Paralizatory w rękach tysięcy funkcjonariuszy!

Funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei będą mogli używać paralizatorów wobec agresorów jeżdżących pociągami. Ale może się okazać, że zbyt duża moc tych urządzeń może wyrządzić stałe szkody w organizmie człowieka. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Tak mocne elektryczne urządzenie może nawet zabić.

Rząd chce dać kilku tysiącom funkcjonariuszom różnych służb paralizatory elektryczne o mocy powyżej 10 miliamperów. Według ekspertów, tak silny prąd może wyrządzić znaczne szkody w organizmie człowieka. Takie urządzenie znajdzie się w rękach strażników leśnych, strażników parków, strażników rybackich, łowieckich, inspektorów transportu drogowego i strażników ochrony kolei.

Okazuje się, że w nowej ustawie o środkach przymusu bezpośredniego zabrakło zasad ich użycia. Nie ma tam zapisu, ani gdzie można razić paralizatorem, ani jak długo. Funkcjonariusze nie będą mieli obowiązku wydawać ostrzeżenia o jego użyciu. Wiadomo tylko, że będzie można sięgać po paralizator, gdy użycie środków przymusu bezpośredniego będzie niemożliwe albo może się okazać nieskuteczne.

Eksperci twierdzą, że brak takich zapisów w ustawie jest niezrozumiały, bo ze statystyk wynika, że są to groźne urządzenia. Tylko w USA zastosowanie paralizatorów spowodowało ponad 300 zgonów, a w Kanadzie – 25.

Do grupy wysokiego ryzyka użycia paralizatorów zaliczono m.in. osoby szczupłe z uwagi na cienką tkankę tłuszczową, która izoluje impuls elektryczny oraz z nadciśnieniem tętniczym. W Polsce żyje aż 10 mln takich osób. Gdy rażenie trwa powyżej 5 sekund, ryzyko śmierci wzrasta tysiąckrotnie. Tak wynika z kanadyjskiego raportu, który powstał po śmierci Roberta Dziekańskiego w 2007 roku. Na lotnisku w Vancouver użyto wobec niego właśnie paralizatora.

Co na to przedstawiciele Straży Ochrony Kolei, którzy będą mieli prawo używać paralizatory m.in. na dworcach i w pociągach?

– Paralizator elektryczny dla funkcjonariusza SOK-u to dobre rozwiązanie – powiedział Zdzisław Partyka, zastępca komendanta Komendy Regionalnej Straży Ochrony Kolei w Przemyślu. – Każdy sokista przejdzie szkolenie i nauczy się jak posługiwać się tym urządzeniem. Dowie się z jaką częstotliwością jest przekazywany prąd z paralizatora i w jakiej odległości należy trzymać go od agresywnego pasażera. Żaden funkcjonariusz nie będzie mógł się nim posługiwać, dopóki nie dostanie świadectwa z zakończonego szkolenia. Dlatego nie zaszkodzi podróżnemu.

Mariusz Andres

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.