Podróż Harmonii i Współpracy

Delegacja stalowowolskich związkowców w centrali Guangxi LiuGong Machinery. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Wylecieli jako zwykli związkowcy, wrócili w glorii prawdziwych bohaterów. W Chinach nie ma obozów pracy, jest tylko praca lepiej zorganizowana.

Kilkunastoosobowa delegacja związków zawodowych z LiuGong Machinery Poland wróciła z wyprawy do Chin. Wyjazd zasponsorował chiński właściciel części cywilnej Huty Stalowa Wola. Związkowcy długo zastanawiali się nad propozycją wyjazdu do Kraju Środka, aż ulegli i z wizyty są zadowoleni. Ich gospodarze też. – Bo lepiej raz zobaczyć, niż sto razy usłyszeć – chińską maksymą podsumował kilka dni w Chinach Tan Zuozhou, wiceprezes LMP.

Chińczycy ponad rok zapraszali związkowców do siebie, by zobaczyli, że „nie taki diabeł straszny”. Ci bali się, że wizyta taka zostanie źle odebrana przez załogę, która oczekiwała na dobry pakiet socjalny ze strony kupującego połowę Huty. Gdy pakiet został podpisany i transakcja kupna doszła do skutku, delegaci załogi przyjęli zaproszenia.

W 10 lat podnieśli produkcję stokrotnie
Ośmiodniowa wyprawa reprezentantów pięciu związków została przez jej organizatorów nazwana „Podróżą Harmonii i Współpracy”. Chińczycy mają wszystko poukładane, więc podróż podzielili na trzy etapy: związkowy, wydajności i kulturowy. Na pierwszym stalowowolanie spotkali się z szefostwem związków działających w Guangxi Liugong Machinery. – Ich związki przypominają nasze sprzed 1980 r. – zauważył Henryk Szostak, szef „S” w HSW. Prawdziwe przetarcie oczu miało miejsce na drugim etapie. Chińczycy pokazali im jeden ze swoich zakładów, który powstał 10 lat temu i na początku produkował 23 ładowarki rocznie. Teraz z linii schodzi ich 3 tys., czyli dziesięć razy więcej niż w Stalowej Woli. – Moglibyśmy tam produkować więcej, ale na razie mamy tylko takie zapotrzebowanie – wyjaśnia Yubo Hou, zastępca prezesa LMP.

Czy takie tempo produkcji wytrzymają stalowowolscy pracownicy chińskiego giganta? Nowy właściciel jest zadowolony z załogi, bo w maju firma kpiona trzy miesiące wcześniej, zaczęła już zarabiać. Nad Sanem nie będzie chińskiego tempa, ale większa dyscyplina pracy na pewno. O dyscyplinie za Chińskim Murem, mówił dla jednego z lokalnych tygodników Mariusz Kunysz, przewodniczący ZZ Pracowników HSW: – Nie widzieliśmy w Chinach obozów pracy. Tam po prostu wszystko jest dobrze zorganizowane. Każdy wie, co ma robić, nie zarabiają dużo, ale nikt nie narzeka. Zupełnie odwrotnie niż u nas.

Z Muru zeszli całkiem inni
Nowi właściciele największego polskiego producenta maszyn budowlanych nie omieszkali zawieźć związkowców na stadion olimpijski w Pekinie, do Zakazanego Miasta i na Wielki Mur Chiński. To był kulturowy etap podróży. Z dumą pokazywali na konferencji prasowej zdjęcie stalowowolan na Murze, przytaczając słowa Mao Zedonga, że „ci, którzy nie byli na Wielkim Murze Chińskim, nie są prawdziwymi bohaterami”.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.