Policja odnalazła parę nastolatków

Zdjęcie z kamery pod Miejskim Domem Kultury w Stalowej Woli. W ub. poniedziałek o godz. 12.12 Wiktoria była widziana ostatni raz. Fot. Archiwum

STALOWA WOLA. Szukali ich policjanci w kilku województwach, których wspierał detektyw Rutkowski. Na ulicach wypatrywały ich oczy tysięcy ludzi, a oni jechali przez Polskę, by „poukładać sobie w głowie kilka rzeczy”.

W policyjnej komendzie w Gdyni skończyła się wielka podróż Wiktorii i Wojtka. Dzieci są całe i zdrowe. Nie można tego powiedzieć o rodzicach, którzy ucieczkę swoich pociech przepłacili bliznami na zdrowiu. Po tygodniu od wyjścia, młodzi stalowowolanie wrócą do swoich domów. Ich bliscy są szczęśliwi, a policjanci dumni, bo sprawili się jak należy. – Dziękuję wszystkim, którzy pomogli w odnalezieniu córki. Jesteśmy przeszczęśliwi! – mówił ojciec Wiktorii, gdy w sobotę w nocy ruszał samochodem do Gdyni.

Najpierw jednak było załamanie. W ub. poniedziałek Wiktoria nie wróciła po szkole do domu. Zostawiła list, który nie pozostawiał złudzeń. Napisała w nim, że wróci, ale musi kilka spraw przemyśleć i poukładać sobie w głowie kilka rzeczy”.

Przy tych temperaturach nie ma żartów

Te słowa są chyba największą zagadką ucieczki, bo 12-letnia Wiktoria, córka dobrze sytuowanych rodziców na stanowiskach, szkolna prymuska nie miała powodów – przynajmniej zdaniem otoczenia – by coś układać, bo w tym wieku robią to jeszcze za nią rodzice. Pierwszą rzeczą, po jaką sięgnęli zawiadomieni o zaginięciu policjanci, był osobisty komputer nastolatki. Wystarczyło kilka kliknięć, by trafić na ślad 15-letniego Wojtka. Jego też nie było w domu. Oboje poznali się na Facebooku, znaleźli nić porozumienia i postanowili zakosztować wielkiej przygody. Teraz policjnci krok, po kroku ustalają jej szlak.

Takie ucieczki nie są czymś nadzwyczajnym. Niezwyczajna i godna wielkiego ukłonu, była reakcja rodziców Wiktorii. Nie kryli się ze swoim nieszczęściem przed sąsiadami, tylko rzucili wszystko a jedną szalę. Zdjęcia zaginionej córki znalazły się na większości portali społecznościowych. W Stalowej Woli, a potem miastach, gdzie zaginieni byli widziani, pojawiały się plakaty z podobiznami. Wiktoria i Wojtek patrzyli na przechodzących z ulicznych telebimów. W sukurs rodzicom poszli dziennikarze z prawie wszystkich polskich gazet. Razem z policantami tropili zagubionych nastolatków, a z nimi czytelnicy i widzowie. Siostra Wiktorii wystąpiła z apelem w TVN, a w pewnym momencie rodzice zaangażowali słynnego Krzyztofa Rutkowskiego.

- Nie było żartów – mówi asp. szt. Andrzej Walczyna, oficer prasowy policji w Stalowej Woli. – Takie ucieczki w okresie letnim nie budzą wielkich emocji, ale teraz temperatury są zagrożeniem dla życia dorosłych, a tu przecież mamy do czynienia z jeszcze dziećmi.

Z Lublina pojechali nad morze

To dlatego w komendzie w Rzeszowie powołano grupę celową do poszukiwań dwójki zaginionych. Początkowy trop prowadził do Krakowa, gdzie studiuje siostra Wiktorii. Młodzi uciekinierzy byli jednak sprytniejsi. Zostali dostrzeżeni przez kamerę w jednym z hipermarketów w Lublinie. Tam policjanci przeczesywali głównie okolice Zalewu Zemborzyckiego, bo mieli wiarygodny sygnał. Nic z tego. Potem oczy specjalnej grupy zostały skierowane na Warzawę. Szczególnej uwadze patroli polecono rejon Dworca Centralnego i „Złotych Tarasów”. W stolicy nikt ich nie widział. Dotarli nad morze. W czwartek wieczorem zgłosili się do hostelu „Happy Seven” w Gdyni. Zupełnie legalnie zameldowali się, przespali noc i rano po zapłaceniu rachunku zniknęli. Do sobotniego wieczoru. Ok. godz. 21. policyjny patrol zauważył ich na ul. Świętojańskiej. Przy zatrzymaniu zdążyli obrzucić policjantów wulgaryzmami, ale to był ich ostatni akt wolnościowego protestu.

Ojciec Wojtka nie wyjechał po syna na drugi koniec Polski. 15-latka przywiozą policjanci. To nie była pierwsza ucieczka tego chłopca.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.