Parzący problem Podkarpacia

W Rzeszowie pojawił się barszcz Sosnowskiego. Zdjęcie wykonane w pobliżu torów kolejowych przy ul. Waniliowej. Fot. Paweł Dubiel

W Rzeszowie pojawił się barszcz Sosnowskiego. Zdjęcie wykonane w pobliżu torów kolejowych przy ul. Waniliowej. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW, PODKARPACIE. Uwaga na barszcz Sosnowskiego! Pojawił się w Rzeszowie.

Barszcz Sosnowskiego pospolicie zwany Zemstą Stalina, każdego roku urzędnikom oraz mieszkańcom Podkarpacia przysparza wielu problemów. Zetknięcie z tą rośliną może powodować silne poparzenia, choroby narządów wewnętrznych, a nawet… śmierć.

W ubiegłym roku roślina intensywnie zwalczana była w powiecie sanockim, który jako jedyny w regionie postanowił uporać się z parzącym problemem. Było to możliwe dzięki środkom pozyskanym z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. – To już trzeci rok zwalczania tej rośliny. W rejonie, w którym barszcz wysiał nasiona, w glebie mogą przebywać one nawet do 10 lat. Minimum pięć trzeba przeznaczyć na walkę z rośliną – tak jeszcze rok temu mówił Wojciech Skiba, naczelnik z Wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa w Sanoku.

W tym roku w powiecie sanockim brak jest funduszy potrzebnych na walkę z barszczem. Dlatego też właściciele działek, na których rośnie roślina, muszą robić to na własny koszt.

Na rzeszowskim Miłocinie i nie tylko
Podobnie jest w Rzeszowie. – Mieszkańcy, którzy na swojej drodze spotkają barszcz Sosnowskiego, powinni zgłosić to do wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Następnie pracownicy zostaną wysłani pod wskazane miejsce. Gdy się okaże, że faktycznie jest to ta roślina, sprawdzimy, do kogo należy działka i poinformujemy jej właściciela o konieczności usunięcia rośliny – wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta.

Mieszkańcy ostrzegają, że toksyczna roślina w Rzeszowie rośnie m.in. w pobliżu ogródków działkowych przy ul. Skrajnej oraz na os. Miłocin przy ul. Waniliowej – rejon torów kolejowych.

Jak usunąć barszcz, aby się nie poparzyć?

- W przypadku pojedynczych okazów najlepiej ściąć roślinę przy pomocy tasaka bądź kosy. Wirujące ostrza kosiarki rozpryskają tylko soki, które nas poparzą. Ważne jest również ubranie, które z pewnością zabezpieczy nas przed przypadkowym otarciem się o roślinę – mówi Skiba. – Nie zalecałbym stosowania środków chemicznych, które co prawda są skuteczne, ale bardzo niebezpieczne dla nas i środowiska. Osoby, które nie mają praktyki w ich stosowaniu często przesadzają z ilością – dodaje naczelnik. 

Agata Flak

do “Parzący problem Podkarpacia”

  1. Madzik

    Wielkie odkrycie. Barszcz w Miłocinie jest od 27 lat jak nie dłużej. Jako dzieci bawiliśmy się w jego pobliżu. Wtedy nikt o tym nie mówił.

  2. Janek

    Metoda pozbycia tego zioła jest bardzo prosta i bez użycia chemii, mianowicie kosić to to co 2 tygodnie począwszy od pierwszych dni maja kiedy rośliny są małe i nie grozne i koncząc we wrześniu.
    Sam bym je kosił prywatną kosą za 1/5 tego co miasto płaci firmom utrzymania zieleni, lecz niestety prawo jest takie że taką usługę mogą wykonywać duże firmy które staną do przetargu i wystawią fakturę.

    • tadeusz I obrzezaniec

      Zawsze możesz wystawić swoje usługi na rzeszowiaku i wykonywać zawód usuwacza barszczu z prywatnych dzialek na zlecenie ich wlascicieli

    • ROMAN

      Panie Janie : dlatego trzeba zmienić prawo aby Pan ze swoją kosą mógł stanąć do przetargu – fakture może Pan napisać ręcznie na papierze kratkowanym i przez kalke – a do tego czasu przekuj Pan kose na sztorc aby mieć odpowiedni argument do negocjacji i do zmiany tego złego prawa które uniemożliwia Panu wykonywanie ( koszenie) tej pracy ponadto ważne aby Pan kogoś podszkolił bo nie wszyscy wiedzą nawet jak wygląda kosa a co dopiero kosa bojowa na sztorc przekuta

      Ps :ja umiem kosić nauczył mnie kolega ze Świlczy w 1966 roku – bojową też obsłużę

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.