Pani Marta prosiła, aby nic nie mówić

Fot. Paweł Bialic

SPEEDWAY EKSTRALIGA. – Kontrakt w Rzeszowie podpisałem już dosyć dawno – przekonuje nowy nabytek klubu ze stolicy Podkarpacia.

PGE Marma Rzeszów będzie czwartym klubem w karierze Grzegorza Walaska. – Jeżdżę tam, gdzie mnie chcą. Z panią Martą Półtorak spotkałem się dwa, może trzy razy i szybko doszliśmy do porozumienia – mówi GRZEGORZ WALASEK.

- O pana przeprowadzce do Rzeszowa krążyły już legendy…
- Sam byłem zdziwiony, kiedy czytałem o tym w internecie. Co więcej, pojawiały się wypowiedzi, których nigdy nie udzielałem. Dowiedziałem się m.in., że z powodu dalekiej odległości do Rzeszowa, byłem przypisywany do Gdańska, co było totalną nieprawdą. Klub z Rzeszowa ma wśród zawodników dobrą markę. Kontrakt z PGE Marmą podpisałem już dosyć dawno, ale pani Marta prosiła, aby nic nie mówić, więc się dostosowałem.

- Jest pan już doświadczonym zawodnikiem. Czy odczuwa pan stres związany ze zmianą barw klubowych?
- Na pewno czuję dużą motywację. Chciałbym zacząć sezon bardzo dobrze. Zmiana klubu, otoczenia wiąże się z dużymi wymaganiami. W Bydgoszczy jeździłem dwa lata, a więc wszystko było już że tak powiem normalne. W Rzeszowie wszystko jest dla mnie nowe i na pewno będę się chciał pokazać z dobrej strony i być mocnym punktem zespołu.

- Na jak długo planuje pan zakotwiczyć w Rzeszowie?
- Tak na dobrą sprawę nie wiem, czy mogę mówić o szczegółach kontraktu. Z tego co wiem, to pani Marta wpisała tam punkt, gdzie mam sobie wpisać, na ile lat będzie on ważny. Tego jeszcze nie zrobiłem. Kontrakt jest na razie ważny na rok, ale w każdej chwili można go przedłużyć.

- Utarła się opinia, że Grzegorz Walasek lubi jeździć na przyczepnej nawierzchni…
- To nie do końca prawda. W Sztokholmie jeździmy na twardym torze i zupełnie mi to nie przeszkadza. Wprawdzie w Bydgoszczy tor był mocno przyczepny, ale inne nawierzchnie też nie stanowią dla mnie problemu.

- Jak będę wyglądały pana przygotowania do sezonu?
- Tak jak zwykle, a więc nic szczególnego nie będę robił. Zajęcia jak co roku, czyli bieganie, siłownia, gra w piłkę. Nie korzystam z rad żadnego trenera. Teraz pójście na siłownię nie jest problemem, tak więc nie sądzę, aby w żużlu taki prywatny trener od przygotowań był potrzebny.

- Gdzie będzie pan miał swoją bazę sportową?
- Z początkiem roku wszystko przywiozę na stadion w Rzeszowie i tutaj będzie moja baza.

- Marco Gaschka wspominał, że miał okazję z panem startować w Niemczech. Co pan może powiedzieć o nowym juniorze PGE Marmy?
- Z tego, co widziałem na torze, to jeśli będzie pracował, to będzie wszystko OK. Uważam, że pozyskanie Marco to dobry ruch. Tak jak wspomniał Darek Śledź, ciężko jest znaleźć chłopaków, którzy garną się do żużla i ich wyszkolić. Marco chce przede wszystkim jeździć. Skoro on sam wyszedł z propozycję, aby startować w Rzeszowie, to tylko po to, aby się rozwijać i doskonalić swoje umiejętności.

- Podoba się panu regulamin na sezon 2012?
- Rozszerzenie ligi było w porządku. Przepis o jednym zawodniku z Grand Prix jest zły, ale o dziwo wszyscy za nim głosowali. Mamy przykład choćby Piotrka Protasiewicza, który awansował do Grand Prix i chcąc dalej jeździć w Zielonej Górze, musiał z GP zrezygnować. Ogólnie nie jestem także zwolennikiem KSM-u i tego, aby każdy zawodnik miał go przypisany.

- Jak spędza pan święta Bożego Narodzenia i Sylwestra?
- Święta w domu pod Zielonej Górą, potem wizyta u rodziców. Jeśli chodzi o Sylwestra, to także raczej w domu.

- Jakieś postanowienia noworoczne?
- W sumie nie, bowiem jakiś używek nie muszę rzucać (śmiech), waga jest OK, więc wszystko jest w normie.

Notował Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.