Okopała się na mównicy

STALOWA WOLA. Cień Łukaszenki paraliżuje obrady miejskiego samorządu. – Ludzie brońcie nas! – wołała z mównicy radna PiS.

Relacje z obrad rady Miejskiej biją rekordy popularności w lokalnych telewizjach. I nie sposób się temu dziwić, skoro radni sam sobie utrudniają uchwalanie lokalnego prawa. Przykładem może być uchwała budżetowa, która po wcześniejszej „obróbce” w komisjach, na plenarnym posiedzeniu miała być tylko zatwierdzona. Została przyjęta, ale po wielkiej manifestacji niezadowolenia z panującego w mieście układu politycznego.

Radnej Rehorowskiej (PiS) nie podobało się, że w uchwalanym budżecie miasta na ten rok, nie ma ani złotówki na renowację zabytkowego budynku „Sokoła”. Na sesję przyniosła godło Polski haftowane przez żony pierwszych działaczy Towarzystwa Gimnastycznego i tak „uzbrojona” jęła z mównicy rozprawiać się z kolegami z samorządowej ławy.

„Jego Nieobecność” wyszedł z sali

Gdy tylko sędziwa radna weszła na mównicę, z sali obrad wyszedł prezydent Andrzej Szlęzak. To jego znany protest przeciwko gadulstwu uprawianemu na sesjach. W jednym z wywiadów wskazał na radną Rehorwską, jako przykład takiego właśnie trawienia czasu. Radna nie pozostała dłużna prezydentowi, ale ze względu na jego nieobecność, mówiła tylko do protokołu. Przy okazji poprawiała humor radnym, zwracając się do włodarza miasta per „Jego Nieobecność” albo „Prezydencie którego nie ma”. Na koniec stwierdziła, że nie ufa Szlęzakowi ani trochę i zeszła z mównicy.

Nim to uczyniła, wezwała mieszkańców Stalowej Woli do obrony wolności słowa, która jest zagrożona. Radna z PiS nie ma okazji wypowiedzieć się na posiedzeniach komisji, ale też na sesjach. – Większa wolność słowa jest na Białorusi rządzonej przez Łukaszenkę – wypaliła z grubej rury, rozbawiając jednych i zaskakując drugich. Jej słowa ubodły przewodniczącego samorządu, który na próżno próbował zdyscyplinować radną, albo przynajmniej doprosić się od niej przykładów łamania wolności słowa. Prośby, by radna zeszłą z mównicy, na nic się zdawały. Okazało się, że szef ma prawo przerwania czyjejś wypowiedzi, jeżeli ta odbiega od tematu, ale to prawo jest tylko zapisane w Statucie Miasta. W rzeczywistości nie może zrobić nic, bo nie ma wyłącznika odcinającego mikrofon na mównicy od zasilania.

Dziesięć minut dla radnego

Radna swoje jednak zrobiła. Po jej blisko godzinnej tyradzie, radni wprowadzili nowy punkt do regulaminu obrad. Zobowiązuje on radnych do mówienia na temat, a maksymalny czas wystąpienia został ograniczony do 10. min. Na przyszłą sesję, przed radnymi na salę obrad wkroczy elektronika. Czas wystąpień będzie drobiazgowo mierzony, a przewodniczący dostanie do ręki upragniony wyłącznik mikrofonu. O przeganianiu ducha Łukaszenki z sali obrad, na razie nie ma mowy. Nikt nie przewidział, żeby do nowego budżetu wpisać koszty wynajęcia egzorcysty.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.