Od zwątpienia po euforię. ZDJĘCIA

Łukasz Sówka (nz. z prawej w walce z Szymonem Woźniakiem) pokazał się z dobrej strony i oprócz widowiskowej jazdy, solidnie także zapunktował. Fot. Wit Hadło

PGE MARMA RZESZÓW – SKŁADYWĘGLA.PL POLONIA BYDGOSZCZ. Nicki Pedersen kolejny raz wystawił do wiatru PGE Marmę, a mimo to, ta po heroicznym boju sięgnęła po 2 punkty.

Gdy po 9 biegach PGE Marma przegrywała z Polonią 23-31, mało kto chyba wierzył w możliwość odwrócenia losów spotkania. A jednak! Rzeszowianie po piorunującym finiszu ostatecznie zwyciężyli „Gryfy”, co w niczym nie zmienia faktu, że ten mecz powinni wygrać lekko, łatwo i przyjemnie.

W początkowej fazie zawodów w rzeszowskiej ekipie na próżno było szukać zawodnika, którzy wziąłby ciężar walki na swoje barki. Na swoim poziomie jeździł jedynie kapitan, Rafał Okoniewski. Pozostali rozkręcali się jak ociężałe lokomotywy, by na dobre „odpalić” w drugiej części zawodów. Od 10 biegu rozpoczął się szturm podopiecznych Dariusza Śledzia, którzy za wyjątkiem jednego, przegranego biegu 2-4, pozostałe wygrali podwójnie i przed biegami nominowanymi to oni byli górą (40-38). A jeszcze przed nimi emocji nie brakowało. Sędzia uparł się, aby solidnie polać nawierzchnię, na co specjalnie nie mieli ochoty gospodarze. Tym razem bez „kabaretu” się obyło, ale było blisko…

Ostatnie gonitwy kibice oglądali na stojąco. Przedostatni wyścig niewiele wyjaśnił w kwestii końcowego wyniku. W ostatnim wyścigu podwójnie prowadzili rzeszowianie, a defekt na 4. miejscu zaliczył Loktajew i w tym momencie stało się jasne, że 2 punkty zostają w Rzeszowie.

Po porażce w pierwszym biegu, w drugim, powtarzanym dwukrotnie (nierówny start i upadek Mikołaja Curyło, który nie pojawił się na torze już do końca zawodów), jako pierwszy przyjechał Łukasz Kret, a że tuż za jego plecami linię mety minął Łukasz Sówka. PGE Marma wygrała gonitwę juniorów podwójnie, co w tym sezonie się jeszcze nie zdarzyło. To właśnie dzięki temu zwycięstwu rzeszowianie utrzymywali przez kolejne biegi minimalną przewagę. Zmieniło się to dopiero po 6 wyścigu. Po dwóch kolejnych PGE Marma traciła już do rywala 6 „oczek” (21-27). Na niewiele zdała się rezerwa taktyczna (Andersson za Lamparta), bowiem gospodarze przegrali 2-4. W kolejnym biegu Rafał Okoniewski jako „taktyczna” zastąpił… Anderssona. To świadczy tylko o tym, że tak na dobrą sprawę w ekipie Dariusza Śledzia nie jechał równo nikt. Dopiero para Okoniewski – Pavlic wlała nieco nadziei w serca rzeszowskich kibiców (28-32) i dała sygnał do odrabiania strat. A że nadzieja umiera ostatnia, a rzeszowianie nie odpuszczali, kibice z pewnością nie mogli narzekać na brak emocji.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.