Pan doktor „k… mać”?

PRZEMYŚL. Wulgarny lekarz zwracał się do pacjentki: „W d… ma pani oczy?” i „Nich pani nie p…, bo ja nie będę tu do wieczora siedział”.

Joanna Hőricht to elegancka, zadbana, kulturalna kobieta. Wykształcenia medycznego nie ma, ale 114 Szpital Wojskowy w Przemyślu zna dobrze. Przed wieloma laty, zanim opuściła rodzinny Przemyśl pracowała w nim, jako kierowniczka Biblioteki Naukowej. Do dziś darzy swe dawne miejsce pracy sentymentem i szacunkiem. – Darzyłam – poprawia się kobieta. – Takie coś, co spotkało mnie w tym szpitalu, nie mieści się w głowie – dodaje. – Na „dzień dobry” usłyszałam od lekarza…stek wyzwisk.

Pani Joanna pośliznęła się i upadla. Na lewą rękę. – Myślałam, że nic mi nie jest, ręka trochę bolała, ale wzięłam proszek, przyłożyłam zimny okład i liczyłam, że przejdzie – opowiada przemyślanka. Ale nie przeszło, więc kobieta poszła do lekarza pierwszego kontaktu, a ten skierował ją na prześwietlenie i do ortopedy. Pacjentka poszła do poradni w 114 Szpitalu Wojskowym. Towarzyszyła jej goszcząca u niej koleżanka, cudzoziemka. – Krzyki i wulgaryzmy dochodzące z gabinetu lekarskiego usłyszałyśmy już w korytarzu przychodni – mówi pani Joanna. – Moja przyjaciółka nie zna polskiego dobrze, ale wiedziała, że to wyzwiska – dodaje. To, co według relacji pani Joanny działo się w gabinecie, przechodzi ludzkie pojęcie. – Pan doktor G. (nazwisko znane redakcji) po rzucie oka na zdjęcie zwrócił się do mnie: „Ze złamaną ręką pani cały dzień wczoraj chodziła? W d…ma pani oczy? Mam pani teraz tę rękę odrąbać? – opowiada pacjentka. – Zaczęłam tłumaczyć, że nie przypuszczałam, że ręka jest złamana, ale lekarz nie dał mi dojść do słowa: „Niech mi pani tu nie p…, bo ja nie będę tu do wieczora siedział, k…mać! – relacjonuje pani Joanna. – Nigdy się z czymś takim nie spotkałam, nigdzie – zarzeka się.

Dyrekcja wątpi, pacjenci potwierdzają

Adam Szafran, dyrektor ds. lecznictwa 114 Szpitala Wojskowego w Przemyślu, po tym jak przytaczamy mu relację pacjentki z użyciem wiadomych słów, stwierdza: – Z całą pewnością są to słowa powszechnie uznawane za niecenzuralne – zauważa. – Nie wiem czy pan doktor G. ich użył, to wersja pacjentki – podkreśla A. Szafran. – Oczywiście, ani w szpitalu, ani gdziekolwiek w kontaktach międzyludzkich, takie słownictwo jest niedopuszczalne! – dodaje. Zastępca dyrektora nie chce nam jednak zdradzić, czy na doktora G. były już kiedykolwiek skargi pacjentów z powodu używania przezeń wulgarnych słow. – Różne są skargi na lekarzy, z różnych powodów – mówi wymijająco, dodając, że wszystkie skargi są sprawdzane. – Lekarze nie zawsze są sami w gabinecie z pacjentem, można zapytać personel, czy sytuacja miała miejsce – dodaje. – Akurat pielęgniarka powie, że lekarz klął, jak z nim pracuje – uśmiecha się ironicznie przemyślanin, który by pacjentem doktora G. – O tym, że G. sypie wyzwiskami, już nie krzyczy, ale się „drze” po prostu na ludzi wie pół Przemyśla – zapewnia. – Ale widocznie dyrekcji to nie przeszkadza, bo w to, że nie wiedzą o jego „kulturze”, nie wierzę – podkreśla pacjent.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.