Po książęce hektary na sprzedaż

Po książęce hektary na sprzedaż.

STALOWA WOLA. Złapał Kozak Tatarzyna…, czyli jak miasto zniechęca kupców do wzięcia udziału w przetargu na kawałek spornej ziemi.

Powiat sandomierski chce sprzedać 3 ha z resztek majątku pozostałego po Lubomirskich. Sęk w tym, że działka ta leży na terenie Stalowej Woli i władze miasta wiążą z nią swoje plany.
Gdyby jednak ktoś obcy działkę kupił, wszelkie zamiary związane z „drugimi Bolestraszycami” spaliłyby na panewce. Z braku pieniędzy miasto nie zamierza wystartować w przetargu.

- I wątpię, by ktoś to zrobił – zniechęca ewentualnych nabywców prezydent Andrzej Szlęzak.

Po wojnie majątek Lubomirskich w Charzewicach (teraz dzielnica Stalowej Woli) został zamieniony na PGR. Gdy po 1989 r. przyszedł czas wyrównywania rachunków, Lubomirscy nie przejawiali zbytniego zainteresowania ruiną pozostałą po niegdysiejszej rodowej wizytówce. Część dawnych zabudowań dworskich i kawałek pola trafiły się powiatowi sandomierskiemu, bo zajmowała je szkoła podległa tej jednostce administracji. Teraz 3 ha stały sie kością niezgody pomiędzy miastem Stalowa Wola i powiatem leżącym w sąsiednim województwie.

Miasto poczeka na przecenę
Prezydent Stalowej Woli przejął już większość majątku po Lubomirskich i chce w Charzewicach zrobić park nie gorszy od tego w podprzemyskich Bolestraszycach. Ma już plany jego rewitalizacji, ale ze względu na olbrzymie koszty odtworzenia, prace posuwają się powoli. Teraz mogą zostać całkowicie zatrzymane, gdyby znalazł się kupiec na hektary – głównie pod szkłem – przylegające do parku, jednakże w planach stanowiące całość z zadrzewioną i zabudowaną częścią. Były próby dogadania się obu samorządów, ale spełzły na niczym. W tej sytuacji Sandomierz wystawił swoją część poksiążęcej posiadłości na sprzedaż.

Powiat nie chce dużo, bo tylko 1,5 mln. zł, co za tak dużą działkę w granicach miasta, które prawie wcale nie ma już wolnych terenów, jest kwotą bardziej niż zachęcającą. Problemem dla ewentualnego nabywcy może być tylko miejski plan zagospodarowania, w którym byłe ogrody Lubomirskich muszą pozostać „terenami zielonymi” i póki przy władzy są obecni sternicy Stalowej Woli, nic w tych planach się nie zmieni. Gołym okiem widać, że miasto, na terenie którego leży działka, trzyma w kleszczach jej właściciela i czeka, aż ten opuści cenę do poziomu, który prezydent i radni uznają za właściwy. Jaki to jest poziom? – Pół miliona będzie w sam raz – odpowiada Szlęzak.
6 groszy za metr kwadratowy ziemi w granicach miasta, to byłaby dopiero okazja

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.