Podniecało go podpalanie

4. Całość szkód spowodowanych przez podpalenia dokonane przez Łukasza P. wyceniono na ponad 644 tysiące złotych. Fot. B. Myśliwiec

Ogień w rękach podpalacza to niebezpieczeństwo, przed którym nie ma ucieczki. Nie wiadomo gdzie i kiedy buchną płomienie i gdzie zawyją syreny

- Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie – śpiewali mieszkańcy Wrzaw podczas ostatnich obchodów Bożego Ciała i mieli nadzieję, że horror, który przeżyli rok temu nigdy się już nie powtórzy, bo choć mamy XXI wiek pożary nadal pozostawiają zgliszcza i trawią majątki, na które pracowały całe rodziny.

O tym jak trudno było zasnąć, gdy po wsi grasował podpalacz. Jak ciężko było ufać ludziom, których znało się od lat i jak łatwo dać się zastraszyć, gdy nie wiadomo skąd przyjdzie niebezpieczeństwo od kilku tygodni opowiadają mieszkańcy wsi Wrzawy przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu. To w ich miejscowości na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do serii podpaleń, które zburzyły spokój na wiele lat.

Wieś w ogniu
Wrzawy to piękna miejscowość, w której do dziś hoduje się wiele koni, krów, wzdłuż kilku dróg krzyżujących się stoi kilkaset domów, a wokół rozpościerają się malownicze łąki i jeziora. Raj na ziemi można powiedzieć, przejeżdżając koło zadbanych posesji. Cisza, spokój, blisko stąd do Tarnobrzega, Stalowej Woli i Sandomierza, ale sama wieś żyje swoim powolnym rytmem, który wyznacza przede wszystkim natura.

Ten spokój raz na zawsze zmąciły jednak pożary. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat ogień w różnych, niewytłumaczalnych sytuacjach wybuchał kilkanaście razy. Pożary niszczyły łąki, wiklinę, kółko rolnicze,  ogień kilka razy wybuchał na posesji mieszczącej skup owoców. Płonęły także budynki gospodarcze.

Za każdym razem, gdy w stronę Wrzaw pędziły wozy strażackie, mieszkańcy wsiadali na rowery lub biegli, by zobaczyć “działo” piromana, każdemu takiemu zgromadzeniu towarzyszyło pytanie: kto następny?

Jutro znów zawyją syreny
Od pierwszych zdarzeń po wsi zaczęły krążyć plotki, że pożary nie są dziełem przypadku, ale że ktoś jest za nie odpowiedzialny. Podczas procesu, który toczy się od kilku tygodni można usłyszeć, że bardzo szybko wśród podejrzanych o podpalenia zaczęło powtarzać się jedno nazwisko. Według wielu świadków Łukasz P. nie był zresztą w stanie ukryć radości jaką sprawiało mu podpalanie i chętnie wśród osób, którym ufał opowiadał o tym, jak przygotowywał się do podpaleń i jak one przebiegały. Z czasem nabrał takiej pewności siebie, że zdradzał nawet, że szykuje następną akcję.

Podpalał z tatuażem yakuzy
- Byłem świadkiem rozmowy oskarżonego z moimi ciotecznymi braćmi. Mówił o podpaleniu jednego z obiektów. Szczegółowo opisywał, jak zabrał rower, którędy jechał. Gdzie podłożył ogień. Mówił, że nie spodziewał się, że tak szybko się rozprzestrzeni. Był tak podekscytowany tym, co mówił, że było to wręcz dziwne. Podniecał się tym co zrobił. Skakał, upadał na ziemię. Pokazywał jak przeskakiwał przez płot, jak się ukrywał, jak tarzał. Opisał, którędy wracał, że widział jadące w stronę pożaru wozy strażackie. Miał tego dnia narysowany na ręce niby tatuaż – znak japońskiej mafii yakuzy. Mówił, że się nią interesuje, że chciałby dostać się do mafii. “Robić większe rzeczy”. Gdy to opowiadał był bardzo pobudzony, dopiero, gdy mnie zobaczył od razu się uspokoił i stał się jakby innym człowiekiem – mówił jeden ze świadków.

Niewytłumaczalne zachowania
Przed tarnobrzeskim sądem przesłuchanych zostało już kilkudziesięciu świadków. Niektórzy bardzo szczegółowo potwierdzają zebrane w okresie przygotowawczym do procesu informacje dotyczące tego, co mówił i jak się zachowywał 21-letni Łukasz P. w okresie, gdy wsią wstrząsały kolejne pożary. Wielu mówi, że nie pamięta wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Niewykluczone, że boją się zeznawać przeciwko oskarżonemu o podpalenia, bo jak wynika z dowodów jest on osobą bardzo niebezpieczną i zdolną do strasznych czynów.

Szokujące fakty z życia mężczyzny dotyczą jednak nie tylko jego zafascynowania ogniem, wybuchami i zorganizowanymi grupami przestępczymi. Mężczyzna zdaniem świadków ma także zaburzenia seksualności. Przytaczają sytuacje, kiedy to 21-latek obnażał się przed miejscowym sklepem, masturbował, a nawet wkładał sobie przy świadkach butelkę z piwem do odbytu, a potem z niej pił. Miał także chory stosunek do zwierząt. Według świadków wrzucił kiedyś kota do rozdrabniarki. Padły także informacje, że współżył z psem.

Niewinny i zaszczuty
Zarys osobowości oskarżonego bardzo trudny jest do rozgryzienia. Nie miał on poprawnych relacji z kobietami, nie lubi towarzystwa innych osób niż swoi rodzice. Świadkowie określają go jako osobę dziwną, chorą psychicznie, nienormalną i niebezpieczną.

Sam oskarżony nie przyznaje się do zarzucanych mu podpaleń. Murem za 21-latkiem stoją także rodzice, którzy starają się przekonać wszystkich, że oskarżenia kierowane wobec ich jedynaka to stek kłamstw, i cała ich rodzina przez relacjonowanie procesu w mediach jest teraz napiętnowana przez miejscową społeczność.

Od zatrzymania nie ma pożarów
Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu oskarżyła Łukasza P. o to, że w sierpniu 2011 w Gorzycach podpalił wózki dziecięce stojące w klatkach, w okresie od 28 października do 6 sierpnia 2011 we Wrzawach z góry powziętym zamiarem dokonał zniszczenia mienia poprzez podpalenie wywołując szkody o wartości ponad 644 tysięcy złotych, a także, że w dniu 8 lutego br. uciekł z konwoju policji. Akt oskarżenia zawierał także oskarżenie o to, że 21-latek podłożył atrapę bomby pod kościół we Wrzawach i groził proboszczowi zniszczeniem mienia, ale kapłan przez rozpoczęciem procesu wycofał wniosek o ściganie mężczyzny. W przeszłości mieszaniec Wrzaw był oskarżony o fałszywy alarm bombowy w szkole w Gorzycach.

Oskarżony Łukasz P. jest tymczasowo aresztowany od dnia 19 sierpnia 2011 roku. Od tamtej pory we Wrzawach nie wybuchają już pożary, a mieszkańcy znów uczą się zasypiać spokojnie.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.