Po Słowacji trudno o pozytywy

Fot. MWMedia
Fot. MWMedia

PIŁKA NOŻNA. Dariusz Dziekanowski o przyczynach klęski ze Słowacją, meczach kadry futsalu w Krośnie, wizytach na Podkarpaciu i… lęku wysokości.

Były reprezentant Polski, Dariusz Dziekanowski, przy okazji Międzynarodowego Turnieju Futsalu w Krośnie, gościł w miniony weekend w naszym regionie. – Kiedyś bywałem tutaj częściej. Bardzo lubię Podkarpacie. Tutaj są bardzo mili i pozytywnie nastawieni do życia ludzie – przekonuje Dariusz Dziekanowski.

– Do Krosna dotarł pan chyba w nie najlepszym humorze, mając w pamięci piątkową klęskę biało-czerwonych w starciu ze Słowacją…
– Frustracja jest związana z tym, w jaki sposób przegraliśmy ten mecz. Zawodnicy się starali, ale po prostu umiejętności i sposób rozgrywania tego meczu był nie taki, jak powinien.

– Co mogło być przyczyną tak słabego występu podopiecznych Adama Nawałki?
– Wg mnie, mógł o tym zadecydować ogrom informacji, jakie piłkarze dostali od trenera Nawałki. To wszystko jest inaczej zorganizowane, trener postawił bardzo twarde warunki współpracy, bardzo wysokie wymagania co do reprezentantów, do tego doszło wiele debiutów. Przez trzy dni zgrupowania było duże napięcie, a w dniu meczu ono nieco spadło. Energia fizyczna i psychiczna nie była na takim poziomie, jak należy. Myślę jednak, że za wcześnie na ocenę kadry trenera Nawałki. Musimy jednak pamiętać, że to był mecz reprezentacji, wprawdzie towarzyski, ale zawsze reprezentacji. To są spotkania, które powinny wszystkich nas mobilizować, abyśmy byli w dobrych humorach. Niestety, nie jesteśmy. Przed meczem i na początku wszyscy byliśmy bardzo pozytywnie nastawieni, a potem przeżyliśmy duże rozczarowanie.

– Co zatem zrobiłby pan na miejscu trenera Nawałki, aby wtorkowy mecz z Irlandią w Poznaniu wyglądał zdecydowanie lepiej?
– Trener Nawałka na pewno wie, co trzeba zrobić. Musi on jednak pamiętać o tym, że każdy mecz reprezentacji jest ważny. Owszem, są mecze ważne i bardzo ważne, ale nie możemy zrobić takiego błędu, jak przed mistrzostwami Europy, kiedy daliśmy czas Franciszkowi Smudzie, a później okazało się tak naprawdę, że zawodnicy nie byli przygotowani do turnieju. Bardzo ważne, aby po każdym meczu, nawet w przypadku niekorzystnego wyniku, można było powiedzieć np., że dwóch, trzech zawodników zdało egzamin i nadaje się do tej kadry, że mimo mankamentów drużyny musimy znaleźć jakieś pozytyw. Po meczu ze Słowacją trudno o takowe.

– Jest pan w stanie sobie racjonalnie wytłumaczyć, że blisko 40-milionowy naród w środku Europy od lat nie może doczekać się reprezentacji, czy choćby drużyny klubowej na europejskim poziomie?
– Proszę zauważyć, że ten 40-miliowy naród jeszcze parę lat temu nie miał jednego stadionu z prawdziwego zdarzenia. Osobiście nie wierzyłem, że dożyję tego, że będziemy mieli takie obiekty, jak obecnie. Ale to się stało! Z poziomem sportowym jest nieco trudniej. Owszem, można sobie coś założyć, ale osiągnąć to jest o wiele trudniej niż np. wybudować stadiony. Co prawda widać młodzież, ale muszą być fachowcy, którzy będą ją szkolić. Cała „produkcja” piłkarzy musi bowiem zaczynać się w klubach. Musimy zatem szkolić trenerów i ludzi pracujących w klubach, gdyż to oni tworzą jakość polskiej piłki. A że w Polsce jest ogromny głód na piłkę, nie trzeba nikogo przekonywać. Świadczą o tym pełne trybuny na meczu we Wrocławiu czy ostatnie mistrzostwa Europy, gdzie fani nie tylko przychodzili na stadiony, ale tłumnie pojawiali się w strefach kibica. Jest zatem ogromna presja, aby zapełniać stadiony, a to będzie możliwe tylko wówczas, gdy będzie wynik. Trzymajmy kciuki, aby stało się to jak najszybciej.

– W Krośnie obejrzał pan mecze polskiej kadry futsalu. Co może pan powiedzieć o tej reprezentacji?
– Sporo dobrego. Taki wynik, jak chociażby 13-1 z tak egzotycznym rywalem jak Gibraltar dobrze świadczy o tych zawodnikach, którzy nie zwalniali tempa, gdy zbliżał się wynik dwucyfrowy. Ten rezultat nie był przypadkiem, bowiem w niedzielę pokonali mocniejszego rywala, jakim była Turcja i we wtorek zagrają o turniejowe zwycięstwo z Białorusią

– Często ma pan okazję bywać na Podkarpaciu?
– Kiedyś bywałem zdecydowanie częściej. Gdy miałem 7 lat, byłem w Lesku na swoim pierwszym zimowisku. Potem m.in. grałem mecze z Resovią w II lidze, jako trener także miałem możliwość rozegrania dwumeczu w Rzeszowie i Mielcu. Z chęcią przyjeżdżałbym tutaj częściej, ale nie mam na to czasu. Z racji tego, że mam lęk wysokości i przykładowo nie wyjdę na balkon na 3. piętrze, bo mi się kręci w głowie, takie góry jak Bieszczady bardzo by mi pasowały.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments