Plaga podpalaczy

Tak nierzadko kończy się wypalanie traw. Fot. Autor

KOLBUSZOWA. Nie pomagają apele strażaków, policjantów, a nawet… księży. 

Podpalenia, będące efektem wypalania traw, to zmora mieszkańców powiatu kolbuszowskiego. – W zasadzie nie ma gminy, w której by się nie paliło. Często muszą wspomagać nas jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej – mówi mł. bryg. Marek Babula (52 l.), zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Kolbuszowej.

- Praktycznie każde z podpaleń jest zgłaszane, tu działamy razem z policją, która jest na miejscu – zaznacza mł. bryg. Marek Babula (52 l.). – Jednak wykrycie sprawcy graniczy z cudem, ciężko również o jakiś żelazny dowód, dzięki któremu można byłoby kogoś pociągnąć do odpowiedzialności. W większości przypadków osoba, która może być tym domniemanym sprawcą, tłumaczy się, że… jako pierwsza uczestniczyła w akcji gaszenia.

W sądzie też różnie to bywa: nierzadko świadkowie zdarzenia wycofują swoje wcześniejsze zeznania, powodując, że podpalacz staje się bezkarny – dodaje Babula. – A więc trudno kogoś schwytać na gorącym uczynku i udowodnić mu, że był sprawcą tego podpalenia. Pozostaje jedynie obywatelski ruch i zwracanie uwagi osobom w naszym sąsiedztwie, które próbują palić trawę, jak również zgłaszanie nam takich przypadków.

O tym, czym może skończyć się wypalanie traw przekonał się niewiele ponad miesiąc temu 76-letni mieszkaniec Wilczej Woli. Z ustaleń kolbuszowskiej policji wynika, że staruszek palił trawę i liście. Ogień szybko się rozprzestrzenił na stojącą obok drewnianą stodołę. Pożar całkowicie strawił budynek, a mężczyzna z poparzeniami trafił do szpitala.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.