Od zwykłego ministranta do pedofila sadysty

Mateusz W. od chwili zatrzymania w listopadzie 2010 roku przebywa w areszcie. Proces mężczyzny toczy się z wyłączeniem jawności, jedynie na czas ogłoszenia wyroku dziennikarze będą mogły wejść na salę rozpraw. Fot. Bogdan Myśliwiec

21-letni Mateusz W. od lat miał zapędy pedofilskie. Zanim zgwałcił 10-letniego kolegę, zbierał dziecięce ciuszki i spał z nimi, a jego komputer wypełniony był obrzydliwą pornografią z udziałem dzieci.

Gdy zakładał białą komżę, niczym nie wyróżniał się pośród innych kolegów ministrantów, z którymi pełnił służbę przy ołtarzu w jednej z nowodębskich parafii. 19-latek nie przychodził jednak do kościoła tylko po to, by się pomodlić. Jak się okazało kilkanaście miesięcy temu, lubił przebywać wśród młodszych kolegów, by ich obserwować, robił im zdjęcia z ukrycia, a jednego zmusił do gwałtu oralnego.

Dramatyczna historia, której finał niedługo rozegra się na sali sądowej, rozpoczęła się w listopadzie 2010 r. Wtedy to zupełnie przeciętny chłopak o mało wyrazistej twarzy i średniej posturze stał się tragicznym bohaterem skandalu, który obiegł całą Polską.

Gwałt po mszy

Mateusz W. miał wówczas 19 lat. Wydawało się, że na tle swoich rówieśników niczym szczególnym się nie wyróżnia. Tak jednak myśleli tylko ci, którzy go nie znali. Młody mężczyzna skrywał jednak w swojej głowie i komputerze sekret, którego jego najbliżsi bali się komukolwiek wyjawić. Prawda ujrzała światło dziennie o wiele za późno.

Do zdarzenia, które zmieniło życie Mateusza i jego rodziny doszło pod koniec listopada 2010 r. Był zimny wieczór. Chłopak poszedł do kościoła, by pełnić służbę ministrancką podczas wieczornego nabożeństwa. Po zakończonej mszy wyszedł z kościoła tak jak jego koledzy. Szedł razem z 10-latkiem. Gdy znaleźli się w bezpiecznej od świątyni odległości, w pobliżu lasu, gdzie nie kręcili się żadni przechodnie, zmusił chłopca do seksu oralnego.

19-latek wiedział, że dopuszcza się czynu niedozwolonego i zabronił dziecku mówić o tym, co się wydarzyło. Sam zbiegł z miejsca zdarzenia i uciekł do domu. Przerażony chłopiec wrócił do domu. Mimo zakazu Mateusza W., przełamując strach i wstyd opowiedział rodzicom o tym, co się wydarzyło. Ci, bez chwili zastanowienia zgłosili się na policję.

Zatrzymany z dziecięcymi ciuszkami

Kryminalni nie mieli większego problemu z zatrzymaniem 19-latka. Młody mężczyzna nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie mu ponieść konsekwencje obrzydliwej napaści seksualnej. Po wstępnym przesłuchaniu, mieszkaniec Nowej Dęby został przywieziony do Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu, a tutejszy sąd wydał nakaz jego tymczasowego aresztowania.

Śledczy, którzy dokonali przeszukania miejsca zamieszkania mężczyzny bardzo szybko ustalili, że gwałt, który miał miejsce na 10-latku nie był nieprzemyślanym atakiem. W domu rodzinnym Mateusza W. znaleziono dziecięce rzeczy, które mężczyzna skradł kilka miesięcy wcześniej z jednej ze szkół. Były to maleńkie buciki i ubranka noszone przez kilkuletnie dzieci. W toku dalszego śledztwa okazało się, że rodzice mężczyzny widzieli, że jest on w posiadaniu takich rzeczy. Powinno ich to zdziwić, bo w domu ich nie było tak małych dzieci, a Mateusz W. nie miał też komu ich podarować. Nie zdobył ich zresztą po to, by je komuś dać. Mężczyźnie sprawiało przyjemność obcowanie z tymi rzeczami, miał z nimi nawet spać, tulić się do nich.

Podniecało go gwałcenie dzieci

Dziecięce ubranka to nie wszystko, co mundurowi odkryli u Mateusza W. Komputer mieszkańca Nowej Dęby naszpikowany był dziecięcą pornografią. Zdjęć i filmów były setki. Przestępcze obrazy mężczyzny musiał kolekcjonować od dawna. Ich wyszukiwanie w sieci i ściąganie musiało mu zajmować długie godziny. Rodzice mężczyzny podobno zauważyli, że syn ma takie upodobania. Ani matka, ani ojciec, którzy towarzyszą mu teraz podczas trwającego od miesięcy procesu nie zrobili jednak nic, aby skontaktować syna ze specjalistami z zakresu seksuologii. Albo wydawało im się, że to, że ich 19-letni syn zamiast rozglądać się za dziewczynami, czy poszukiwać zdjęć nagich kobiet w komputerze gustuje w filmach, na których pokazywane są gwałty dzieci i inne dewiacje nie robi nic złego, albo że z tego wyrośnie. Nie zrobili więc nic. Woleli udawać, że problem nie istnieje.

Dewiacje wyszły na jaw

W przypadku tak zwichrowanej seksualności nie trzeba było jednak długo czekać, by wkraczający w dorosłość mężczyzna zaatakował. Taki atak miał miejsce właśnie w listopadzie 2010 roku. Od wtedy, do dziś 21-letni już Mateusz W. przebywa w areszcie. Do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu na kolejne rozprawy przyjeżdża w policyjnym konwoju. Został także przebadany przez sztab specjalistów z zakresu psychologii, seksuologii i psychiatrii. Dwa pierwsze zespoły biegłych, którzy badali Mateusza W. wydały sprzeczne opinie. Jeden uznał go za pedofila, czyli osobę, u której dzieci budzą podniecenie seksualne, drugi z seksuologów nie dopatrzył się takiej dewiacji. Adwokat oskarżonego o gwałt na 10-latku złożył więc wniosek o powołanie na biegłego jednego z najbardziej znanych w Polsce seksuologów, Zbigniewa Lwa Starowicza.

Nie tylko pedofil, ale też sadysta

Mateusz W. został na badanie przetransportowany do Warszawy. Po tej wizycie, znany z telewizji profesor sporządził rozstrzygającą opinię. Dwa dni temu, Zbiegniew Lew Starowicz przy pomocy wideo konferencji odpowiedział na pytania sądu i pozostałych stron procesu toczącego się w Tarnobrzeskim Sądem Okręgowym.

Z tego, co udało nam się ustalić nieoficjalnie, Zbigniew Lew Starowicz nie ma wątpliwości, co do tego, że Mateusz W. z punktu widzenia seksuologii jest pedofilem, bo widok nagich dzieci budzi w nim popęd seksualny. Co więcej, ekspert dopatrzył się w zachowaniu oskarżonego skłonności sadystycznych. W obliczu tak sformułowanej opinii, biegły, który wcześniej wydał odmienną opinię, zmienił swoją ocenę i przychylił się do obserwacji bardziej doświadczonego seksuologa. Tym samym, wszyscy trzej seksuolodzy, którzy badali 21-latka uznali, że jest on pedofilem.

Za kratki na leczenie

29 lutego odbędzie się kolejna, być może ostatnia rozprawa w tym procesie. Jeżeli sąd uzna winę 21-latka, to może on trafić za kraty nawet na 12 lat. Fakt, że został uznany przez biegłych pedofilem o skłonnościach sadystycznych stanowi także bezwzględny dowód na to, że konieczne jest poddanie mężczyzny leczeniu w zakresie tej dewiacji.

Małgorzata Rokoszewska

do “Od zwykłego ministranta do pedofila sadysty”

  1. Tomasz

    Szubienica odrazu poco go trzymać we wiezieniu i dawać mu jeszcze jeść.Znając Polskie Prawo to posiedzi 3 miesiące i go wypuszczą.A zboczeniec pójdzie i dalej zrobi to samo.

  2. rafi

    Co leczyć,sprawdzać kastracja a najlepiej szubienica.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.