Ostatni akt śmieciowej wojny posłów z narodem

Segregacja odpadów podobno w nowej rzeczywistości ma się opłacać. Na razie wiadomo, że jak bardzo każdy by się starał segregować, to i tak stalowowolanin po 1 lipca zapłaci dużo więcej niż teraz. I niech ktoś powie, komu to się opłaca? Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Mydląc oczy ekologią i środowiskiem naturalnym, odzierają nas z ostatnich pieniędzy.

Urząd Miasta ogłosił przetarg na wybór odbiorcy śmieci. Zapowiada się bardzo ostra walka, bo nie tylko rynek ciekawy, ale i ambicje swoją rolę zagrają. Z bardzo dużymi szansami wystartuje w nim na pewno stalowowolski Miejski Zakład Komunalny, który założył odrębną spółkę z kilkoma innymi podmiotami i cenami pobił na łeb pozostałych oferentów, którzy chcieli zarabiać na wywozie śmieci z Tarnobrzega. Dla mieszkańców miasta odkryje się ostatnia niewiadoma, czyli cena za oddane śmieci. Na razie stalowowolanie mają płacić jak w Poznaniu. To może się zmienić, ale nie musi.

Przetargi na odbiorcę śmieci to ostatni z zapisów, ale najbardziej kontrowersyjny w ustawie o gospodarce odpadami komunalnymi. Gminy muszą takie przetargi przeprowadzić, choć Niemcy i Czesi szanując własny rynek, od przetargów odstąpili. Teraz małe zakłady komunalne mogą padać, nie wytrzymując konkurencji cenowej z dużymi firmami, które najczęściej mają kapitał zagraniczny.

Sam dajesz pracę komornikowi
Stalowa Wola liczyła na coś więcej, ale ustawowo jej mieszkańcy zostali skrzywdzeni. Miasto ma bowiem śmieciarki z automatycznymi wagami i gdyby przyjąć cenę śmieci uzależnioną od ich wagi, byłby to najsprawiedliwszy cennik. Radni w zupełnie niepotrzebnym pośpiechu przyjęli „opcję osobową”, czyli płacenie za osobę, która śmieci produkuje lub nie. Gdy będzie to osoba poukładana i śmieci posegreguje, zapłaci tylko 12,85 zł miesięcznie. Gdy wrzuci do kubła wszystko, co jej się pod ręką znajdzie, zapłaci już 15,42 zł. Pozostaje pytanie, jak dajmy na to w 10-piętrowym bloku sprawdzić, kto śmieci segreguje, a kto nie. Stawki przyjęte przez radnych są górnymi, których główny odbiorca nie może przekroczyć. W walce o zlecenie, może jednak te stawki obniżyć. Czy jednak ewentualną obniżkę stalowowolanin odczuje?

Oczywiście zależy jak duża miałaby to być obniżka, ale z hurraoptymizmem należy raczej się powstrzymać. Pomijając to, że kontrowersyjna ustawa nałożyła na samorządy zatrudnienie na prawdę dużej armii urzędników, to jeszcze jej nowela dołożyła po kilka obowiązkowych etatów.

- Najważniejszy dla gminy jest przetarg i kwoty jakie w nim zostaną zaproponowane – mówi Andrzej Wojtaś, zastępca naczelnika Wydziału Gospodarki Komunalnej UM w Stalowej Woli. – Gdy będziemy znali kwoty i liczbę mieszkańców, będziemy wiedzieli ile całą operacja będzie nas, czyli mieszkańców kosztować. W przypadku Stalowej Woli do ceny śmieci, trzeba będzie doliczyć utrzymanie czterech etatów.

Poseł głupi nie jest i ze swoich, czyli rządowych na etaty urzędnicze nie da. Zrzucił to na mieszkańców gmin, którzy jak w przypadku Stalowej Woli będą dodatkowo utrzymywać: gminnego komornika, jeszcze jednego inspektora w powołanej już komórce oraz dwóch poborców opłat. Koszt utrzymania tych etatów, chcac nie chcąc, podniesie cenę śmieci.
Mieszkaniec straci na pewno. Czy ktoś na tym zyska?

Za 40 dni w magistracie oferty zostaną otwarte i wszystko będzie jasne. Do tego czasu prowadzona jest kampania wyjaśniająca, bo prawdę powiedziawszy mało kto do końca wie, o co ustawodawcy chodziło. Drukują się ulotki – też przecież nie za darmo – zostanie uruchomiona specjalna bezpłatna infolinia. Mobilizacja prawie jak przed wojną, a na wojnie wiadomo, że nikt nie zyska.

Jerzy Mielniczuk

do “Ostatni akt śmieciowej wojny posłów z narodem”

  1. jarek

    Mam nadzieje, że my wyborcy, podziękujemy tym, którzy biorą sie do czegoś, ale nie wiedzą o co im chodzi.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.