Ostatnia kolęda Oli

W miejscu, w którym doszło do tragedii palą się znicze. Na siatce koleżanki Oli powiesiły pluszową maskotkę.

25-latek wjechał autem w sześć idących po kolędzie dziewczynek. 11-letnia Ola nie żyje, Martynka i Kamila są w szpitalu.

- Leżały za rzeczką porozrzucane siłą uderzenia – wspomina pan Paweł Błoniarz, świadek wypadku, który tuż po nim pomagał poszkodowanym dziewczynkom. – Jedna była nieprzytomna, druga narzekała na bolący brzuch. Nie płakała. Trzecią, najciężej poszkodowaną reanimował kierowca, który ją potrącił. Chciałem go zmienić, zastąpić, ale nikogo do niej nie dopuścił. Tak jakby czuł, że to właśnie on musi ją ratować…

Był piątek 6 stycznia, święto Trzech Króli. Sześć dziewczynek: 9-letnia Kamila, 12-letnia Martyna i cztery 11-latki Ola, Marcelina, Julia i Patrycja z Wiśniowej, koleżanki należące do kościelnego kółka misyjnego, chodziły po domach z kolędą. Wyszły z domów trzy godziny wcześniej. Wybrały się do Cieszyny. Około godziny 15.15  wracały już na obiad. Szły gęsiego, lewą stroną drogi. Mżył śnieg z deszczem. Miały jeszcze wstąpić do domu jednej z koleżanek, żeby przeliczyć pieniądze zebrane dla potrzebujących. W ich stronę zbliżał się 25-letni mężczyzna, mieszkaniec powiatu strzyżowskiego, jadący terenowym suzuki w stronę Frysztaka. Chciały mu pomachać, ale auto zaczęło dziwnie wirować na drodze, jakby kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Dziewczynki myślały, że się wygłupia, ale samochód zaczął niebezpiecznie zbliżać się w ich stronę. W pewnej chwili jedna z nich, krzyknęła przeraźliwie: “Uwaga, on jedzie na nas” i dosłownie w ostatniej chwili chwyciła za rękawy dwie idące najbliżej niej koleżanki. Odskakując odepchnęła jeszcze swoje 11-letnie rówieśniczki. Na ich oczach samochód wbił się w Olę, Kamilę i Martynę. Przerażone, w pierwszej chwili nie miały nawet siły płakać. Przejeżdżające drogą samochody zaczęły się zatrzymywać, wysiadali z nich ludzie, którzy pędem rzucili się na ratunek rannym. Cudem ocalałe dziewczynki widziały, jak jedną z ich koleżanek wyciągają spod auta, druga zgięta leży koło siatki, a trzecia koło rzeczki.

Ten kierowca desperacko walczył o nią
Na miejsce tragedii przybiegli też ludzie z okolicznych domów. Wśród nich był pan Paweł. – Nie słyszałem huku, pisku hamowania, dosłownie przez przypadek zajrzałem przez okno i zobaczyłem przewrócony samochód, leżące dzieci. Wybiegłem z domu jak stałem, na miejscu był już sąsiad z domu, który jest po drugiej stronie ulicy. Jedna z dziewczynek leżała na boku, była nieprzytomna. Druga była świadoma, narzekała, że boli ją brzuch, nie płakała, pytała, co się stało i jak czują się jej koleżanki. Nad trzecią klęczał kierowca, który spowodował wypadek i reanimował ją. Widziałem jak desperacko o nią walczy. Chciałem mu pomóc, zastąpić go, jestem z wykształcenia ratownikiem medycznym. Mężczyzna był w takim szoku, że nie pozwolił się ruszyć, nie dopuścił do siebie nikogo. Tak jakby czuł, że musi ją uratować. Zachował się tak, jak powinien się zachować w takiej sytuacji – dodaje mężczyzna.
Pan Paweł wrócił do domu po koce, wraz z sąsiadem okryli dziewczynki i czekali na przyjazd karetki, straży i policji. Ocalałe dziewczynki zadzwoniły po rodziców. Nieprzytomna dziewczynka odzyskała dopiero świadomość po przyjeździe karetki. Zaczęła wtedy płakać.

Poszkodowane dzieci trafiły do rzeszowskiego Szpitala Wojewódzkiego nr 2. W najgorszym stanie była Ola. Lekarze robili co mogli, by ocalić jej życie. Niestety, jej obrażenia były zbyt poważne. Ola odeszła około godz. 18.

Wiśniowa pogrążona w żałobie
Mieszkańcy rodzinnej miejscowości dziewczynek nie mogą otrząsnąć się po tragedii. -  To było takie grzeczne dziecko, dobrze ułożone. – mówi jedna z kobiet. – Co za potworny dramat, z całego serca współczuję rodzicom.

Jedni winą za zdarzenie obciążają 25-letniego kierowcę, inni bronią go, tłumacząc wypadek trudnymi warunkami na drodze, jej nawierzchnią, która pozostawia wiele do życzenia i brakiem chodników. Są i tacy, którzy za tragedię winią księdza, który zdecydował się posłać dzieci. – Nie ma co szukać winnych, od tego jest policja – mówi starsza kobieta. – Trzeba się modlić za Olę i zdrowie tych dwóch dziewczynek, które są w szpitalu. Oskarżeniami nie pomożemy, a tylko będziemy siać zamęt.

Przed wejściem do szkoły podstawowej, do której chodziła Ola, smętnie powiewa kir. – To trauma, tragedia, robimy wszystko żeby pomóc rodzinom dziewczynek, ale zgodnie z wolą rodziców nie chcę się wypowiadać więcej w tej sprawie. Oni proszą o poszanowanie prywatności. To dla nich niewyobrażalna tragedia. Uszanujmy ich wolę – mówi dyrektorka szkoły.
We wtorek odbył się pogrzeb Oli. Oczy pełne łez odprowadzały do grobu udekorowaną kwiatami trumnę z ciałem dziewczynki. Jedni płakali, inni stali w skupieniu jakby pytali bezgłośnie “dlaczego?”.

***
25-letni kierowca w chwili wypadku był trzeźwy. Jest zawodowym żołnierzem, i uczestniczył w akcji stabilizacyjnej w Afganistanie. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Przyczynę wypadku bada policja. – Na razie nie można wyrokować – mówi podkomisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie – Przyczynę wyjaśni dopiero rekonstrukcja wypadku oraz zeznania dziewczynek, świadków i kierowcy.

Dwie poszkodowane dziewczynki 9-letnia Kamila i 12-letnia Martyna przebywają w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie – Jedna została przeniesiona z chirurgii na ortopedię dziecięcą, gdyż jej stan wymaga leczenia ortopedycznego, druga dziewczynka, która po wypadku trafiła na OIOM przebywa na neurologii dziecięcej. Jej stan jest poważny, ale nie zagrażający życiu – mówi Janusz Solarz, dyrektor szpitala.

Rodziny poszkodowanych dziewczynek nie mogą się otrząsnąć po tragedii. Dla rodziców Oli dramat nie skończy się nigdy…

Katarzyna Szczyrek

do “Ostatnia kolęda Oli”

  1. grazyna

    zal mi tych dzieci i ich rodzicow ale tez zal mi bardzo tego kierowcy bo ten fakt nigdy nie zejdzie mu z oczyu a napewno nie chcial spowodowac wypadku z takim skutkiem Nawet mysle ze wolal by byc sam poszkodowany a dziecko zeby zylo mam tez dzieci i wiem jaki moze byc bol ale dla niego i dla jego rodzicow wcale nie mniejszy Wypadki sie zdazaja i nie oskarzajcie go to juz nic nie da a ten obraz zostanie mu na cale zycie

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.