Pech czy brak rozwagi?

Zapowiadało się świetnie. Na pierwszych testach na torze w Walencji zrodziła się nadzieja, że Robert Kubica wreszcie będzie miał samochód nieodstający od bolidów najszybszych zespołów ubiegłego sezonu. Zastosowanie wydechu, który zwiększał docisk samochodu, a tym samym pozwalał na osiąganie większych prędkości, zostało natychmiast dostrzeżone przez inne zespoły i uznane za warte skopiowania.

Podczas pierwszych testów w Walencji Robert Kubica uzyskał w nich najlepszy czas, co dawało podstawy do stwierdzenia, że deklaracje szefa Lotus Renault, iż w tym sezonie zespół będzie walczył o zwycięstwa, nie jest gołosłowne. Każdy dotychczasowy sezon potwierdzał bowiem, że nawet najlepszy kierowca nie ma szans na zwycięstwa, jeśli samochód ustępuje bolidom rywali choćby o ułamek sekundy na okrążeniu. No, ale niestety… Stało się.

Uwielbiający ściganie się samochodami Kubica, wystartował w regionalnym rajdzie samochodowym we Włoszech, gdzie mieszka, i start zakończył się katastrofą. To było w niedzielę, a dopiero w poniedziałek dowiedzieliśmy się, że zderzenie omal nie zakończyło się tragicznie. Okazało się bowiem, że podczas siedmiogodzinnej operacji lekarze walczyli nie tylko o dłoń ale i o jego życie. Operacja się udała, także operacja potrzaskanej dłoni, ale jest niemal pewne, że w tym sezonie Roberta Kubicy nie zobaczymy już w zwodach Formuły 1. To przykre, możemy czuć się zawiedzeni, możemy też mieć pretensje do kierownictwa zespołu Lotus Renault, że w kontrakcie z zawodnikiem nie zastosował zapisu zakazującego mu uprawiania (poza startami w Formule 1 oczywiście) dyscyplin, podczas których mógłby doznać uszczerbku na zdrowiu.

Sam Robert Kubica ma już na koncie dwa poważne wypadki. W pierwszym brał udział jako pasażer. Prowadzony przez kolegę samochód rozbił się na drodze, a Kubica doznał niezwykle skomplikowanego złamania tej samej prawej ręki, która potrzaskana została także teraz. Pół roku później wrócił na tor i wygrał wyścig Formuły 3, prowadząc samochód de facto jedną ręką. Do drugiego, makabrycznego wypadku, doszło podczas Grand Prix Kanady w 2007 roku. Nie ma co jej opisywać, bo wszyscy, którzy interesują się Formułą 1 oglądali ją nie raz. Z obu Kubica wykaraskał się stosunkowo szybko, ale nie wiadomo, czy tak samo będzie i tym razem.

Na razie pewne jest jedno – telewizyjne transmisje Formuły 1 w Polsce na pewno stracą na oglądalności.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.