Okrutna śmierć zabrała pięciu młodych ludzi

W środę na lubaczowskim cmentarzu zjawiły się tłumy. W strugach ulewnego deszczu z białymi kwiatami w ręku najbliżsi i przyjaciele żegnali 17-letniego Kubę.

W sobotę (16 lipca) na drodze wiodącej z Horyńca do Lubaczowa w potwornym wypadku życie straciły trzy młode osoby. Ich bliscy i znajomi do dziś nie mogą otrząsnąć się po tragedii.

Szesnastoletni Kuba dostał skuter w czwartek. W sobotę wraz z 15-letnim Karolem wybrał się na przejażdżkę. Pod wieczór już nie żyli. Zderzyli się z 22-letnim Grześkiem, który wsiadł na swoje kawasaki, choć miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Dwa lata temu potrącił dwie kobiety. Przeżyły. Tym razem jednak ani on, ani dwaj młodzi chłopcy nie mieli tyle szczęścia…

Dochodziła  21.30. Drogą prowadzącą z Horyńca do Lubaczowa jechali na skuterze 16-letni Kuba i jego 15-letni kolega – Karol. Gdy na skrzyżowaniu skręcali do miejscowości, w której mieszkał drugi z chłopców, w tył skutera uderzyło kawasaki prowadzone przez wyprzedzającego ich 22-letniego Grzegorza. Mężczyzna zginął na miejscu, a siła uderzenia odrzuciła jego ciało na odległość 30 metrów od miejsca wypadku. Chłopcy, mimo usilnych starań lekarzy, zmarli w szpitalu. W miejscu, w którym doszło do tragedii, wciąż palą się znicze…

Dobry był z niego chłopak
- Cały czas mam go przed oczami. Raz śniło mi się nawet, że Grzesiu otworzył oczy -mówi z przejęciem matka motocyklisty z Baszni Górnej. – Od tej tragicznej soboty spałam może łącznie pięć minut. Przedwczoraj był pogrzeb syna. Przyszli znajomi i przyjaciele…
Była ich w domu siódemka. Czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Chłopcy powyjeżdżali za granicę za pracą. Grzesiek został w domu i opiekował się rodziną. – Był dobrym człowiekiem, pomocnym, wszystko potrafił zrobić przy domu.
Miał swój ukochany ścigacz – kawasaki. Jego bliscy nie ukrywają, że lubił docisnąć manetkę gazu.
W sobotę Grzesiek powiedział, że jedzie na dyskotekę. Wykąpał się, ubrał i wyszedł jak gdyby nigdy nic. Nikt nawet nie przypuszczał, że może już nie wrócić.
- Późnym wieczorem zaczęłam dostawać SMS-y od koleżanek, że na drodze z Horyńca do Lubaczowa zdarzył się wypadek, że ktoś zginął – wspomina siostra tragicznie zmarłego chłopaka. – Poszłam nawet powiedzieć o tym mamie, ale nawet nam przez myśl nie przeszło, że może chodzić o Grześka.
Około północy do domu zapukała policja. – Myślałam, że starszy syn wrócił do domu, bo akurat zjechał z zagranicy – wspomina matka, której funkcjonariusze przekazali tragiczną wiadomość. Do rana nikt już w tym domu nie zmrużył oka…
We wtorek odbył się pogrzeb chłopaka. Żegnali go przyjaciele i znajomi. – Strasznie dużo ludzi przyszło do nas – dodaje kobieta. – Dobrze o nim mówili, bo to był dobry chłopak…

Nie zdążył się nacieszyć skuterem
W środę na lubaczowskim cmentarzu zjawiły się tłumy. W strugach ulewnego deszczu z białymi kwiatami w ręku najbliżsi i przyjaciele żegnali 17-letniego Kubę. – Taka straszna tragedia, patrzcie na matkę, co ona musi przeżywać. Kupiła dziecku skuter i dziecko się na tym skuterze zabiło – komentowali ludzie, załamując ręce. – Boże, takie potworne zrządzenie losu.

Rzeczywiście. – Kuba dostał jednoślad zaledwie dwa dni przed wypadkiem. To był wymarzony prezent dla ukochanego jedynaka. W sobotę wsiadł na niego i zabrał na przejażdżkę 15-letniego kolegę. Wracali do domów. Nie dotarli…

Po wakacjach Kuba miał iść do drugiej klasy zespołu szkół w Lubaczowie. – Był świetnym kolegą, zawsze uśmiechnięty, nigdy nie odmawiał pomocy – mówili tuż po pogrzebie zasmuceni koledzy chłopca. – Nie mogliśmy uwierzyć, gdy dowiedzieliśmy się, że nie żyje. Do dzisiaj nie możemy się z tym pogodzić. To coś potwornego. Po wakacjach mieliśmy zasiąść znowu w ławkach. Teraz jedno miejsce pozostanie puste.
Gdy białą trumnę z ciałem Kuby wynoszono z cmentarnej kaplicy, na lubaczowskim cmentarzu podniósł się histeryczny szloch. Kilkadziesiąt smutnych oczu wpatrywało się w zdjęcie Kuby przewiązane czarnym kirem. – Nawet niebo płacze za nim – szeptała do wspartej na ramieniu koleżanki zapłakana dziewczynka z bukietem białych lilii w rękach. – Żegnaj, Kubo, śpij spokojnie…
***
W sobotę (16 lipca) doszło jeszcze do kolejnego tragicznego wypadku. Około 19.30 na “krajowej dziewiątce” w Łężanach, w powiecie krośnieńskim zginął  29-letni Rafał z Widacza i jego o 8 lat młodsza siostra. Mężczyzna na swoim suzuki chciał wyprzedzić osobowego volkswagena tuarega, którego kierowca rozpoczął ten sam manewr. Pojazdy zderzyły się ze sobą, a 29-latek stracił panowanie nad motorem i z impetem uderzył w barierę ochronną. Wyrzucone siłą zderzenia bezwładne ciała rodzeństwa sturlały się z 3-metrowej skarpy. Oboje zginęli na miejscu. Podróżujące w samochodzie cztery osoby z Limanowej i Przemyśla wyszły z wypadku bez szwanku. 36-letni kierowca samochodu był trzeźwy.

Katarzyna Szczyrek

do “Okrutna śmierć zabrała pięciu młodych ludzi”

  1. rafal

    niestety tragedia wspolczucie rodzinie ale kierowcy powini patrzec w lusterko troche

  2. Antek

    Tak Grzesiu byl taki dobry chlopak tylko lubil jedzic zbyt szybko i nie szanowal wlasnego zycia ale to juz pal licho ale niestety zycia innych mial nauczke potacajac dwie sasiadki udalo mu sie bo kobiety ze skutkami ale przezyly a ze najechal dwoch chlopcow jadacych skuterem i skrecajacych prwidlowo et to juz nie istotne no bo Grzesiu byl dobrym chlopcem i opiekowal sie rodzina jak reszta rodzenstwa pracowala zagranica

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.