Obrzydliwe owoce w szkole

RZESZÓW. Dlaczego dzieci nie lubią zdrowo jeść? Wszystko przez…

Gruszka, na której można połamać sobie zęby. Ohydne, niedojrzałe jabłka i marchewka, która smakowała tak, że nie chcieli jej zjeść nawet nasi redakcyjni koledzy, znani ze znakomitych apetytów. Rany, co to jest?! – dopytywali zdegustowani. A to owoce i warzywa, które do naszej redakcji gremialnie przynieśli rodzice pierwszych klas, zdenerwowani jakością produktów rozdawanych w rzeszowskiej Szkole Podstawowej nr 8 w ramach akcji „Owoce w szkole”.

- Takie paskudztwa syn przynosi do domu już kolejny miesiąc. Przecież tego nie da się jeść. Jak sześcio czy siedmioletnie dziecko, któremu wypadły zęby mleczne, ma ugryźć tak nieapetyczną i twardą gruszkę? Czy taki owoc w ogóle spełnia wymogi unijne? W końcu „Owoce w szkole” są jakby nie było programem unijnym – złości się pan Robert z Rzeszowa.

Paskudztwa lądują w koszu

Kto odpowiada za jakość owoców i warzyw dostarczanych do szkół za unijną kasę? Zakontraktowani dostawcy – dowiedzieliśmy się w Terenowym Oddziale Agencji Rynku Rolnego w Rzeszowie. Ta kontroluje dostawy, ale nie może robić tego co dzień. Szkół korzystających z unijnego programu jest w naszym regionie ponad 600!

Kto więc powinien kwestionować partie dostarczane do szkół? Dyrektor szkoły lub wyznaczony przez niego pracownik. – To on powinien weryfikować otrzymaną partię produktów. Jeśli owoce czy warzywa nie spełniają norm, są wadliwe, dyrektor powinien odmówić ich przyjęcia i natychmiast nam to zgłosić – wyjaśnił Mariusz Kawa, dyrektor OT ARR w Rzeszowie.

Jakie są konsekwencje?

Kiedy dyrektor szkoły odmówi przyjęcia partii owoców i warzyw podmiot dostarczający nie otrzymuje wynagrodzenia. Jeśli zjawisko się powtarza, to winowajca w następnym semestrze jest wyrzucany z listy dostawców.

Jak jest w innych szkołach? Kochani Czytelnicy, prosimy o sygnały w tej sprawie na adres bsander@pressmedia.com.pl W końcu to, że owoce są bezpłatnie rozdawane naszym dzieciom w klasach 1 – 3, nie oznacza, że mogą być byle jakie. Zresztą założenia programu unijnego miały zachęcać nasze pociechy do zdrowego odżywiania, a nie odwrotnie!

Komentarz

Beata Sander, dziennikarka Super Nowości:

- Chciałam zapytać władze SP nr 8 w Rzeszowie, dlaczego nie reagują na beznadziejną jakość owoców rozdawanych małym uczniom. – Pana dyrektora już nie ma, a tylko on jest odpowiedzialny za udzielanie informacji prasie – wytłumaczyła niefrasobliwie sekretarka. Poprosiłam więc o rozmowę z panią wicedyrektor. Nie raczyła nawet podejść do telefonu. Cóż, widocznie nie miała czasu lub nie była zainteresowana. Taka postawa tłumaczy jednak, dlaczego władze „ósemki” nie robią nic z wybrakowanymi owocami. Tylko jak się to ma do wytwarzania u dzieci zdrowych nawyków żywieniowych?!

Beata Sander

do “Obrzydliwe owoce w szkole”

  1. cyc

    Wy chyba kpicie? po co wogóle dawać coś gówniarzom jak i tak tego nie zjedzą, rzucają się pomidorkami, mlekiem oblewają marchewki rzodkiewki czy kalarepy nie tkną bo nie lubią a nie że są niedobre.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.