Podwójny sukces Sokoła

NETO SOKÓŁ ŁAŃCUT – SPÓJNIA STARGARD SZCZECIŃSKI. Ekipa Dariusza Kaszowskiego jako pierwsza w tym sezonie znalazła sposób na pokonanie Spójni.

To był niezwykle udany weekend dla ekipy Dariusza Kaszowskiego. W piątek Sokół pozyskał nowego sponsora, dzień później przy komplecie publiczności ograł niepokonaną do tej pory Spójnię Stargard Szczeciński i nadal przewodzi I-ligowej stawce.

Goście mieli w ręku wszystkie atuty, jakie były im potrzebne do zwycięstwa w Łańcucie. Górowali przede wszystkim warunkami fizycznymi, gdzie na pierwszy plan wysuwały się dwa „wieżowce” Spójni: Wiktor Grudziński (208 cm) i Łukasz Bodych (201 cm). Na ich tle wysocy Sokoła (Klima i Dubiel) wyglądali jak… chucherka. Na domiar złego trener Dariusz Kaszowski nie mógł w sobotę skorzystać z usług Marcela Wilczka. – Marcel delikatnie trenuje, ale jeszcze nie wyleczył do końca kontuzji. Gra układała na się dobrze, więc nie było sensu ryzykować, wpuszczając go na parkiet – wyjaśniał opiekun Sokoła.

Szurlej show
To jednak nie centymetry zaważyły o zwycięstwie. Wspomniani Klima i Dubiel bili na głowę swoich rywali. Braki fizyczne nadrabiali niesamowitą wolą walki, szybkością i sprytem. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził znakomicie dysponowany w sobotę Jaromir Szurlej, który grał… z kontuzją pleców. – Jarek pokazuje naprawdę duże możliwości. Z sezonu na sezon ten chłopak robi stałe postępy. I to nie jest tak, że to jest jego pierwszy i jedyny tak dobry mecz – komplementował swojego rozgrywającego trener Sokoła. – Przyjeżdżając do Łańcuta dobrze wiedzieliśmy, że Sokół to bardzo dobry zespół. To dosyć nietypowy i bardzo niewygodny dla nas rywal, bowiem gra stosunkowo niskim składem. Przez trzy kwarty byliśmy lepszym zespołem, jednak w czwartej Sokół pogrążył nas rzutami z dystansu i zasłużenie wygrał. My popełnialiśmy głupie straty w ataku. Nie potrafiliśmy także wykorzystać faktu, że wysocy gracze Sokoła mieli po 4 faule. To właśnie Klima i Dubiel byli kluczowymi zawodnikami rywalai należało ich jak najszybciej wyeliminować – analizował sobotnie starcie kapitan Spójni, Wiktor Grudziński.

Przespali drugą kwartę
Łańcucianie po znakomitym początku (15:6), w dalszej części pierwszej kwarty spuścili nieco z tonu, ale i tak po 10 minutach prowadzili 19:13. Kolejne 10 minut to bez wątpienia najsłabszy okres gry Sokoła w tym meczu. Miejscowym nie wychodziło praktycznie nic. Szczelna obrona rywala sprawiła, że gospodarze zmuszeni byli rzucać z dystansu, a że czyli to fatalnie (w pierwszej połowie tylko 10 proc. w rzutach za 3 punkty – przyp. red.), w drugiej kwarcie zdobyli zaledwie 9 “oczek”. Po długiej przerwie zobaczyliśmy odmieniony Sokół. Miejscowym nie przeszkodził nawet fakt, że na początku ostatniej kwarty Maciej Klima i Bartosz Dubiel mieli już na swoim koncie po 4 faule. Obaj dotrwali jednak do końcowej syreny, a ostatnie dwie akcje Sokoła zakończyli efektownymi wsadami.

 

NETO SOKÓŁ – SPÓJNIA
69:56
(19:13, 7:21, 21:9, 22:13)

NETO SOKÓŁ: Hałas 9 (1×3), Szurlej 15, Dubiel 12, Klima 17 (2×3), Pisarczyk 2 oraz Fortuna 14 (3×3), Chromicz 0, Bogdanowicz 0.

SPÓJNIA: Ochońko 10 (1×3), Parzych 5 (1×3), Wójcik 0, Bodych 5, Grudziński 4 oraz Kalinowski 6, Soczewski 0, Pabian 17 (1×3), Stępień 9 (1×3).

Sędziowali: A. Walczak, A. Bartocha, J. Piróg. Widzów 800.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.