Pochowani za murem

Pamiętam tamten czas, kiedy przyszła informacja o śmierci Adama i chciałaby dożyć czasu, gdy będzie go można pochować - mówi Maria Mirecka-Loryś, siostra zamordowanego Adama Mireckiego.

NISKO, TARNOBRZEG, WARSZAWA. Rodziny pomordowanych bohaterów czekają na rozwiązanie ostatniej zagadki. Ci, którzy mają u nas swoje place, ulice i pomniki, będą wreszcie mieli swoje groby.

Zakończyły się prace ekshumacyjne w tzw. kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach. Trumny ze szczątkami 111. osób trafiły teraz na stołeczny Cmentarz Północny. Szkieletami zajęli się specjaliści od medycyny sądowej. Chodzi o identyfikacje. Jest wielka szansa, że wśród niewielkich trumien z surowych desek jest jedna, dwie, a może nawet trzy ze szczątkami bohaterów z Podkarpacia. Prawie pewne jest, że w jednej z trumien zawiera się tajemnica śmierci Adama Mireckiego, z podniżańskich Racławic. Inne mogą zawierać szczątki płk. Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora i ppłk. Łukasza Cieplińskiego.

Znana dzisiaj kwatera „Ł”, to fragment niegdysiejszej przycmentarnej łączki, na której kaci komunistycznej bezpieki zakopywali swoje ofiary. Zakopywani byli tam rozstrzelani w mokotowskim więzieniu 1948-55. Powinno tam być ok. 240 szkieletów. Odkopano tylko połowę z różnych powodów. M.in. takiego, że nad zbiorową bezimienną mogiłą leżą szczątki innych osób, a ich rodziny nie zgadzają się na rozkopywanie grobów. W niedalekim sąsiedztwie mogiły, która teraz była rozkopana, leży chociażby płk Julia Brystygierowa, w najciemniejszych latach 50. ub. wieku, szefowa V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

„Zaporę” ubrali w niemiecki mundur
- Mam już swoje lata i dlatego nie jechałam do Warszawy, a ze stolicy do mniej przyjechali ludzie z Instytutu Pamięci Narodowej, żeby pobrać próbki DNA – mówi 96-letnia Maria Mirecka-Loryś z Racławic k. Niska, siostra legendarnego żołnierza podziemia. – Nie mówili jeszcze, że odnaleźli szczątki Adama, ale ja jestem pewna, że w jednej z tych trumien są. Sześćdziesiąt lat trzeba było czekać.

Adam Mirecki po wojnie był żołnierzem antykomunistycznego podziemia. W 1952 r. za szpiegostwo został skazany na kare śmierci, a wyrok wykonano jesienią tamtego roku. W kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu ma pamiątkową tablicę, a na cmentarzu w rodzinnych Racławicach symboliczny grób.

Prawdopodobnie w tym miejscu niedługo spoczną szczątki bohatera, który kilka razy uciekał z niemieckich więzień, a zabili go polscy kaci. Na pochówek czeka też legendarny „Zapora”, który też został zabity za kratami mokotowskiej katowni. – Wujka do egzekucji specjalnie ubrali w nieniecki mundur, a po śmieci do dołu z jego ciałem wsypali więcej wapna, żeby nie można go było rozpoznać – słyszymy od Marii Frąszczak z Tarnobrzega, siostrzenicy Hieronima Dekutowskiego. – Kuzynka z Warszawy była przy ekshumacji na powązkowskiej „Łączce”. Mówiła, że były takie miejsca, prawie całkiem spalone, że tylko czaszki zostały. Po czaszce też będzie jednak można rozpoznać.

„Pług” włożył medalik do ust, ale poświęcony metal z ust mu wyjęli
Zapewne odkopane zostały, albo wkrótce zostaną, szczątki ppłk. Cieplińskiego, który dowodził rzeszowską AK, a po wojnie prezesował IV Komendzie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Jak inni skazani na śmierć, został zabity klasycznym katyńskim strzałem w tył głowy w Mokotowie, pierwszego marca 1951 r. Jeżeli zostaną rozpoznane szczątki zabitych przez UB po tej dacie, to stanie się bardziej niż pewne, że z dołu pod symbolicznym murem z symbolem Polski Walczącej, został też wydobyty szkielet bohaterskiego „Pługa”. Ciepliński zdawał sobie sprawę, że jego zwłoki po egzekucji zostaną ukryte. Krótko przed śmiercią miał powiedzieć do współwięźnia, że w chwili ostatniej włoży medalik do ust, przez co będzie mógł być rozpoznany. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wśród odkopanych szczątków, nie ma takich z medalikiem w okolicach szczęki. To jednak nie przesądza sprawy. Wyjaśni ją kod DNA.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.