Obwodnica przebija się przez biurokrację

A było tak pięknie. Pół obwodnicy Stalowa Wola ma. Na resztę zabrakło pieniędzy i z eleganckiej czteropasmówki samochody wjeżdżają do miasta. I tak będzie pewnie do 2020 r. Ten termin oddania wspólnej obwodnicy Niska i Stalowej Woli podawany jest jako najbardziej wiarygodny. Fot. Jerzy Mielniczuk

NISKO, STALOWA WOLA. Droga obwodowa kiedyś będzie, bo bez niej życie jest trudne, ale nikt dziś nie jest w stanie podać nawet wstępnego terminu rozpoczęcia budowy.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na koncepcję programową budowy obwodnicy Niska i Stalowej Woli. Mieszkańcy obu miast nie powinni jednak popadać w hurraoptymizm. To tylko jeden ze szczebli budowlanej biurokracji. Trzeba go przejść, by budowę kiedykolwiek rozpocząć. Nam wychodzi, że głośno o rozpoczęciu budowy będzie w kampanii wyborczej do parlamentu. Pora mało stosowna, ale typowa w naszym kraju.

O konieczności budowy obwodnicy najlepiej wiedzą mieszkańcy wieżowców w Stalowej Woli i starszych domów w Nisku, usytuowanej przy ruchliwej drodze krajowej 77. Biegnie ona przez centra obu sąsiadujących miast przyczyniając się do pękania starych niżańskich budowli i drżenia w posadach nowych stalowowolskich. Miasta zjednoczyły siły i wystąpiły do GDDKiA o budowę jednej wspólnej obwodnicy. Generalnej Dyrekcji nawet się to spodobało, ale po podpisaniu umów wypowiedziała je. Pieniądze z dróg poszły na „Euro 2012″.

Koncepcja programowa to dopiero wstęp
Czas bez pieniędzy GDDKiA wykorzystuje na czasochłonne przygotowania do budowy. Najwięcej zajął wybór wariantu przebiegu obwodnicy. Gdy wybór padł na wersję wzdłuż lewego brzegu Sanu, zaskarżyli ją stalowowolscy działkowcy. W zasadzie tylko kilku i trudno im się dziwić. Ostatecznie ich hobby znajdzie się pod asfaltem. Rozpatrzenie skarg zajęło sporo miesięcy Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska. Wszystkie odrzucił i stanęło na wariancie wybranym przez Regionalnego DOŚ. Działkowcy szans już nie mają, ale sałatę mogą jeszcze sadzić.

Przetarg na koncepcję programową zostanie prawdopodobnie rozstrzygnięty w czerwcu. Wybrana firma będzie miała wtedy rok na jej opracowanie. Zawarte w niej zostaną możliwości rozwiązań projektowych dla przyszłych budowniczych obwodnicy. Pierwsi mogą być wyłaniani za za, 3 lata. Stalowowolsko-niżańska droga obwodowa będzie budowana w systemie projektuj i buduj. Projekt będzie tworzony dopiero, gdy będą zagwarantowane pieniądze na jakiś odcinek, bo przy dzisiejszych realiach trudno sobie wyobrazić, by rząd od razu dał pieniądze na całą obwodnicę. Te są niemałe, bo wg optymistów na przeszło 15-kilometrowy kawałek „czteropasmówki bez fanaberii” potrzeba co najmniej 300 mln. zł.

Plany ambitne, ale i kosztowne
Budowa nie będzie najłatwiejsza chociażby ze względu na trudny teren. Droga będzie powstawać w wąskim pasie między linią ostatniej zabudowy Stalowej Woli i Sanem. Na najgorszym odcinku, przejdzie tuż przy płocie Elektrowni Stalowa Wola i nad bagnami oraz małymi dopływami Sanu. Powstanie tam przeszło 0,5-kilometrowa estakada. Wcześniej drogowcy będą musieli zbudować wiadukt. Planowana droga połączy kawałek istniejącej już obwodnicy Stalowej Woli z ekspresową S19, ale już poza granicami Niska. W kilku miejscach będzie połączona z obecną DK77, czyli ulicami Energetyków w Stalowej Woli i Sandomierską w Nisku.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.