Pijany wychowawca na dyżurze

W ciągu ostatnich 16 lat to trzeci przypadek, gdy pracownik schroniska dla nieletnich był w pracy pod wpływem alkoholu. Fot. Wit Hadło

ŁAŃCUT. Alkoholowy incydent w schronisku dla nieletnich.

1,5 promila alkoholu we krwi miał wychowawca schroniska dla nieletnich w Łańcucie w czasie dyżuru w nocy ze środy na czwartek. Przed pójściem do pracy przy alkoholu oglądał mecz. Teraz grożą mu kary dyscyplinarne.

Około północy dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Łańcucie odebrał telefon, że w schronisku, gdzie przebywa obecnie czekając na rozprawy dziewięcioro młodych przestępców, znajduje się nietrzeźwy 52-letni wychowawca. Przybyły na miejsce patrol potwierdził te przypuszczenia. Badanie alkomatem wykazało u mężczyzny ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie.

- Otrzymałem telefon z policji około godziny 00.30. Natychmiast przyjechałem na miejsce i zdecydowałem o ściągnięciu innego pracownika, będący w schronisku został zwolniony do domu – mówi dyrektor placówki Robert Tendaj, nie ukrywając zaskoczenia zaistniałą sytuacją.

- Wyjaśniamy w tej chwili sprawę, nie znam jeszcze szczegółów, nie wiem kto powiadomił policję. Wszystko będziemy ustalać, pracownik na pewno poniesie konsekwencje dyscyplinarne – dodaje dyrektor. Według jego słów wychowawca, pracujący od lat w placówce, mający już uprawnienia emerytalne, był dobrym pracownikiem, nigdy nie było z nim żadnych problemów.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przyłapany “na gazie” wychowawca tłumaczył się, iż przed wyjściem do pracy oglądał mecz Mistrzostw Europy. Pił przy tym alkohol. Na dyżurze miał się zjawić o godzinie 22.00. Sądził, że do tego momentu alkohol wyparuje z jego organizmu.

Dyrektor Tendaj pracuje w schronisku od 1996 roku. Przypadki problemów z piciem pracowników były sporadyczne. W ciągu tych szesnastu lat karą nagany – za spożywanie alkoholu w pracy – ukarano dwóch zatrudnionych. Mężczyzna przyłapany w nocy ze środy na czwartek najprawdopodobniej poniesie podobną karę.

Robert Tendaj, dyrektor schroniska dla nieletnich w Łańcucie:
- Jestem bardzo nieprzyjemnie zaskoczony całą tą sytuacją. Po tym pracowniku nie spodziewałem się tego. Jest mi przykro tym bardziej, że ten incydent ma miejsce w chwili, gdy nasze schronisko jest likwidowano. Do końca miesiąca wszyscy zatrudnieni stracą pracę.

Szymon Jakubowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.