Początek rewolucji

Według liderów opozycji cytowanych przez Reutersa, starcia demonstrantów z milicją zostały zaplanowane, by dać prezydentowi pretekst to wprowadzenia stanu wyjątkowego. Fot. PAP
Według liderów opozycji cytowanych przez Reutersa, starcia demonstrantów z milicją zostały zaplanowane, by dać prezydentowi pretekst to wprowadzenia stanu wyjątkowego. Fot. PAP

KIJÓW. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz wprowadzi stan wyjątkowy?

Prezydent Wiktor Janukowycz w niedzielę wieczorem zwołał naradę w swojej rezydencji pod Kijowem – doniosła rosyjska agencja ITAR-TASS. Według agencji, w poniedziałek na Ukrainie może być ogłoszony stan wyjątkowy. Prawdopodobnie objąłby tylko Kijów. Przed pałacem prezydenckim w Kijowie doszło w niedzielę do starć, które opozycja nazywa prowokacją. Demonstranci wtargnęli do siedziby Rady Miejskiej. Na ulice Kijowa mogło wyjść nawet pół miliona ludzi.

W niedzielę po południu w centrum Kijowa doszło do regularnej bitwy ulicznej między demonstrantami a milicją. Oddziały specjalne Berkut zaatakowały ludzi, którzy szturmowali siedzibę prezydenta Ukrainy, Wiktora Janukowycza.

Berkut użył granatów hukowych. Ludzie byli brutalnie bici, milicja użyła gazu łzawiącego. Demonstrujących wyparto z miejsca zdarzeń. Wśród wielu rannych był polski dziennikarz, Paweł Pieniążek. Młody mężczyzna dostał co najmniej 10 razy pałką milicyjną w głowę, mimo że pokazywał legitymację dziennikarską.

– Szturm na siedzibę prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza jest prowokacją zwolenników władz, opozycja nie ma z nim nic wspólnego i apeluje do ludzi, by odeszli z tego miejsca – oświadczyli przywódcy ukraińskiej opozycji. Zdaniem polityków opozycyjnych, w prowokacjach uczestniczą wynajęci przez władze dresiarze.

„Rewolucja”, „Wolność albo śmierć”
Demonstranci przybyli na Majdan rano ze wszystkich stron Ukrainy. Tłum mógł liczyć do nawet miliona osób. Ci, którzy pierwsi dotarli do celu, rozsunęli barierki i weszli na plac, nie zważając na zakaz sądu w Kijowie, który zabronił gromadzenia się w tym miejscu.

Połowa Majdanu była otwarta, ale demonstranci zajęli cały plac. Ludzie wdrapali się na stojący na Majdanie ciężki sprzęt, krzycząc: „Rewolucja”. Na jednym z transparentów widniało hasło: „Wolność albo śmierć”.

Kaczyński na Majdanie
Do demonstracji przyłączyli się także prezes PiS Jarosław Kaczyński i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Jacek Protasiewicz (PO). Obaj przemówili na wiecu i zapewnili o poparciu Polaków dla protestujących Ukraińców. Kaczyński wyraził nadzieję, że Ukraina będzie w przyszłości członkinią UE. Podkreślił, że „Europa będzie silniejsza, będzie więcej znaczyć, jeżeli Ukraina będzie członkiem Unii”. – Ale to, by być razem, a dziś razem, to znaczy być w Unii, oznacza także, że razem będą także nasze dwa wielkie narody: polski i ukraiński. To jest bardzo, bardzo ważne dla naszej przyszłości, dla przyszłości Polski, dla przyszłości Ukrainy – mówił szef PiS. Dodał, że właśnie w tym kierunku w swej polityce szedł jego brat prezydent Lech Kaczyński, który zginął w Smoleńsku. – Idziemy tą samą drogą i tą samą drogą będziemy iść dalej – oświadczył Kaczyński. Zebrani wokół demonstranci zaczęli krzyczeć: „Polsza!, Polsza!”.

Janukowyczowi nikt już tu nie ufa
– Do unijnego szczytu w Wilnie prezydent Janukowycz był osobą decyzyjną na Ukrainie. Dziś inicjatywa polityczna znajduje się już na Majdanie – powiedział europoseł PO Paweł Zalewski, który przebywa w Kijowie. – To jest początek rewolucji, do jakiej wzywali przywódcy opozycji. Tu są setki tysięcy ludzi. Początkowo myśleliśmy, że 200 tysięcy, potem podawano, że 300, 500, może nawet 600 tysięcy. To zmienia sytuację – mówił w Kijowie Zalewski.

Paweł Zalewski nie miał pewności, jaki scenariusz czeka Ukrainę. – Janukowyczowi nikt już tu nie ufa. Dziś możliwy jest strajk i majdany na całej Ukrainie. Janukowycz podda się tylko przed siłą i tę siłę opozycja chce pokazać – zakończył.

Brutalna milicja
W sobotę, tuż przed świtem, na plac wtargnęły oddziały specjalne Berkut, które rzuciły się na około tysiąc manifestantów, którzy pozostali tam na noc. Funkcjonariusze bili pałkami i kopali wszystkich nawet leżących i nieczyniących oporu. Rannych zostało kilkadziesiąt osób, w tym dwóch obywateli polskich.

Akcja Berkutu była brutalna. – Jestem w szoku, to ohydne brednie i kłamstwo – tak uczestnik kijowskich protestów Tomasz Piechal komentuje tłumaczenia ukraińskich służb o konieczności użycia przez nie siły podczas likwidacji protestu na Majdanie. – Nikt nie stawiał oporu, wszyscy byli absolutnie pokojowo nastawieni – dodał Polak. – Ludzie byli cali we krwi. Standardem była złamana ręka czy noga – powiedział Piechal. – Otrzymałem tylko cztery uderzenia pałką w głowę, ale udało mi się uciec – powiedział z przekąsem. – To, co się stało, było przerażające, brak mi słów. Interwencja wyglądała strasznie. Nie było żadnego ostrzeżenia czy powiadomienia, dlaczego oddziały się pojawiły – mówił.

TVN 24; TVP Info; Wpolityce.pl/ps

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
jasiek z Byczej Woli
jasiek z Byczej Woli
7 lat temu

i jeszcze pojechał tam w tą zadymę nasz prezes.Gdyby się jednak c coś złego wydarzyło -naród nie przeżyje kolejnego śledztwa Antoniego M a, tam się nie pieprzą i leja równo

sledik
sledik
7 lat temu

Prezes przezyje bo wzial ze soba „pancerny rozaniec” i „Kuloodporny Krzyz”.
Brzozy teraz mu nie straszne!