Pod znakiem kabaretu w Lesznie

ŻUŻEL. ENEA EKSTRALIGA. 75-0 w Lesznie. Pogrom w Toruniu. Gorzów i Tarnów za trzy punkty.

Nietypowo wygląda ekstraligowa tabela po niedzielnych (2.06) meczach. Nawet biorąc pod uwagę pewne zamieszanie wynikające z licznych w tym roku z uwagi na kapryśną pogodę zaległości. Unibax Toruń w 9 rozegranych meczach zgromadził 17 punktów. Drugi zespół w tabeli, Unia Leszno, 10. Przewaga lidera jest tym samym ogromna. Czy to tylko chwilowy stan, czy też taką przewagę torunianie utrzymają do mety zasadniczej części rozgrywek, okaże się już niebawem. Po raz kolejny też częściowo rozdającym karty w polskiej ENEA Ekstralidze okazał się turniej IMŚ Grand Prix. Po Cardiff niezdolni do jazdy z powodu odniesionych kontuzji byli Tai Woffinden i Andreas Jonsson. Słabszą dyspozycję niż zwykle zaprezentowali też Emil Sajfutdinow i Jarosław Hampel.

Niestety, nie odbyły się zawody w Lesznie. PGE Marma Rzeszów odmówiła udziału w meczu, motywując to złym stanem toru, mimo iż zarówno sędzia zawodów, jak i komisarz toru byli innego zdania. W tej sytuacji w 15 wyścigach brali udział tylko reprezentanci gospodarzy i w protokole meczowym został zapisany wynik 75:0, a przy nazwiskach wszystkich zawodników PGE Marmy od wyścigów I-XIII widnieją wykluczenia za niestawienie się na starcie w czasie 2 minut. Decyzje w tej sprawie podejmie zarząd ENEA Ekstraligi po wnikliwym jej rozpatrzeniu.

Pogrom beniaminka
W niedzielę, 2 czerwca, w meczu 10. rundy DMP, Unibax pokonał w Toruniu Lechmę Start Gniezno aż 62:28, zdobywając oczywiście punkt bonusowy (w Gnieźnie było 43:47). Tym razem trójkę liderów Unibaxu (zespół nadal jeździ z zetzetką za kontuzjowanego Darcy’ego Warda) – Holdera, Golloba i Miedzińskiego poważnie wsparł punktowo Paweł Przedpełski (12 pkt). Gnieźnianie przyjechali na Motoarenę jakby z góry skazując się na porażkę, w ich szeregach zabrakło bowiem i Antonio Lindbaecka, i Sebastiana Ułamka. Walkę z torunianami w tej sytuacji nawiązywał praktycznie tylko Matej Zagar, autor 9 punktów.

Wrocław bez lidera
W Częstochowie również goście – Betard Sparta Wrocław – przystępowali do meczu raczej bez wiary w zwycięstwo, skoro przyszło im startować bez swojego lidera, niezawodnego w tym roku i znajdującego się w życiowej dyspozycji, Taia Woffindena. Postawili jednak przed sobą zadanie zdobycia punktu bonusowego i to im się udało. Dospel CKM Włókniarz wygrał w stosunku 54:36 (we Wrocławiu uległ rywalom 32:58). Nie udało się zatem częstochowianom zrehabilitować za bardzo wysoką przegraną sprzed tygodnia, do czego miał drużynę poprowadzić nowy trener Grzegorz Dzikowski. Zabrakło zespołowi punktów dotąd niezawodnych Rosjan: Grigorija Łaguty (4) i Emila Sajfutdinowa (8), w tej sytuacji nawet zaskakująco dobra postawa Michaela Jensena (12) i Rafała Szombierskiego (11) na niewiele się zdała. Bonusa „upolował” niewątpliwie w głównej mierze zastępujący Woffindena Duńczyk Nicolai Klindt (11 pkt).

Gorzów za trzy
Po nieznacznej przegranej w Bydgoszczy powszechnie spodziewano się w Gorzowie odrobienia strat w postaci pewnej wygranej i bonusa. Tak też się stało. Stal pokonała bydgoszczan 52:38, jadąc nadal z zetzetką za Daniela Nermarka, a na torze brylowali jej liderzy, Niels Iversen (15 pkt w 6 startach) i Krzysztof Kasprzak (17). składywęgla.pl Polonii zabrakło punktów juniorów, którzy tak znakomicie spisali się w bydgoskim meczu tego duetu, a tym razem zdobyli tylko 4 pkt oraz wsparcia ze strony Hansa Andersena (5 pkt), który po niezłym początku sezonu ponownie „siadł” ze swoją dyspozycją.

Falubaz nawet bez bonusa
Srodze zawiedli się z kolei obserwatorzy meczu w Tarnowie, licząc na wyrównaną rywalizację pomiędzy Unią i Stelmetem Falubazem Zielona Góra. Tydzień temu w Zielonej Górze gospodarze byli górą 54:36. Teraz ich kibice byli niemal pewni, że bonus z Tarnowa uda się wywieźć. Nic z tego! Kiedy zabrakło kontuzjowanego Andreasa Jonssona, a w kiepskiej dyspozycji znajdował się tak pewny zwykle Jarosław Hampel, okazało się, że przejezdnym zabrakło armat, bo jedyny zawodnikiem nawiązującym walkę z gospodarzami był Piotr Protasiewicz. Unia triumfowała aż 58:32, czyli „za trzy”. W jej szeregach punktowali wszyscy, ale czy taka dyspozycja była jednorazowa, czy też oznacza powrót do formy z ub. roku, pokaże czas.

Opr. mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.