Pan Piotr na zakręcie

Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Skrzydłowy, który zagrał w ponad 200 meczach ekstraklasy i „wkręcał” w murawę obrońców Manchesteru City, od dwóch lat nie może się odnaleźć.

Miał pomóc Resovii w awansie do I ligi, ale odszedł w niesławie, pół roku przed wygaśnięciem kontraktu. – Miałem nadzieję, że moja przygoda z rzeszowskim klubem skończy się inaczej – przyznaje PIOTR PIECHNIAK, który jeszcze dwa i pół roku wcześniej strzelał gole w ekstraklasie.

Jeden z bohaterów Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski z czasów Zbigniewa Drzymały i pamiętnych, zwycięskich spotkań w Pucharze UEFA z Herthą Berlin i Manchesterem City, w Resovii od początku miał pod górkę.

Nie będę się bronił
Przyszedł latem, w trudnym dla siebie momencie, ciągnąc za sobą łatkę piłkarza nieskorego do poświęceń. Łatkę przypięto mu w GKS Katowice, gdzie rzeczywiście się nie zaaklimatyzował. – Przyszedłem do Resovii nie po to, by zarabiać duże pieniądze, ale żeby udowodnić, iż umiem grać w piłkę – mówił po pierwszym sparingu. Ale kibice i tak byli sceptyczni. Ci, którzy krzyczeli wówczas, że piłkarz trafił tu tylko po to, by odcinać kupony od sławy, dziś triumfują. – Nie mam zamiaru się bronić. To typowo polskie, jeden drugiemu wydłubałby oczy. U nas jak zespół strzeli gola na sekundy przed końcem meczu, to zamiast radości jest oskarżenie, że kupili. Jeśli słucha pan czasem Arkadiusza Onyszki, to pan wie, o czym mówię. Dopóki nie zmienimy swojej mentalności, pozostaniemy zaściankiem Europy – twierdzi Piotr Piechniak.

Chemii nie było
Schody zaczęły się, gdy trenera Artura Łuczyka zastąpił Marcin Jałocha. Piłkarz i szkoleniowiec nie przypadli sobie do gustu, Piechniak stał się etatowym rezerwowym, coraz częściej grywał w IV-ligowych rezerwach. – Podporządkowuje się decyzjom trenera, spokojnie czekam na rozwój wypadków. Jestem cierpliwy, mam w sobie dużo pokory i na razie nie myślę o przeprowadzce – opowiadał w wywiadzie dla Super Nowości w połowie rundy. Podkreślał, że nie czuje się gorszy od kolegów z drużyny i że zrzucił kilka zbędnych kilogramów. Jałochy jednak nie przekonał, choć pod koniec rundy był naprawdę wartościowym zmiennikiem. – Trudno kopać się z koniem. Tyle mam na ten temat do powiedzenia – ucina Piechniak.
Działacze Resovii: – Rozstaliśmy się w zgodzie. Odmładzamy drużynę, trener ma swoją koncepcję i jego wolę trzeba uszanować.

Butów na kołku nie wiesza
- Czy mam jakieś pretensje do siebie? Tylko o to, że przyszedłem do Resovii nieprzygotowany fizycznie i straciłem miesiąc, by dojść do formy. Sęk w tym, że w tamtym okresie cały zespół był nieprzygotowany – tłumaczy Piechniak, który miał ponoć jeden z lepszych wyników podczas przeprowadzanych niedawno w drużynie testów szybkościowych.
Skrzydłowy, który kilka lat temu trafił nawet do reprezentacji Polski, od ponad dwóch lat przeżywa ciężkie chwile. – Nieszczęście zaczęło się od Katowic, tak czasem w futbolu bywa. Robię w Warszawie kurs trenerski UEFA A, ale jeszcze nie wieszam butów na kołku. Chcę pograć rok, może dwa – zdradza plany. Dla Resovii strzelił 2 gole w lidze i jeden w Pucharze Polski.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.