Ocalić od zapomnienia

Jeden z rzeszowskich pasjonatów opuszczonych miejsc - Piotr, w byłej szkole muzycznej w Prypeci na Ukrainie

Utrwalają na zdjęciach świat, który przeminął, o którym się nie mówi i nie chce mówić. Często ryzykują zdrowie i życie, wchodząc do miejsc, które ludzie omijają zwykle szerokim łukiem…

Poszukują śladów życia tam, gdzie życie skończyło się, odeszło. Niektórzy z nich mówią nawet że rozmawiają z duchami. By znaleźć interesujący ich obiekt przemierzają całą Polskę, a nierzadko i Europę. Kim są i co ciągnie ich w miejsca opuszczone przez człowieka?

Urban Exploring to stosunkowo nowy rodzaj sportu ekstremalnego, polegający na zagłębianiu się w niedostępne tereny ludzkiej cywilizacji, wkraczaniu do miejsc, niegdyś tętniących życiem, od których człowiek się odwrócił. Opuszczone miejsca zwykle są penetrowane najpierw przez okoliczną ludność, która dokonuje kradzieży wielu elementów, aktów wandalizmu, nanoszenia graffiti. Eksploratorzy, którzy przyjdą po nich, muszą się liczyć z zagrożeniami, takimi jak zapadające się dachy i podłogi, stłuczone szkło, psy strażnicze, obecność chemikaliów i innych szkodliwych substancji (bardzo często azbestu), wrogo nastawionych dzikich mieszkańców tych budynków, czasami wykrywaczy ruchu. Cele eksploracji różnią się w różnych krajach. Te bardziej popularne to opuszczone fabryki, ośrodki wypoczynkowe, parki rozrywki, elewatory zbożowe, jednostki wojskowe, szpitale, szpitale psychiatryczne i sanatoria.

Po co to wszystko?

Większość, o ile nie wszyscy eksploratorzy nieużytków uważają rozkład opuszczonych budynków za ich zaletę i wartość estetyczną. Wielu z nich to fotograficy. Nieużytki są także popularne wśród ludzi interesujących się historią, miejskich archeologów, łowców duchów i fanów sztuki graffiti. – Przebywanie w takich miejscach to możliwość przeżycia przygody z dawką adrenaliny, obcowanie z często zapomnianą historią, przyjemność podróżowania, atmosfera przeplatania sie niepokoju z fascynacją – mówi Marcin, szerzej wtajemniczonym znany jako Haszczu, właściciel strony www.zrujnowane.cba.pl, na której zawarł galerię z przeszło stu czterdziestu miejsc opuszczonych przez człowieka, obiektów głównie z Podkarpacia, ale i z Niemiec, Czech, Ukrainy. Strona ciągle się rozrasta. – Te miejsca mają duszę. Niegdyś wypełnione ludźmi, rozbrzmiewające dźwiękami maszyn… Dziś puste i powoli pożerane przez siły natury lub po prostu wyburzane, znikają z krajobrazów miast i wsi oraz ludzkiej pamięci. Pozostaną jedynie na fotografii, aby chociaż trochę ocalić je od całkowitego zapomnienia – zapowiada na stronie. W Polsce, jak się okazuje, pustostanów nie brakuje. Zmiana systemu i powszechna prywatyzacja doprowadziły do upadku świetnie niegdyś prosperujących fabryk, powiązanych z nimi ośrodków wypoczynkowych, hoteli robotniczych. Akcja Wisła z 1947 roku wyludniła z terenów Bieszczad i Beskidu Niskiego dawnych mieszkańców. Pozostały po nich chaty, rozpadające się ze starości drewniane lub murowane cerkwie…

Hala fabryczna w opuszczonych zakładach celulozowych w Niedomicach

W świecie, którego już nie ma

- Wszystko zaczęło się od wyjazdu do Czarnobyla i Prypeci – mówi Piotr, jeden z pasjonatów wypraw w miejsca opuszczone przez człowieka. – Chodziłem po tym na zawsze wyludnionym po katastrofie w Czarnobylu mieście i otaczała mnie niesamowita cisza. Żaden budynek nie stanowił tajemnicy, wszystkie mieszkania były otwarte. A wewnątrz ślady życia dawnych mieszkańców, dziecięce zabawki rozkładające się od wilgoci, łóżka, na których pleśnieją porzucone kołdry, w szkole muzycznej zwalony na bok przegniły fortepian. Dotknąłem jego strun i ciszę wypełniła muzyka. Od razu wyobraziłem sobie może 10-letnią dziewczynkę, która siedziała przy tym instrumencie ucząc się pierwszych melodii. Zamknąłem oczy, widziałem ją jak żywą. W opuszczonym przedszkolu, gdy zatrzymać się dłużej i wsłuchać, można usłyszeć głosy dawnych dzieci. Później zacząłem poszukiwać podobnych miejsc w Polsce i na Podkarpaciu. Przez dwa lata odwiedziłem kilkadziesiąt takich obiektów.

Zarówno Piotr jak i Marcin co jakiś czas umawiają się z podobnymi sobie pasjonatami, których w Rzeszowie nie brakuje. Zwykle zrzucają się na paliwo i czyimś samochodem jadą penetrować opuszczone obiekty. Odwiedzili już prawie wszystkie województwa. – Najwięcej pustostanów jest wciąż na Śląsku, wystarczy rozglądać się uważnie z okien pociągu jadącego z Rzeszowa do Wrocławia. Każdy z tych obiektów to temat na fabułę książki, opowiadania. To związana z tym miejscem historia ludzkiego losu – Piotr jest pisarzem i w eksploracji opuszczonych miejsc poszukuje głównie adrenaliny i inspiracji literackich.

Niebezpieczeństwo?

- Owszem, zdarzają się różne zagrożenia. W Warszawie w opuszczonej kamienicy na Starej Pradze, “skróciłem” sobie niechcący drogę z 2 piętra do piwnicy. Wylądowałem w kurzu na stercie porzuconych wersalek. Kości nie połamałem, ale drzazgi wyjmowałem z siebie przez kilka dni – wspomina Piotr. – Czasem budynki są zabezpieczone i żeby zrobić zdjęcia… trzeba się włamać – mówi Janek, przyjaciel Piotra, znajomy Marcina. – Nieraz przy wyjściu ekipę fotografów zatrzymuje policja lub stróż. Zwykle kończy się na spisaniu i ostrzeżeniu. W końcu, poza kilkoma kadrami, zapisanymi w naszych aparatach, nic nie kradniemy…

Zdarzają się też zabawne sytuacje. – Przyjeżdżamy do opuszczonego ośrodka kolonijnego w Julinie koło Leżajska. Drzwi zawiązane drutem, wchodzimy. Ośrodek w środku lasu, maj, ogromna wilgotność. Na ścianach kilkuletnia warstwa mchu, wszystko żyje, oddycha. Najciekawsze były dawne ubikacje, w których akurat wspaniale kwitły wybujałe paprocie. Rośliny wyrastały często bezpośrednio z muszli klozetowych. Nie mogliśmy opanować śmiechu, patrząc jak przyroda odbiera co swoje.

Jedna z ubikacji w dawnym ośrodku kolonijnym w Julinie koło Leżajska

Pokazać inny świat

Wyjazdy w plener do opuszczonych obiektów często znajdują swój finał na wystawach fotograficznych, cieszących się niemałym uznaniem. Piotr kilkukrotnie prezentował cykl swoich fotografii z Czarnobyla, obecnie posiada rozbudowaną galerię na facebooku, Bartek, właściciel prywatnego sklepu z soczewkami kontaktowymi w Rzeszowie, ma za sobą prezentację fotografii z opuszczonych cerkwi pogórza przemyskiego, do dużej wystawy szykuje się Haszczu, konsekwentnie rozbudowując swą stronę. – To kawał historii, który nie może zginąć – mówią jednym głosem rzeszowscy pasjonaci. – Poza tym to wciąga i już nie można się oderwać – mówi Piotr – Ludzie się dziwią, a ja, gdy tylko widzę jakiś pustostan, skręcam z drogi, wyciągam aparat, serce zaczyna jakoś inaczej bić.

Piotr Durak

do “Ocalić od zapomnienia”

  1. Jacek

    Strona z komentarza powyżej zmieniła nazwe na http://fotokomorka.com/opuszczone-miejsca

  2. Janek

    A zna ktoś z was te stronę? Zainteresowanych tematem może zaciekawić :)
    http://fotokomorka.j.pl/opuszczone-miejsca

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.