Polacy potrzebują zwolnić

Fot. Archiwum

Raport o życiu w pośpiechu.

Żyjemy w pośpiechu, nawet, gdy nie ma takiej konieczności – wynika z raportu TNS “Slow life i życie w pośpiechu”. Aż 48 proc. badanych mówi, że trudno im “oderwać się od bieżących spraw i obowiązków i zająć tym, na co mają ochotę” – nawet, jeśli mają na to czas.

Slow life jest przeciwieństwem życia w pośpiechu, w pogoni za posadami, pieniędzmi, modami, wrażeniami, gadżetami. Na Zachodzie zaczęło się od hasła nieśpiesznego jedzenia – slow food w przeciwieństwie do fast food, a potem hasło slow life objęło inne elementy życia i stylu życia.

W Polsce slow life jest jeszcze mało popularne, ale jak pokazuje badanie TNS Polska, jest na nie spore zapotrzebowanie. 62 proc. badanych odpowiada twierdząco na pytanie, czy mają wrażenie, że żyją w pośpiechu. 37 proc. odpowiada, że nie, a jedynie 1 proc. nie potrafi udzielić odpowiedzi. Pośpiech nierozerwalnie łączy się z pracą i stresem. 53 proc. badanych przyznaje, że „czasem ma wrażenie, że to, co robi w pracy, robi w nerwach, a zrobiłoby równie dobrze bez pośpiechu”. Aż 48 proc. dodaje, że trudno im “oderwać się od bieżących spraw i obowiązków i zająć się tym, na co mają ochotę” – nawet jeśli mają czas.

Nie ma więc wątpliwości, że Polacy są nacją żyjącą w pośpiechu, a poważna część społeczeństwa wpędziła się w taki stan, że śpieszy się bez realnej potrzeby. Przykładem takiej sytuacji może być jedzenie – czynność, która ze zdrowotnego punktu widzenia powinna być wolna od pośpiechu.

Zwykle lub częściej bez pośpiechu je w ciągu dnia połowa ankietowanych (48 proc.). Druga połowa przyznaje, że je “jak wypadnie”, a aż 17 proc. “stara się zjeść jak najszybciej”. Aż 55 proc. spośród badanych, którzy śpieszą się podczas jedzenia przyznaje, że właściwie nie musi się śpieszyć i mogłoby zjeść spokojnie. Trudno o lepszy wskaźnik niekoniecznego życia w pośpiechu.

PAP Life

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.