Obwodnica pozbawi ludzi dojazdów do domów?

Budowa małej obwodnicy Kolbuszowej wywołuje emocje. Fot. Paweł Galek

Budowa małej obwodnicy Kolbuszowej wywołuje emocje. Fot. Paweł Galek

KOLBUSZOWA GÓRNA. Sztandarowa inwestycja wzbudza obawy mieszkańców.

Budowa tzw. małej obwodnicy, która w Kolbuszowej Górnej połączy krajową „dziewiątkę” z traktem wojewódzkim w kierunku Sędziszowa Małopolskiego, wzbudza emocje. Okoliczni mieszkańcy boją się, że nowa droga pozbawi ich wjazdów na posesje. Czy mają się czego bać? Radny Marek Opaliński uważa, że coś jest na rzeczy. Burmistrz Jan Zuba uspokaja: – Żaden mieszkaniec nie zostanie odcięty od drogi publicznej.

Łącznik drogi krajowej nr 9 i ulicy sędziszowskiej da odetchnąć miastu. Szacuje się, że dzięki małej obwodnicy ok. 10 proc. pojazdów trafi do miejsca swego przeznaczenia bez wjeżdżania do centrum Kolbuszowej. Uwolnione zostaną również nowe tereny inwestycyjne. Prace drogowe mają ruszyć lada dzień, termin ich zakończenia to sierpień br.

„Sprawa zjazdów jest odpychana”
Przedsięwzięcie będzie realizowane systemem „projektuj buduj”, gdzie większość obowiązków, w tym zjazdy na posesje, przechodzi z inwestora (Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich) na wykonawcę (Przedsiębiorstwo Robót Drogowych Mielec). Zaniepokojeni tym są mieszkańcy Kolbuszowej Górnej, którzy boją się, że nowa droga odetnie ich od domów. Radny Marek Opaliński przekonuje, że w tej sprawie otrzymuje wiele telefonów:

- Niepokoi fakt, że temat zjazdów jest odpychany przez Urząd Miejski na wykonawcę robót. Apeluję, żeby urząd przejął to zadanie. Osobiście interweniowałem, żeby ujął w projekcie mostek i zjazd do jednej z posesji – grzmiał na ostatniej sesji Rady Miejskiej.

„Nie rozumiem, skąd te obawy”
Burmistrz Jan Zuba uspokaja: – Od początku stawiamy sprawę jasno, że nikt nie może być pozbawiony dojazdu do drogi publicznej – zapewnia. – Mówiliśmy o tym jeszcze na etapie powstawania dokumentacji. Różne były rozważane warianty, również i takie, gdzie zabezpieczamy dojazd do nieruchomości za pomocą drogi zbiorczej. Na ostatnim spotkaniu z inwestorem i wykonawcą też analizowaliśmy kwestie zjazdów, tak żeby nikt nie ucierpiał.

- Nie rozumiem więc, skąd te obawy – dodaje. – Jakoś nie spotkałem się w urzędzie z żadną interwencją mieszkańców w sprawie tych zjazdów. Owszem, była jedna osoba, ale pytała się, czy przed budową tego łącznika może wyciąć drzewa na swojej posesji. Być może na tym kilometrowym odcinku pojawi się potrzeba wykonania jakiegoś zjazdu do gruntów rolnych, choć z mojej wiedzy wynika, że zostało to zabezpieczone poprzez drogi śródpolne.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.