Paliły mu się nogi i ręka. Oparzonemu mężczyźnie pomogli policjanci

- Oby więcej takich policjantów, którzy spieszą, aby udzielić innym pomocy w nagłych wypadkach. Dobrze wiedzieć, że są wśród nas bardzo dobrzy ludzie. Dziękuję im i życzę zdrowia i spokojne służby aż do zasłużonej emerytury – mówi wzruszony pan Paweł. Fot. Ilona Dziedzic

– Oby więcej takich policjantów, którzy spieszą, aby udzielić innym pomocy w nagłych wypadkach. Dobrze wiedzieć, że są wśród nas bardzo dobrzy ludzie. Dziękuję im i życzę zdrowia i spokojne służby aż do zasłużonej emerytury – mówi wzruszony pan Paweł. Fot. Ilona Dziedzic

Pan Paweł z Brzysk uległ oparzeniu drugiego stopnia. Przy użyciu benzyny chciał rozpalić ognisko.

Na działce pana Pawła z Brzysk doszło do nieszczęśliwego wypadku. Przy próbie rozpalania ogniska uległ oparzeniu. Krzyczał z bólu, którego nie był w stanie żadnymi słowami opisać. Do szpitala trafił dzięki pomocy i szybkiej reakcji policjantów z Jasła.

W piątek po południu (14 lipca br.) funkcjonariusze sierż. szt. Wojciech Węgrzyn oraz mł. asp. Sławomir Świszcz z wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Jaśle rutynowo patrolowali drogi powiatu jasielskiego. W tym czasie 30-letni mieszkaniec Brzysk pracował w swoim ogrodzie, wykorzystując wolny czas od pracy za granicą oraz sprzyjającą pogodę. Wówczas żaden z nich nie wiedział, że przyjdzie im wkrótce spotkać się w niecodziennych okolicznościach.

Palił się na oczach sześcioletniego syna
Ogród pana Pawła znajduje się trzysta metrów od domu. Tego dnia wraz z sześcioletnim synem postanowił w nim posprzątać, jednak plany pokrzyżował mu nieszczęśliwy wypadek. Podczas próby rozpalenia ogniska przy użyciu benzyny uległ oparzeniu. – Zaczęły mi się palić nogi. Od razu rzuciłem się na ziemię, aby ugasić ogień. Widział to mój przerażony syn, który pobiegł do domu, aby powiedzieć żonie, że coś się stało. Ja też czym prędzej pobiegłem w jego kierunku. Krzyczałem z bólu. Trudno go dzisiaj nawet opisać – opowiada przebieg zdarzenia przejęty pan Paweł.

Pech chciał, że jego samochód znajdował się w naprawie. Nie pozostało im nic innego jak czekać na szwagierkę. Jej samochodem pojechali do przychodni w Brzyskach, gdzie pan Paweł otrzymał środki przeciwbólowe, a lekarz pełniąca dyżur zadecydowała o wezwaniu karetki pogotowia ratunkowego. Niestety, w tym czasie wszystkie załogi były w terenie. Postanowili więc dotrzeć do szpitala na własną rękę, ale nawet to okazało się być trudne. Żona pana Pawła, która kierowała samochodem, nie umiała odnaleźć się w tej ekstremalnej sytuacji, a związane z nią emocje mocno dawały się jej we znaki. Gdy dojechali do Wróblowej, zauważyli policyjny radiowóz. Postanowiła go zatrzymać, używając w tym celu klaksonu, sygnałów świetlnych i gestów. – Na początku sądziliśmy, że jest to osoba poszkodowana w wypadku komunikacyjnym, ale dowiedzieliśmy się od mężczyzny, że uległ oparzeniu. Nasza reakcja była natychmiastowa. Nie zastanawiając się pomogliśmy mu wsiąść do radiowozu i niezwłocznie udaliśmy się do szpitala, informując dyżurnego o zaistniałej sytuacji – mówi sierż. sztab. Wojciech Węgrzyn.

Z relacji funkcjonariuszy wynika, że pan Paweł cierpiał z bólu. Robiło mu się również słabo. Dlatego też zachowując trzeźwość umysłu policjanci rozmawiali z poszkodowanym, aby mieć stałą kontrolę nad jego stanem świadomości. – Mężczyzna krzyczał z bólu. W czasie jazdy drugi policjant nawiązywał z nim kontakt. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do tego, czy pomóc tej osobie – dodaje W. Węgrzyn. Pana Pawła czeka blisko kilkutygodniowa rekonwalescencja. Tyle czasu będzie potrzebne, aby rany po oparzeniach drugiego stopnia zagoiły się. Jak zapewniają lekarze, po oparzeniach nie powinny pozostać nawet blizny. W pamięci pana Pawła pozostanie jednak postawa Wojciecha Węgrzyna i Sławomira Świszcza, funkcjonariuszy jasielskiej drogówki.

Ilona Dziedzic

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.