PGE Stal na drodze do awansu

Fot. Stal Mielec

FORTUNA I LIGA. Mielczanie wrócili na zwycięską ścieżkę.

Na 6 kolejek przed zakończeniem sezonu w Fortuna I lidze, piłkarze PGE Stali Mielec ponownie mają kwestię bezpośredniego awansu do PKO Ekstraklasy w swoich rękach. Po sobotniej wygranej z Radomiakiem i przy jednoczesnym remisie Warty Poznań, podopieczni Dariusza Marca awansowali na 2. miejsce w tabeli.

– Był to dla nas bardzo ważny mecz. Graliśmy praktycznie o 6 punktów z bezpośrednim rywalem w walce o PKO Ekstraklasę – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Dariusz Marzec, trener PGE Stali. Jego podopieczni lepszej soboty nie mogli sobie chyba wymarzyć. Nie dość, że po raz pierwszy od pandemii koronawirusa zagrali na własnym stadionie przed kibicami, to jeszcze w świetnym – zwłaszcza w I połowie – stylu sięgnęli po komplet punktów. A ten przed pierwszym gwizdkiem wcale nie były taki pewien, mając w pamięci to, co wydarzyło się przed tygodniem w Bełchatowie, gdzie PGE Stal po kiepskim meczu przegrała 1-2. Tym razem jednak to była zupełnie inna Stal – twarda, nieustępliwa, pewnie dążąca do wytyczonego celu, którego realizacja rozpoczęła się już w 6. min. Po rzucie rożnym, najwyżej w polu karnym gości wyskoczył Mateusz Bodzioch i uderzeniem głową wyprowadził miejscowych na prowadzenie. – Wydaje mi się, że byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu, jednak szybciutko zweryfikowało nas boisko. Pierwsza nieuwaga, pierwszy stały fragment gry i stracona bramka. Wiedzieliśmy, że Bodzioch to jest zawodnik, który bardzo dobrze gra głową. Był kryty indywidualnie, ale niestety straciliśmy bramkę i można powiedzieć, że ta właśnie bramka ustawiła mecz – przekonywał Dariusz Banasik, trener radomian. Niewiele jednak brakowało, aby ta bramka nie dała PGE Stali prowadzenia, a tylko wyrównanie. Chwilę wcześniej bowiem gospodarzy od utraty gola uratował słupek, w który piłka trafiła po strzale Patryka Mikity. Miejscowi jeszcze przed przerwą zdołali podwyższyć prowadzenie. Nie bez pomocy radomian, a konkretnie ich bramkarza, który próbując naprawić błąd swojego obrońcy, faulował w polu karnym Bartosza Nowaka, za co wyleciał z boiska. Sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość, pokonując strzałem z 11. metrów rezerwowego bramkarza przyjezdnym i w ten sposób gospodarze prowadzili już 2-0. – Do tego czasu były jednak takie momenty, w których też przeważaliśmy, też szukaliśmy odpowiedzi i wyrównującej bramki na 1-1, ale trzeba również pamiętać, że gospodarze mieli  swoje sytuacje. Aż wreszcie nadeszła nieszczęśliwa dla nas 30. minuta i nieporozumienie we własnym polu karnym. Cóż mogę powiedzieć. Takie rzeczy się zdarzają. Konsekwencją tego była i czerwona kartka i rzut karny. Tak się tylko zastanawiam, czy to jest słuszne, że podwójnie zostaliśmy ukarani? Po tej czerwonej kartce i rzucie karnym, grając w „10”, przegrywając 0-2, mój zespół praktycznie został praktycznie jakichkolwiek atutów i było po meczu – stwierdził opiekun gości.

Po zmianie stron jeszcze mocniej uwidoczniła się przewaga mielczan. Powracający po kontuzji między słupki ich bramki Jakub Wrąbel był praktycznie bezrobotny. – Po przerwie musieliśmy szanować siły. Mieliśmy też swoje okazje, a najlepszą chyba Mateusz Michalski, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Szukaliśmy gry z kontry, pod stały fragment gry. Można się było pokusić o jakiś stały fragment gry. Nie mamy się jednak czego wstydzić – dodał Dariusz Banasik, trener Radomiaka, dla którego była to pierwsza porażka po wznowieniu rozgrywek. Oszczędzali się również mielczanie, których już jutro czeka kolejne trudne spotkanie, tym razem wyjazdowe z GKS-em Jastrzębie. – Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo dobra, drugą przemilczę… Najważniejsze są jednak 3 punkty. Chłopaki stanęli na wysokości zadania. Mieliśmy takie założenie na II połowę, żeby ten wynik utrzymać. Udało się, więc uważam, że założenia zostały zrealizowane – zakończył Dariusz Marzec, trener PGE Stali.

PGE STAL 2
RADOMIAK 0
(2-0)
1-0 Bodzioch (6.), 2-0 Nowak (34. – karny)

Marcin Jeżowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o