Pokonali San po raz piąty

Gdyby nie mocne ramię flisaka, marszałek Anna Kowalska przeszłaby flisacki chrzest na setkach świadków na nabrzeżu. Fot. Autor

ULANÓW. Przed Leżajskiem przeczekali wysoką falę na rzece, a do rodzinnego miasta „przywieźli” słoneczną pogodę. Pięciowiekowej tradycji stało się zadość.

Przy rytmach marsza granego przez muzykujących strażaków, w asyście mniej lub bardziej współczesnych jednostek pływających, trzytaflowa tratwa wpłynęła w sobotni wieczór do Ulanowa. Flisaków witały setki rodaków i gości przybyłych na Ogólnopolskie Dni Flisactwa. Z okazji święta retmani pozwolili wejść na tratwę nawet kobietom, co jest zwyczajowo surowo zabronione. Marszałek Anna Kowalska wkroczyła tak ochoczo, że omalże nie straciła buta, gdy jedna z tafli  zaczęła kryć się pod powierzchnią wody.

Jubileuszowy V Flis Szlakiem Błękitnego Sanu rozpoczął się w środę w Jarosławiu. Flisacy w Jarosławiu byli już kilka dni wcześniej, bo tratwę trzeba było zbić. Pnie sosen na tratwę podarował samorząd Ulanowa. Były wysezonowane, jeszcze z ubiegłego roku, więc pływanie zapowiadało się wyśmienicie.

Śrykowanie tratwy bywa niebezpieczne

- Jak zawsze pracę flisakom utrudniła aura – mówi Roman Pokora, członek zarządu Bractwa Św. Barbary z Ulanowa. – Gdy zbijaliśmy tratwę, w ciągu kilku dni woda w Sanie sporo opadła. Później zaczęła szybko przybierać. Zaczęły się ulewy i załoga stanęła przed dylematem: uciekać przed wielką falą, czy ją gdzieś przeczekać. Przeczekaliśmy i słońce w ostatni dzień flisu było za to nagrodą.

Prawie 50-metrową tratwą kierowali retamani Zdzisław Nikolas i Franciszek Kopyto. Mieli stosunkowo młodą załogę, w tym trzech nowicjuszy, którzy w trakcie tego flisu przeszli flisacki chrzest. Jak zawsze najtrudniejsze było śrykowanie tratwy, czyli unieruchomianie jej przy brzegu. Wysoka woda i przez to szybki nurt, czynią tę operację niebezpieczną. Łódź ma kotwicę, tratwa wielki drąg (śryk), który flisacy po prostu wbijają w dno rzeki. Czasami siła bezwładności tratwy jest taka, że grube bale pękają jak zapałki. Takie niebezpieczeństwo było przed samym Ulanowem. Tratwa została zatrzymana kilometr wyżej, a flisacy wzięli piły do ręki. Przycięli niektóre z bali do odpowiedniej długości i w promieniach zachodzącego słońca z fasonem przybili do ulanowskiego brzegu.

Przez Hiszpanię do Szczecina

Wejście kobiety na tratwę miało na flisaków ściągać nieszczęście, ale to było w czasach zabobonów. Teraz flisacy są odważniejsi i sami poprosili panią marszałek, by z tratwy ochrzciła nowy galar. A szczęście wodniakom z Ulanowa się przyda, bo w połowie wakacji wyruszą na Flis Odrzański. O ile zakończony „Euroflis 2012″ trwał cztery dni i tratwa pokonała ok. 80 km, to po granicznej Odrze do Szczecina flisacy będą płynąć kilka razy dłużej. Wcześniej wyjadą do Hiszpanii na międzynarodowy zjazd flisaków. Mogą liczyć na gorące przyjęcie, bo Hiszpanie walczą o główne trofeum z polsko-ukraińskiego Euro. A flisacy w sobotę mieli w planach pierwsze spokojne obejrzenie meczu naszej reprezentacji. Umęczyli się, by zobaczyć jak narodowa drużyna przegrywa. Ech, flisacza dola…

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.