie towarzyszyć jej będzie chłopak. – Każdy olimpijczyk ma prawo do zakupu biletów po preferencyjnych cenach dla wybranej osoby. Zobaczę bieg eliminacyjny i finał, taka przyjemność kosztowała 1200 zł. Dużo? To tylko Londyn, za cztery lata igrzyska są w Rio de Janeiro – uśmiecha się Piotr Kowal.

Zostanie miss igrzysk?
Jaka prywatnie jest Matylda Szlęzak? – Wolnego czasu mam tyle, co nic, nawet egzaminy przełożyłam na wrzesień. Ale jeśli już uda się zrobić sobie mini-wakacje, to wyjeżdżam w góry, najczęściej do ukochanego Zakopanego – opowiada.

Przy wzroście 170 cm nasza olimpijka waży 50 kg. To same mięśnie. – Kebabami się nie obżeram. Moja dieta bogata jest w węglowodany, to głównie czerwone mięso, ryby, warzywa, wszystko gotowane na parze, lekkostrawne. Przepadam także za słodkościami i od czasu do czasu mogę sobie na nie pozwolić.

Niewykluczone, że z Londynu Matylda powróci z tytułem…miss igrzysk. – Komplementy są miłe, ale poproszę o inny zestaw pytań – ucina.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.