Obyśmy świętowali na koniec sezonu

27-letni Radosław Adamski zdobył w niedzielę swojego pierwszego gola w sezonie. Fot. Paweł Dubiel

II LIGA. Rozmowa z RADOSŁAWEM ADAMSKIM, pomocnikiem Apklan Resovii.

Apklan Resovia okazała się lepsza od Widzewa Łódź w meczu na szczycie. Zwycięską bramkę zdobył skrzydłowy Radosław Adamski.

– Głowa boli?
– Nie, dlaczego?

– Nie było wesołego autobusu po zwycięstwie nad Widzewem, kilku piwek po drodze?
– Kto chciał, ten mógł wypić jedno piwko. Większość z nas ma jednak obowiązki, do których trzeba było wrócić już w poniedziałek. Poza tym, to jeszcze nie czas na świętowanie.

– Strzelić gola Widzewowi w Łodzi to duża sprawa. Strzelić zwycięskiego gola, na sekundy przed końcem, pięć minut po wejściu z ławki – to kosmos. Nie miał pan problemów z zaśnięciem?
– Dobrze spałem, choć nie ukrywam, że emocje buzowały. Bramka strzelona na takim stadionie, przy 17-tysięcznej publiczności, to coś wspaniałego. Ale jest ona zasługą całej drużyny, a w szczególności naszego motorku, Serhija Krykuna. Jak odpalił, to widzewiacy tyle go widzieli. Mnie pozostało dopełnić formalności.

– Krykun pomknął jak błyskawica, ale pan też się przytomnie zachował. Ruszył pan za nim, dając mu alternatywę.
– Po meczu powiedział mi, że gdyby znalazł się sam na sam z bramkarzem, próbowałby kiwać. Dostrzegł mnie jednak kątem oka i zagrał do mnie, za co mogę mu tylko podziękować.

– Był taki moment, że się pan zawahał: zostać czy ruszyć za akcją. Dobrze zauważyłem?
– Tak. Czekałem, czy Serhij złapie piłkę. Gdyby obrońca Widzewa udanie zainterweniował, gospodarze „jechaliby” w drugą stronę i trzeba byłoby zabezpieczać własne tyły.

– Pan jest szybki, ale Ukrainiec to petarda. Widział pan w tej lidze szybszego faceta?
– Raczej nie. Szkoda, że nie mamy katapult, zmierzylibyśmy jego prędkość. Nie wszyscy szybko biegający, umieją wykorzystać swój atut. Serhij to potrafi, dlatego jest tak groźny.

– We wszystkim jest tak szybki?
– Nie wiem, musi pan spytać jego albo jego dziewczyny (śmiech).

– Widzewiacy mieli pretensje do sędziego, że nie przerwał akcji po dotknięciu piłki ręką przez Grzegorza Płatka.
– Dopiero na powtórkach zobaczyłem, że kontakt był, ale pamiętajmy, iż przepis z ręką jest niełatwy do interpretacji. Niedoświadczony sędzia miał ułamek sekundy na podjęcie decyzji. Widzewiacy będą się upierać, że ręka była, my widzieliśmy to inaczej. Jak to w takich sytuacjach bywa.

– Tak czy siak, na zwycięstwo zapracowaliście. Przyjechaliście do Łodzi jak po swoje. Nie panikowaliście, prowadziliście grę. Gospodarze musieli być zaskoczeni.
– Możemy być zadowoleni. Mieliśmy pomysł na to spotkanie i go realizowaliśmy. A przecież Widzew nie zagrał słabego meczu, też miał swoje okazje i sprawdzał umiejętności Wojtka Daniela.

– Utrzymaliście pozycję lidera i jeśli w sobotę pokonacie GKS Katowice, zostaniecie mistrzem jesieni. Mało kto się tego spodziewał.
– To na pewno niespodzianka. Po zmianach kadrowych nie wiadomo było, jak drużyna zafunkcjonuje. Dziś się cieszymy, ale nie popadamy w euforię. Mistrz jesieni nie musi zostać mistrzem rozgrywek. Obyśmy świętowali na koniec sezonu.

– Jak bardzo uwiera panu rola zmiennika?
– Po to się trenuje, żeby grać w pierwszym składzie. Staram się jak mogę, na każdym kroku pokazuję, że mi zależy, ale na razie szkoleniowiec inaczej widzi podstawową jedenastkę. Nie poddaje się jednak. Mamy mocny zespół, trzeba rywalizować.

– Widziałem drużyny z podzieloną szatnią właśnie z powodu piłkarzy, którzy nie umieli się pogodzić z rolą rezerwowego.
– Każdy chciałby grać, ale na boisku jest tylko 11 miejsc. Jedni są bardziej zadowoleni, inni mniej. Ja podchodzę do tego ze spokojem.

– Gra pan w Resovii od lat, przeżył w tym klubie niejedno, ale ten sezon jest chyba wyjątkowy?
– Dużo pozytywnych rzeczy dzieje się wokół klubu. Akcja kibiców z remontem stadionu, klubowa telewizja, kamery TVP i Polsatu na naszych meczach, większa rozpoznawalność Resovii. Widać jak wielu ludziom zależy na klubie.

– W szatni rozmawiacie o I lidze? Jeśli pan zaprzeczy, nikt nie uwierzy.
– Trudno. Ani słowa o pierwszej lidze. Przed nami 18 ciężkich meczów.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o