Podkarpacki Wrzesień

Na rzeszowskim Starym Cmentarzu można odnaleźć groby osób zabitych w czasie bombardowania miasta w początkach września 1939 r.

72. rocznica wybuchu II wojny światowej.

“Szły armie szybsze niźli polski piechur, bomby waliły w kolejowe węzły, płonęły miasta, rzucane w pośpiechu” – pisał w jednym ze swoich wierszy Władysław Broniewski. To tragiczny opis tamtych strasznych dni, gdy błyskawicznym uderzeniem Niemcy w kilka tygodni zdołali opanować miasto.

Areną wrześniowych walk stało się również obecne Podkarpacie. Nad rzeszowskim niebem niemieckie samoloty pojawiły się już 1 września. Ze strategicznego punktu widzenia nasz region był bardzo istotny. Tu znajdowały się przecież zakłady tworzone w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego pracujące na rzecz przemysłu zbrojeniowego. Na rzeszowskiej WSK pracowało zresztą sporo Niemców, którzy nie okazali się lojalni wobec państwa polskiego. Z zachowanych wspomnień z tamtych dni wynika, że wkraczające wojska niemieckie witane były hitlerowskimi flagami wywieszonymi na blokach zbudowanych dla pracowników WSK.

Na Starym Cmentarzu w Rzeszowie odnaleźć można groby ofiar bombardowań niemieckich. W jednym grobie leżą m.in. trzy osoby, które zginęły jednego dnia – 7 września 1939 roku. Obok nich w jednej wspólnej mogile spoczywają inne ofiary, zarówno te z 1939 roku, jak i 1944 roku, gdy Rzeszów wyzwalano.

Odwrót na Wschód

Rzeszów padł wcześnie – 9 września. Losy kampanii wrześniowej były już jednak przesądzone. Polacy przegrali bitwę graniczną. Niemcy parli do przodu Zachodni sojusznicy, mimo że 3 września wypowiedzieli wojnę Niemcom, nie byli skorzy do walki. Wiosna 1940 roku pokazała zresztą, że nawet nie byli do niej przygotowani. Obecna stolica Podkarpacia praktycznie nie była broniona. Do utarczek doszło jedynie na linii Wisłoka w czasie osłaniania odwrotu wojsk idących w kierunku Lwowa.

Jednym z bardziej znanych epizodów walk na Podkarpaciu jest bój o Kolbuszową i jej okolice, który według niektórych źródeł trwał dwa dni – 8 i 9 września. Żołnierze 4. krakowskiego batalionu fortecznego stawili opór 2. niemieckiej Dywizji Pancernej. Pierwszy atak wrogich czołgów załamał się w ogniu polskiej artylerii i karabinów maszynowych. Jednak po dwóch godzinach walki Polacy w obliczu przeważających sił wroga musieli wycofać się w kierunku pobliskiej wsi Zarębki.

Według świadków, cała Kolbuszowa ogarnięta była ogniem. Po wkroczeniu wojsk niemieckich udało się zdobyć ich zgodę na uroczyste pochowanie zabitych zarówno cywilów, jak i żołnierzy. Swych poległych Niemcy zabrali od razu po bitwie. Ustalona przez laty imienna lista poległych w walkach o Kolbuszową  liczy około sześćdziesięciu osób. Straty polskie były jednak być wyższe. Prawdopodobnie w okolicach niewielkiego wóczas miasta zginęło co najmniej 120 polskich żołnierzy. Z batalionu broniącego miasta pozostała zaledwie połowa pierwotnego stanu. Pozostali albo zginęli, albo zaginęli bez wieści, albo też rozproszyli się.

Wojna polsko-słowacka

Na obecnym Podkarpaciu nie doszło do poważniejszych bitew. Mało znanym epizodem jest udział w kampanii wojsk formalnie niepodległego, ale zależnego od Niemiec państwa słowackiego. Słowacy uderzyli od południa na Duklę i Krempną. Walki okupione stosunkowo małymi stratami po obu stronach trwały do 8 września.

Ciekawostką jest fakt, że Słowacja była jedynym krajem, który oficjalnie wypowiedział Polsce wojnę. Nie uczyniły tego ani Niemcy, ani Związek Radziecki, atakując bez uprzedzenia. W niektórych źródłach historycznych możemy znaleźć też nie do końca do dzisiaj zbadaną sprawę bratobójczego starcia między żołnierzami Legionu Czechosłowackiego formowanego w Polsce a oddziałami słowackimi. Po obu stronach miało zginąć po kilku żołnierzy.

W działaniach odwrotowych mających na celu opóźnienie pochodu wojsk niemieckich uczestniczyła 10. Brygada Kawalerii generała Stanisława Maczka, pierwsza polska jednostka zmotoryzowana, której żołnierzy Niemcy później nazwali “czarnymi diabłami”, od koloru beretów i wyjątkowej zaciekłości w bojach. “Maczkowcy”, osłaniając odwrót Armii Kraków i Armii Karpaty, zadali poważne straty XXII Korpusowi Pancernemu w bitwach pod Jordanowem, Wiśniczem, Rzeszowem i Łańcutem. Później walczyli w obronie Lwowa, zaś 18 września, po wejściu na wschodnie tereny Polski wojsk sowieckich, przekroczyli granicę węgierską.

Zemsta za Wrzesień?

Ciekawy, aczkolwiek mało znany i przemilczany przez polskich historyków jest pewien epizod związany z żołnierzami generała Maczka. Ta jednostka, jako jedna z nielicznych, przedostała się na Węgry i później przeszła cały szlak bojowy polskiej armii na uchodźtwie. Jest to nie wyjaśniona do końca, czarna karta w historii polskiego oręża, ale warta przypomnienia ze względów historycznych.

W 1944 roku Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka walczyła we Francji. Według relacji amerykańskiego kapitana (zawartej w książce “Citizen Soldiers” Stephena Ambrose’a), który miał przejąć od polskich pancerniaków 1,5 tysiąca niemieckich jeńców wziętych do niewoli w czasie bitwy pod Falaise, do punktu zbornego dotarło tylko dwustu hitlerowskich żołnierzy. Co się stało z tymi, którzy “zniknęli”?

Według nielicznych polskich źródeł, okazało się, że wzięci do niewoli Niemcy służyli w jednostce, która w 1939 roku uczestniczyła w Kampanii Wrześniowej i toczyła potyczki z żołnierzami Maczka. Polscy żołnierze, świadomi hitlerowskich okrucieństw, nie mogli powstrzymać żądzy odwetu. Sprawdzali każdemu wziętemu do niewoli książeczki wojskowe z zanotowanym przebiegiem służby. “Znikali” ci, którzy byli weteranami walk w Polsce. Według jednych historyków, tych dwustu ocalało tylko dlatego, że Polakom zabrakło amunicji. Według innych, dlatego, że nie służyli w armii w 1939 roku. To jeden z przemilczanych epizodów II wojny światowej. Ale sami Niemcy powtarzali, że zwycięzców się nie sądzi. Pod Falaise zwycięzcami byli Polacy…

Szymon Jakubowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.