Pacjent nie żyje, ale lekarz nie poniesie kary

Dariusz Kłeczek nie miał nic przeciwko ukazaniu jego wizerunku i upublicznieniu jego danych osobowych podczas relacjonowania ekspresowego procesu

TARNOBRZEG. Znany lekarz nie poniesie kary za śmierć pacjenta, który zmarł godzinę po tym, jak ten nie udzielił mu pomocy. Sąd uznał, że jego postępowanie było mało szkodliwe społecznie!!!

Wczoraj, przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu rozpoczął się i zakończył proces lekarza Dariusza Kłeczka, którego prokuratura oskarżyła o nieumyślne narażenie pacjenta na utratę życia.

Dramat, którego uczestnikiem stał się lekarz rozegrał się 17 sierpnia 2009 roku w kamienicy w centrum Tarnobrzega. Około godz. 7 rano pani Danuta wezwała karetkę pogotowia do męża, który poczuł się bardzo źle. W zespole wysłanym przez dyspozytorkę Szpitalnego Oddziału Ratunkowego był lekarz Dariusz Kłeczek, były tarnobrzeski parlamentarzysta, z zawodu anestezjolog.

Po przybyciu na miejsce, lekarz zlecił zbadanie ciśnienia choremu i po dokonaniu wywiadu z mężczyzną i jego żoną zdecydował, że nie trzeba mu udzielać żadnej pomocy. Kobiecie zalecił tylko, by skontaktowała się z lekarzem rodzinnym męża, gdyż to on w tej sytuacji powinien zbadać i zadecydować o podaniu leków choremu. Niecałą godzinę po tym jak ekipa ratowników opuściła mieszkanie, 51-letni pan Zbigniew zmarł.

Wczoraj, na sali sądowej stawili się niemal wszyscy świadkowie, którzy byli uczestnikami zajścia. Sąd przesłuchał także lekarkę, która 2 dni wcześniej udzielała pomocy mężczyźnie. Gdy ona była u chorego miał on wówczas bardzo wysokie ciśnienie i podała mu lek na jego zbicie. Mężczyzna poczuł się po nim lepiej. 17 sierpnia rano mężczyzna miał ciśnienie wynoszące 70/40. Zdaniem sądu Dariusz Kłeczek powinien podać Zbigniewowi D. lek na podwyższenie ciśnienia lub podjąć decyzję o przewiezieniu go do szpitala. Fakt, że nie zrobił jednak ani jednego ani drugiego, zdaniem sądu i biegłego, który przeprowadzał sekcję zwłok zmarłego, nie był jednak bezpośrednią przyczyną śmierci mężczyzny.

Dlaczego więc mężczyzna zmarł?

Żona pana Zbigniewa nie ukrywała ani przed lekarzami, którzy w ciągu 3 ostatnich dni życia badali jej męża, ani podczas procesu, że pan Zbigniew od wielu lat nadużywał alkoholu, leczył się na nadciśnienie oraz był osobą bardzo otyłą.

Zdaniem biegłego bezpośrednim powodem śmierci mężczyzny była marskość wątroby, która spowodowała zatrzymanie akcji serca. Sąd uznał natomiast, że niezależnie od tego, co zrobiłby Dariusz Kłeczek, pacjent i tak zmarłby w tym dniu lub w krótkim okresie czasu. Nieumyślne narażenie pacjenta na utratę zdrowia lub życia uznał za mało szkodliwe społecznie i postanowił proces umorzyć.

Żona zmarłego nie kryła oburzenia podejściem sądu do sprawy. Podczas oczekiwania na wyrok z bezradnością mówiła o tym, że nie wierzy w sprawiedliwość. – Nie można przecież zmarnować 23-letniej kariery pana doktora… – mówiła niemal przez łzy. – Bogaty zawsze ma rację.

25 listopada przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Rzeszowie Dariusz Kłeczek został uniewinniony w tej samej sprawie. Wczoraj, po wyjściu z sali przyznał, że wyrok Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu nie satysfakcjonuje go, bo liczył na uniewinnienie. – Na pewno wniesiemy o pisemne uzasadnienie wyroku, a gdy go otrzymamy zastanowimy się nad apelacją – powiedział kilka minut po opuszczeniu sali.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.