Podpalali, by gasić?

W 2012 roku na terenie Sokolnik wybuchło 51 pożarów łąk i lasów. Nie dziwiłby ten fakt, gdyby nie porównano statystyk do roku wcześniejszego, gdzie odnotowano jedynie 9 pożarów. Fot. Bogdan Myśliwiec

W 2012 roku na terenie Sokolnik wybuchło 51 pożarów łąk i lasów. Nie dziwiłby ten fakt, gdyby nie porównano statystyk do roku wcześniejszego, gdzie odnotowano jedynie 9 pożarów. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu sprawdzi szokujące przypuszczenia w sprawie strażaków – ochotników.

Gaszenie wiosennych pożarów łąk łatwym źródłem dochodu? Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie wyjątkowo dużej liczby pożarów, do których wzywani byli strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Sokolnikach koło Tarnobrzega.

O bulwersującej sprawie druhów z OSP Sokolniki mowa była na ostatniej sesji Rady Gminy Gorzyce.

- Sprawa dotyczy minionego roku. My jedynie skierowaliśmy pismo do policji i prokuratury z zawiadomieniem, że w miejscowości Sokolniki wzrosła liczba pożarów – mówi Adam Zygmunt, zastępca komendanta miejskiego PSP w Tarnobrzegu. – Nie sugerowaliśmy, że za tym mogą stać strażacy. To policja wytypowała konkretne osoby.

Czy był powód do niepokoju? Jak wynika ze strażackich statystyk, w 2011 roku na terenie Sokolnik odnotowano jedynie 9 pożarów łąk i lasów. W ubiegłym roku było ich aż… 51.

Próby ustalenia sprawców podpaleń trwają od połowy 2012 roku. Dlaczego jednak ochotnicy mieliby podpalać łąki, które później mieli gasić? Odpowiedź prostsza jest, niż się wydaje. Za każdą godzinę spędzoną podczas akcji gaszenia pożaru ochotnicy otrzymują od 12 do 14 zł na rękę. Gaszenie pożarów w ich przypadku mogło się więc stać łatwym źródłem dochodu szczególnie, jeśli przemnoży się te kwoty razy liczbę wyjazdów.

Szokujące przypuszczenia ma sprawdzić prokuratura. Dotychczas na terenie KMP w Tarnobrzegu nie odnotowano celowego wzniecania pożarów przez ochotników. W obronie strażaków staje także prezes OSP Sokolniki, Zbigniew Baran. Szef strażackiej braci twierdzi, że o sprawie jedynie słyszał. Sam nie był przesłuchiwany, za to wie, że przesłuchiwano osoby, które zgłaszały pożary. Prezes zarzeka się, że na tysiąc procent jego strażacy pożarów nie wzniecali.

- Nie mieści mi się to w głowie. To są ludzie, którzy normalnie pracują, a swój wolny czas poświęcają na pomoc innym, na ratowanie ich dobytku czy zdrowia – mówi Zbigniew Baran.

Śledztwo w sprawie podpaleń prowadzone jest na obecnym etapie w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.