Pedofil wtopiony w tłum

Fot. Zdjęcia archiwalne z wizji lokalnej
Fot. Zdjęcia archiwalne z wizji lokalnej

Co się dzieje z zabójcą 6-latki z Zaklikowa na Podkarpaciu? Ułaskawiony od kary śmierci, odsiedział wyrok i bez rozgłosu wyszedł na wolność.

22-letni Marian K. w 1983 roku zwabił podstępem, zgwałcił, a następnie zabił 6-letnią Kasię z Zaklikowa. Sąd Wojewódzki w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu skazał go wówczas za to przestępstwo na karę śmierci. Najwyższy wymiar kary utrzymał także po tzw. rewizji Sąd Najwyższy. W 1986 roku Rada Państwa ułaskawiła jednak mieszkańca Annopola i zmieniła mu wyrok na 25 lat pozbawienia wolności. Po trwającej ćwierć wieku odsiadce mężczyzna wyszedł na wolność w 2008 roku.

Sprawa, której akta zdążyły już zżółknąć i pokryć się kurzem, wydobyto specjalnie dla Super Nowości z archiwum Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. W sumie to dwa tomy akt, które kryją tragiczne wydarzenia z późnego popołudnia 14 lipca 1983 r.

Chciał urwać dla siostry wodne pałki
To był ciepły letni wieczór. Marian K. po skończonej pracy spotkał kolegę, z którym udał się na wódkę. Jak wynika z akt, mężczyźni wypili jej sporo, bo po pół litra. Do tego dokupili sobie jeszcze po kilka piw. Było około godz. 19, kiedy Marian K. pożegnał się ze znajomym i udał nad zalew w Zaklikowie. W toku śledztwa nie wyjaśnia właściwie, dlaczego poszedł akurat tam. Faktem jest, że się tam znalazł. Z innej części Zaklikowa nad ten sam zalew przyszła także trójka dzieci. Rodzeństwo: 6-letnia Kasia, 9-letni Tomek i 12-letni Paweł. Z późniejszych wyjaśnień Tomka, brata Kasi, prokurator dowie się, że dziewczynce bardzo podobały się pałki wodne, jakie miał kolega Paweł i bardzo chciała mieć takie same. Brat chciał je dla niej urwać.

Mieli szybko wrócić na kolację
– Zapytaliśmy babcię, czy możemy iść nad zalew. Zgodziła się, ale powiedziała, że mamy zaraz wracać, bo już szykuje kolację – mówił 9-latek. Dzieci były nad wodą zapewne kilka minut, gdy pojawił się Marian K. Mężczyzna był grzeczny. Zagadał dzieci. Pytał co robią, gdy układały kładkę z desek, aby przejść przez niewielki rów z wodą. Zaproponował pomoc. Gdy chłopcy przeszli, powiedział by szli sami, a on z Kasią do nich dołączą. Aby pomóc dziewczynce przejść przez rów, zdjął buty i skarpety i przeniósł ją na rękach. Zgubiona podczas przejścia przez wodę jedna ze skarpet Mariana K. będzie później jednym z dowodów w procesie o gwałt i zabójstwo dziewczynki.

Posłuchaj jak rechoczą żabki
Z relacji chłopców, którzy byli na miejscu tragedii wynika, że mężczyzna po tym, jak ubrał buty po przejściu przez rów, wziął Kasię na ręce i zaczął z nią uciekać z pobliskie zarośla. Chłopcy wołali dziewczynkę. Szukali jej, ale nie zdołali jej znaleźć. Marian K. był już wówczas z Kasią nad wodą. Zdobywał jej zaufanie, rozmawiał, opowiadał o żabach, które rechocą. Chciał pokazać rybki pływające w zalewie. W końcu usiadł na ziemi, a Kasię wziął na kolana. Docierały nawet do niego wołania chłopców, ale na nie nie reagował. Kasia chciała wracać do brata, ale mężczyzna ją przytrzymał. To wtedy zsunął jej spodenki i majteczki i włożył jej dwa palce do pochwy. W pierwszych zeznaniach przyznał się, że nimi ruszał, a dziewczynka zaczęła krzyczeć i płakać. Przestraszył się, że chłopcy go nakryją. Przewrócił wówczas 6-latkę na ziemię i złapał za szyję. Kciukami przytrzymał krtań aż dziewczynka przestała się ruszać. Z jej noska popłynęła krew, a na ustach pojawiła się piana. Dziewczynka nie żyła.

Jakby nigdy nic wrócił do hotelu
Brat i kolega Kasi wrócili do domu. Zaalarmowali babcię i ojca, że dziewczynkę zabrał jakiś mężczyzna w mundurze kolejarza. Dorośli rozpoczęli poszukiwania na własną rękę i powiadomili milicję.

Co w tym czasie robił pedofil – zabójca? Z akt sprawy wynika, że siedział w zaroślach dotąd, aż zrobiło się zupełnie ciemno. Potem udał się w stronę kolei i poczekał na pociąg, do którego wsiadł niezauważony. Udał się do hotelu kolejowego, bo jako pracownik PKP przysługiwało mu tam mieszkanie. W pokoju, który dzielił z kilkoma osobami nie było nikogo. Zanim Marian K. położył się, zadzwonił jeszcze do dyspozytorki i poprosił, by obudziła go o 4 rano. Rano nie zdążył jednak wyjść do pracy, bo przyszli po niego funkcjonariusze. Mężczyzna przyznał się do tego, że zgwałcił dziewczynkę i ją udusił. Nie potrafił wskazać motywów działania. Twierdził, że początkowo nie miał wobec niej żadnych planów. Myśl, aby ją rozebrać, przyszła mu nagle, a do uduszenia doszło w obawie, że zostanie przyłapany na tym, co robił przez chłopców, którzy nawoływali dziewczynkę.

Zasłużył na karę śmierci
10 lipca 1984 roku Sąd Wojewódzki w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu wydał na Mariana K. wyrok kary śmierci oraz dożywotniego pozbawienia praw publicznych. Zdaniem sądu, „oskarżony okazał w stosunku do swojej ofiary szczególne okrucieństwo”. – Świadomie wyrządził on dolegliwość fizyczną i moralną pokrzywdzonej znacznie większą od tych, które są właściwe każdemu zgwałceniu”. Sąd uznał także, że oskarżony użył podstępu dostosowując go do sytuacji i wieku dziewczynki. „Odwrócił uwagę przebywających z nią chłopców, rozmową zdobył zaufanie i pod pozorem pokazania rybek przemocą uprowadził w zarośla”.

Nie bez znaczenia dla sądu było wówczas także to, że Marian K. był już w 1980 roku skazany przez Sąd w Sandomierzu na karę 3 lat pozbawienia wolności za usiłowanie gwałtu na 8-latce z Annopola. Pedofil przewrócił wówczas dziewczynkę i całował ją, do gwałtu nie doszło tylko dlatego, że został spłoszony. Marian K. odsiedział połowę tego wyroku, czyli półtora roku i warunkowo w 1982 r. został zwolniony z odbywania kary w Zakładzie Karnym w Tarnowie. 3 czerwca 1982 r. został przyjęty do pracy w PKP Rozwadów.

Marian K. nie zgadzał się z wyrokiem skazującym go na karę śmierci. Próbował go podważyć i wnosił o rewizję wyroku do Sądu Najwyższego. Ten jednak wyrok utrzymał. Zmieniła go natomiast Rada Państwa, która w 1986 roku wydała decyzję o ułaskawieniu pedofila z Annopola. Wyrok z kary śmierci zmieniono na 25 lat pozbawienia wolności, a dożywotnie pozbawienie praw publicznych na 10 lat bez tych praw.

Odsiedział cały wyrok
Marian K. odsiedział za kratami cały wydany w 1986 roku wyrok. Rozpoczętą w Zakładzie Karnym w Rzeszowie Załężu karę zakończył w Zakładzie Karnym w Chełmie. Stamtąd, w dniu 14 lipca 2008 roku, dokładnie 25 lat po śmierci Kasi, wyszedł na wolność. Nie towarzyszyło temu wyjściu żadne zainteresowanie mediów. Akta sądowego Mariana K. nie zawierają informacji na temat tego, gdzie w kolejnych latach przebywał pedofil – zabójca. Nam udało się natomiast ustalić, że po 4 latach życia na wolności mężczyzna zmarł 30 października 2012 roku, prawdopodobnie w Warszawie. Co przez ten czas robił, czy nie skrzywdził kolejnego dziecka, tego nie wiadomo.

Dziś cała Polska żyje opuszczeniem zakładu karnego przez Mariusza Trynkiewicza. Od lat, rok w rok, zakłady karne w Polsce opuszcza wielu innych zabójców dzieci, którzy wtapiają się w społeczeństwo zupełnie anonimowo i opinia publiczna nie jest o tym zupełnie informowana.

Imiona dzieci zostały zmienione.

Małgorzata Rokoszewska

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
EwaIwonaPawełPaula Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa
Gość
Ewa

Świetny artykuł

Iwona
Gość
Iwona

Facet został skazany na pozbawienie praw publicznych na zawsze – wioęc dlaczego nie używacie pełnego nazwiska?

Paweł
Gość
Paweł

ja piehdole jesli to co myślę najprawdopodobniej wrócił zabił i się podszył a ta smierc w warszawie to pomyłka nie tego goscia

Paula
Gość
Paula

Puenta jest głupia. Sugeruje Pani, że możliwe, że niejedno skrzywdził tylko nie wiemy?? A skąd to przypuszczenie? Taka insynuacja nie ma podstaw, za to świetnie podbija bębenek strachu i rozbudza mordercze instynkty – tym razem w czytelnikach. Gratulacje.