Pojechać na Euro

SIATKÓWKA. Dwumecz z Francją w Ostrowcu Świętokrzyskim pokazał, że trener Andrea Anastasi nie zmierza traktować Mateusza Mikę jak pierwszego kandydata do “odstrzału”.

Mateusz Mika debiut w reprezentacji Polski zaliczył przed rokiem podczas towarzyskich meczów z Francją rozgrywanych w Rzeszowie. Był to jednak mały symboliczny epizod. Przyjmujący Asseco Resovii w kolejnych towarzyskich pojedynkach z Trójkolorowymi dostał już więcej szans na pokazanie swoich umiejętności.

W czwartek w Ostrowcu Świętokrzyskim po raz pierwszy zagrał w drużynie prowadzonej przez Andreę Anastasiego i od razu prawie przez cały mecz. Jak sam przyznaje nie spodziewał się aż takiego zaufania ze strony selekcjonera. – Prawdę powiedziawszy, nie myślałem, że tak szybko wejdę na boisko. Ale to pewnie dlatego, że mecz źle się dla nas rozpoczął i trener szukał innych rozwiązań – mówi Mateusz Mika, który mimo, że miał najlepsze statystyki z polskich zawodników (48 proc skuteczności przyjęcia i 47 proc ataku) nie jest do końca zadowolony ze swojej postawy. – Było kilka piłek, które mogłem zagrać lepiej. Ale wiem co zrobiłem źle i jakie popełniłem błędy. Chwilami zabrakło mi zimnej głowy, doświadczenia. Szkoda tych błędów w obronie. Nie były one efektem braku zgrania z zespołem. To były moje pomyłki, bo stałem nie w tym miejscu, w którym powinienem. Po prostu nie realizowałem założeń taktycznych – opisuje przyjmujący Asseco Resovii.

Następca Gruszki?
Mateusz Mika często porównywany jest do Piotra Gruszki. – Czuję się zaszczycony, ale gdzie mi tam do Piotrka. On jest kimś w polskiej siatkówce, ja dopiero zaczynam karierę – mówi Mika, który podobnie jak kapitan polskiej reprezentacji pochodzi z Kęt i jest podobnego wzrostu co starszy kolega. Już wielu ekspertów uważa, że przyjmujący ekipy z Rzeszowa ma nie mniejszy talent. – Z tym talentem to się dopiero okaże. Bardzo chciałbym zdobyć tyle co Piotrek, ale mam dopiero 20 lat, a on jest trochę starszy. Jesteśmy krajanami i czuję z jego strony większe wsparcie podczas zgrupowania reprezentacji – mówi Mika, który przyznaje, że nie ma co wyciągać daleko idących wniosków po pierwszych meczach sparingowych z Francją. – Nie ma się co niepokoić. To był pierwszy nasz mecz po długiej przerwie i nie pokazaliśmy nawet połowy tego na co nas stać. Spokojnie, będzie lepiej – zapowiada Mateusz.

Oczekiwanie z drżeniem serca
W składzie reprezentacji Polski, która za trzy tygodnie wyjedzie na mistrzostwa Europy nie ma już wieloletniego reprezentanta Polski Michała Bąkiewicza. Niewiele osób spodziewało się, że trener Anastasi postawi właśnie na Mateusza Mikę, a nie na Bąkiewicza. – Nie mnie to oceniać. Walczyłem o to, żeby zostać w tej kadrze jak najdłużej i jeszcze w niej jestem – mówi 20-letni przyjmujący, który zdaje sobie sprawę, że trener Anastasi musi podziękować jeszcze dwóm zawodnikom ( na ME pojedzie czternastka). Czy na decyzję włoskiego szkoleniowca reprezentacji Polski zawodnik Asseco Resovii czeka z drżeniem serca? – Pewnie, że tak – odpowiada i dodaje. – Pracuję na treningach tak jak potrafię najlepiej, daję z siebie wszystko, a co ma być, to będzie. Mistrzostwa Europy z moim udziałem to byłaby piękna sprawa.

Talent musi grać
Od lat mówi się o Mice jako o wielkim talencie, ale w Asseco Resovii nie miał okazji na regularne granie i zazwyczaj obserwował mecz z kwadratu dla rezerwowych. – Wiele się nauczyłem podczas treningów, ale teraz chodzi o to, żeby te umiejętności przełożyć na mecze. Nie będę się rozwijał, jeśli nie będę grał – mówi Mika. Z regularnym graniem w podstawowym składzie może jednak w sezonie 2011/2012 być problem bo w klubie z Rzeszowa na przyjęciu są tacy zawodnicy jak: Olieg Achrem, Paul Lotman i Marko Bojić. – Wszystko zależy ode mnie. Jeśli zasłużę na grę, to będę grał. Jeśli będę słaby, siądę na ławce – kończy Mateusz Mika.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.