Pół miliona złotych dla podpalonej synowej

15 lat pozbawienia wolności i 500 tysięcy złotych odszkodowania. Wyrok wysoki, ale, zdaniem rodziny pokrzywdzonej, „w miarę sprawiedliwy”. Fot. Bogdan Myśliwiec
15 lat pozbawienia wolności i 500 tysięcy złotych odszkodowania. Wyrok wysoki, ale, zdaniem rodziny pokrzywdzonej, „w miarę sprawiedliwy”. Fot. Bogdan Myśliwiec

SANDOMIERZ. Sąd Okręgowy w Kielcach wydał wyrok w bulwersującej sprawie 68-latka oskarżonego o podpalenie synowej.

Na 15 lat więzienia skazał we wtorek Sąd Okręgowy w Kielcach 68-letniego mieszkańca Sandomierza, któremu prokuratura zarzuciła, że oblał swoja synową łatwopalną substancją i podpalił. Sąd zdecydował także, że oskarżony musi zapłacić synowej 500 tysięcy zł odszkodowania i zadośćuczynienia.

We wtorek, 26 listopada, Sąd Okręgowy w Kielcach po kilkumiesięcznym procesie wydał wyrok w sprawie, która zbulwersowała nie tylko mieszkańców Sandomierza, ale i całą Polskę. Przedstawiciel oskarżyciela publicznego żądał dla mężczyzny 15 lat pozbawienia wolności i sąd przychylił się do tego wymiaru kary. Oprócz 15 lat więzienia, mężczyzna będzie musiał także zapłacić kobiecie 500 tys. zł zadośćuczynienia, a także ponad 7600 zł tytułem naprawy spowodowanych w trakcie pożaru szkód. Sąd nie zgodził się za to, aby Tadeusz P. mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia dopiero po 9 latach.

Konflikt po śmierci syna
Przypomnijmy, wydarzenia opisane aktem oskarżenia miały miejsce 19 marca ubiegłego roku. Jak wynika z ustaleń prokuratora, po godzinie 18 na jedno z sandomierskich osiedli wróciła z pracy w centrum 37-letnia kobieta. Sandomierzanka, która niespełna rok wcześniej owdowiała, mieszkała wraz z synami w domu teściów. Między nią a rodzicami zmarłego tragicznie w wypadku motocyklowym męża dochodziło jednak do konfliktów. Teściowie mieli pretensje o zyski z prowadzonego przez kobietę zakładu fryzjerskiego i nie mogli się pogodzić z tym, że po śmierci syna to synowa odziedziczyła po nim majątek rodzinny.

Makabryczny plan
Feralnego dnia 68-latek miał zaczaić się na kobietę w garażu. Zdaniem śledczych, gdy 37-latka wysiadała z samochodu, mężczyzna oblał ją łatwopalną substancją i podpalił. Pokrzywdzona próbowała uciekać, ale napastnik miał ją złapać, przycisnąć do ziemi i dusić zatykając jej usta. Żywą pochodnię zauważył sąsiad. Przybiegł z pomocą i wezwał pomoc. Nieprzytomna kobieta trafiła do szpitala. Przez 7 tygodni znajdował się w stanie śpiączki farmakologicznej. Dotychczas przeszła szereg operacji i czekają ją jeszcze kolejne zabiegi. Pani Katarzyna miała poparzone 47 procent ciała, w najgorszym stanie znajdowały się: głowa, klatka piersiowa, plecy i ręce kobiety.

Prokuratura oskarżyła teścia kobiety o usiłowanie zabójstwa. Ale od chwili zatrzymania mężczyzna nie przyznawał się do winy. W trakcie śledztwa i przewodu sądowego oskarżony zmieniał zeznania. Najpierw twierdził, że kobieta sama się podpaliła. Oskarżał synową o to, że była pijana, a ogień zajął jej twarz po tym, jak próbowała odpalić papierosa. Potem zaczęły pojawiać się kolejne wersje wydarzeń z 19 marca ub. roku. W tym taka, że pożar został wzniecony nieumyślnie po tym, jak wszedł z zapalniczką do garażu i niechcący stłukł spirytus.

On winny, pokrzywdzeni usatysfakcjonowani
Po tym, jak sąd uznał 68-latka winnym, matka pokrzywdzonej przyznała, że wyrok ten jest dla nich w miarę sprawiedliwy. – W miarę, bo i tak nie może on oddać tego, przez co córka przeszła – powiedziała matka kobiety.
Wyrok nie jest prawomocny.

Małgorzata Rokoszewska

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments