Odnaleziono trumnę biskupa de Potoczkiego

Fot. Archiwum

Przemyska Archikatedra to prawdziwa perełka kryjąca w sobie jeszcze wiele tajemnic

Gdyby jakiś niezorientowany turysta zapytał przemyślan, co warto zwiedzić w ich mieście, najpierw zapewne większość z nich z dumą skierowałoby go do Archikatedry. Nie tylko dlatego, że można tam zobaczyć wspaniałe spiżowe drzwi, barokową kaplicę Fredrów, czy renesansową kaplicę Drohojowskich ze wspaniałym tabernakulum kryjącym Najświętszy Sakrament. Także dlatego, że to właśnie w tej świątyni znajduje się figurka Matki Bożej Jackowej słynąca z cudownych uzdrowień i spełniania nawet najskrytszych próśb wiernych.

A choć Archikatedra i jej gospodarz, ksiądz proboszcz Mieczysław Rusin są bardzo gościnni nie wszystko w tym najważniejszym w Przemyślu kościele rzymsko-katolickim można obejrzeć i zwiedzić. Trwają bowiem prace w kryptach i przy Rotundzie, na fundamentach której wyrosła przemyska Archikatedra w obecnym kształcie.

Przed wiekami, może 10 stuleci temu, może 8, w miejscu, gdzie dziś dumnie wznosi się przemyska Archikatedra pw. Św. Jana Chrzciciela stał niewielki jak na obecne czasy kościół pw. Św. Mikołaja. Jego fundamenty znajdują się dokładnie tam, gdzie dziś jest prezbiterium archikatedralne. – Trwają prace badawcze i konserwatorskie w krypcie przylegającej do Rotundy i samą Rotundą – opowiada ks. Mieczysław Rusin, proboszcz Archikatedry. – Kiedy zostaną zakończone to będzie prawdziwa gratka dla historyków i zwiedzających – cieszy się kapłan. – Jednocześnie naukowcy pracują nad znacznie młodszymi kryptami znajdującymi się dokładnie pod nawą główną kościoła – dodaje.

Pełne tajemnic podziemia
Kilka krypt już zidentyfikowano, ale nie ma wątpliwości, że przed badaczami jeszcze mnóstwo pracy. Kiedy w XVIII wieku Fredrowie przebudowali wzniesioną 3 wieki wcześniej przemyską Archikatedrę dano jej ciężkie sklepienie, a pozostawiono słabe filary. Wskutek tego strop runął i wybił dziurę w płytach podłogi świątyni. Znajdujące się  w podziemiach krypty kryjące szczątki przemyskich biskupów i czcigodnych świeckich zostały całkowicie zasypane. Dotarto do nich niedawno.

W zeszłym roku badacze znaleźli trumnę, o której dotychczas nikt nie miał pojęcia. Była całkiem zasypana. Gdy odgarnięto ziemię i gruz odkryła się metalowa płyta, na której rysowały się dobrze zachowane litery głoszące, że tu oto spoczywa zmarły w 1832 roku biskup przemyski, ks. Jan Antoni de Potoczki. Odkrycie było tym bardziej niezwykłe, że dotychczas nie wiedziano wcale, gdzie spoczął kierujący diecezją przemyską od 1825 roku biskup.

Szczątki kapłana zostały poddane starannej analizie antropologicznej. – Dzięki niej wiemy już, jak wysoki był ksiądz biskup de Potoczki, a także jakie choroby trapiły go za życia – opowiada ks. M. Rusin zdradzając, że dawny włodarz diecezji przemyskiej cierpiał m.in. na reumatyzm. Gdy prace nad kryptami zostaną zakończone wszyscy zmarli spoczywający w podziemiach Archikatedry zostaną godnie pochowani raz jeszcze.

Kto spoczywa w starszych kryptach?
Jakkolwiek wiele nieodkrytych tajemnic kryje ta część podziemi, jeszcze bardziej tajemnicze i nęcące historyków są znacznie starsze krypty, do który na razie dostać się nie można. Trzeba bowiem wybrać glinę i wzmocnić podstawę, by pomieszczenie się nie zawaliło. – To mnóstwo pracy – mówi proboszcz Katedry. – Ale jakaż radość, że ta praca wre – dodaje.

A intensywne prace trwają jeszcze przy Rotundzie, czyli fundamentach Kościoła Św. Mikołaja. Historycy zapewne jeszcze będą się spierać, kiedy tak naprawdę go zbudowano. Optymiści mówią, że może nawet w XI wieku, pesymiści, że raczej w XIII, ale i tak zbadanie Rotundy jest marzeniem wielu badaczy historii. Na razie odkryto jeszcze niewiele, bo prace nad taką perełką wymagają nie tylko zapału, ale i ogromnej ostrożności.

Matka Boża Jackowa cudami słynąca
Opuśćmy jednak na razie podziemia świątyni, bo ta jej część, która jest widoczna dla oczu także kryje w sobie tajemnice. Skromna alabastrowa figurka Matki Bożej Jackowej, to nie lada zagadka. Po pierwsze jak mówi tradycja pozostawił ją w Przemyślu uciekający z Kijowa Święty Jacek. Prześlicznej Najświętszej Panny z Dzieciątkiem strzegli troskliwie przemyscy Dominikanie. To w ich świątyni zasłynęła cudami. Mówi się, że mężczyzna, który utopił się w Sanie złożony przed figurką wrócił do życia.

Zaiste cuda związane z tym wizerunkiem Matki Bożej Jackowej musiały być znaczące, bo figurkę ukoronowano papieskimi koronami, co w XVIII wieku było rzadkością. Do dziś wierni zapisują swe prośby do Matki Bożej Jackowej w specjalnej wyłożonej w Archikatedrze księdze. Ale to nie wszystko, bo jakkolwiek wiadomo, że cudowna figurka wykonana jest z czystego alabastru, nikt z historyków nie umie powiedzieć w jakiej “szkole” ją wykonano. Nie pasuje bowiem ani do “szkoły” niderlandzkiej, ani do wschodniej. |

Czar witraży i pamiątki po świętych  
Po prawej stronie od nawy głównej Katedry spoczywają relikwie bł. Jana Balickiego, kapłana o wielkim darze spowiednika, po którym został w świątyni także konfesjonał.  Nieco dalej, w barokowej kaplicy Fredrów są z kolei relikwie świętego  bp. Sebastiana Pelczara. Tu także wielu przychodzi prosić wyniesionego na ołtarze biskupa o wstawiennictwo u Stwórcy. Przed znajdującą się dokładnie naprzeciwko kaplicą Drohojowskich, pierwszą mieszczańską kaplicą w Archikatedrze płonie czerwona lampa wieczności. Tu, wśród renesansowych malowideł związanych tematycznie z Najświętszym Sakramentem znajduje się przepiękne tabernakulum.

Nie ocalały oryginalne witraże prezbiterium  zaprojektowane przez Jana Matejkę. Zniszczył je wojenny pocisk, który trafił w sygnaturkę Archikatedry. Zostały jednak wspaniale odtworzone   przez Józefa Mehoffera i dziś ich tajemniczy poblask pada na ołtarz przedstawiający chrzest Chrystusa w Jordanie.

Karma dla ducha, oka i ucha
W przemyskiej Archikatedrze czuje się nie tylko ducha biskupa Pelczara, czy bł. Jana Balickiego. Inny błogosławiony także tu był, modlił się i błogosławił tej świątyni. To Ojciec Święty, Jan Paweł II. W pobliskim Muzeum Archidiecezjalnym są bezcenne pamiątki po nim, w Katedrze – krzyż papieski i wizerunki błogosławionego, m.in. na wspaniałych spiżowych drzwiach. Przemyska Archikatedra to przede wszystkim karma dla ducha, ale także dla oczu i o czym warto wspomnieć, także dla uszu, bo są tu wspaniałe organy z 1930 roku, największe na Podkarpaciu, wydobywające ponad  40 tonów. Z wieży katedralnej można podziwiać panoramę miasta, a kościelny, pan Marek Łabuński, który blisko 30 lat posługuje w tej świątyni jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o niej. Tak naprawdę o Archikatedrze przemyskiej można by pisać i pisać, czytać i czytać, ale najlepiej po prostu tu przyjść. Żaden opis bowiem nie jest w stanie oddać czaru i tajemnicy tego niezwykłego miejsca.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.