Pięć lat za kłusownictwo

ŻYRAKÓW. Na Podkarpaciu leśnicy usuwają rocznie kilka tysięcy sideł

Blisko 80-letni mieszkaniec gminy Żyraków polował na zwierzynę i ptaki łowne. Wykorzystywał do tego pułapkę własnej konstrukcji. Staruszkowi grozi za to nawet pięć lat pozbawienia wolności. Problem w tym, że jego „działalność” jest niczym w porównaniu z prawdziwą skalą problemu kłusownictwa.

Na Podkarpaciu rocznie leśnicy usuwają kilka tysięcy sideł. Odnajduje się też kilkaset śladów kłusownictwa m.in. w postaci rozkładających się zwłok sarn, dzików, lisów itd. – Aby pokazać problem w całości, należałoby te liczby pomnożyć co najmniej kilkakrotnie – zaznacza leśnik Bartłomiej Peret. – Główną przyczyną kłusownictwa jest chęć pozyskania darmowego mięsa, które z pewnością jest smaczniejsze, niż np. wieprzowina czy wołowina.

- Ludzie uważają, że po co mają wydawać pieniądze, skoro zwierzynę mają ją „za darmo” w lesie. Oprócz tego zabija się dla trofeów. Można też na niej zarobić na wypchanych zwierzętach. Kłusownictwo to także tradycja, którą przekazuje się z ojca na syna.

Czy zatem kłusownictwo jest społecznie akceptowalne? – Myślę, że nie, bo w ostatnim czasie nastąpiła swoista ekologizacja Polaków – twierdzi Peret. – Nasza świadomość przyrodnicza jest na o wiele wyższym poziomie, niż chociażby 10 lat temu. W związku z tym, wydaje się, że z czasem kłusownictwo powinna eliminować presja społeczna. Wobec takiego nacisku ci ludzie mogliby się wreszcie zacząć wstydzić tego co robią.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.