Pieniądze nie gwarantują sukcesów

Trzy pytania do ADRIANA LIGIENZY, pomocnika Stali Rzeszów.

– Dwuletni plan na awans skróciliście do jednego roku.
– Wybraliśmy trochę inną drogę. W wielu klubach od początku nakłada się na zawodników presję. U nas nie było o tym mowy. Chcieliśmy po prostu wygrywać każdy najbliższy mecz i zdobyć możliwie najwięcej punktów. W konsekwencji otworzyło nam to drzwi z napisem II liga. A pamiętajmy: przed sezonem przyszło 20 nowych piłkarzy i początki były bardzo trudne. Wiem, że niektórzy tego nie rozumieją i myślą, że wysoki budżet sam zrobi awans. Nie, pieniądze nie gwarantują sukcesów, musi być do tego przede wszystkim ciężka, codzienna praca. Chciałem jednak pogratulować Podhalu, bo w ostatnim meczu spotkały się bezsprzecznie dwie najlepsze pod każdym względem drużyny w tej lidze. Chłopaki, głowa do góry, nie macie się czego wstydzić!

– No właśnie, a propos „Górali”. Zanim dołączył pan do Stali, spędził w Podhalu dwa lata. Miało to dziś jakieś szczególne znaczenie?
– Staram się do takich sytuacji podchodzić normalnie, żeby nie wywierać na sobie dodatkowych emocji. Mniej więcej rok temu przyjechałem na Hetmańską jako zawodnik Podhala i wtedy nie było sentymentów dla biało-niebieskich. Dziś Stal jest moim klubem, więc nie ma sentymentów dla rywala z Nowego Targu.

– Jak oceni pan ten sezon w swoim wykonaniu? Wiosną minut na boisku było nieco mniej.
– Na pewno przeszkodziła mi czerwona kartka w Połańcu, a że chłopaki na mojej pozycji nieźle się prezentowali, to trener nie miał podstaw, żeby dokonywać zmian. Ogólnie jednak zagrałem w 24 spotkaniach od pierwszej minuty, co daje ponad 70 proc. w wyjściowym składzie, więc nie ma co narzekać. I choć w końcówce wchodziłem głównie z ławki, to… wchodziłem w każdym meczu.

Rozmawiał TOMASZ CZARNOTA

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o